krzyz_2016_04Od 155 lat „Na rozstaju dróg stoi Dobry Bóg”. I tak półtora wieku wskazuje drogę podróżnym przejeżdżającym wojewódzką drogą Nr 751 Ostrowiec – Kielce i pracownikom przychodzącym na przystanek autobusowy, zdążającym do pracy. Kiedyś z drogi powiatowej Nr 0685 Kosowice – Mychów korzystali mieszkańcy Mychowa. Obok „Kosowskiego Krzyża” drogą powiatową Nr 06455 Kosowice-Janowice przejeżdżają też mieszkańcy wiosek rozsianych u podnóża Pasma
Jeleniowskiego Gór Świętokrzyskich. Rokrocznie również pątnicy z Pielgrzymki Lubelskiej zdążający do Częstochowy, zatrzymują się obok krzyża oddając pokłon temu, „który za nas cierpiał rany”.

Pochodzenie nazwy „Kosowski Krzyż” wyjaśnia się w różny sposób. W 1809 r Kosowice nabyła Marianna z Karskich baronowa Horochowa, która w 1838 r sprzedała je Michałowi Karskiemu. Ten z kolei w testamencie przekazał
Kosowice synowi Wincentemu, który w 1858 r. sprzedał je Wiktorowi Fijałkowskiemu herbu Ślepowron. W 1801 r wzniósł on przy drodze krzyż, który stoi do dziś.
Na wysokim cokole z piaskowca umieszczony jest tu metalowy krzyż ażurowy z czterema promieniami. Na nim ukrzyżowany Jezus Chrystus z głową uniesioną ku górze, bez korony cierniowej. W czasie trwającej burzy w piątek 28 czerwca 2013 r., gdy wiał silny, porywisty wiatr, wywalając i łamiąc drzewa w okolicznych gospodarstwach krzyż został w silnych podmuchach powalony . W wyniku wypadku na stopie schodów obok krzyża, pękła lewa ręka Chrystusa. Ponieważ krzyż ma wartość pamiątkowo-sentymentalną i ogromne znaczenie społeczne, dlatego okoliczni mieszkańcy pośpieszyli z natychmiastową odbudową. Odrestaurowano postać Chrystusa, pomalowano go i ponownie zamontowano
na szczycie kolumny z piaskowca. Warto tu wymienić nazwiska, ludzi, którzy brali
czynny udział w pracach. Byli to: Marian Gibala, Grzegorz Rysiak, Waldemar Szeliga, Arkadiusz Pietruszka i Marek Grys.

Przydrożne krzyże stawiano jako wotum wdzięczności za odzyskanie zdrowia, pojawienie się potomka w rodzinie, szczęśliwy powrót z wojny czy też pomyślność
w życiu. Tam gdzie nie było kościołów, albo znajdowały się w dużej odległości od miejsca zamieszkania, przydrożne figury, jako znak wiary w ukrzyżowanego
Syna Bożego pełniły funkcję miejsc kultu, gdzie można było demonstrować swoją wiarę:

„ Tam gdzie stawia się krzyż, powstaje znak, że dotarła już Dobra Nowina o zbawieniu
człowieka przez miłość, że rozpoczyna się ewangelizacja. Niegdyś ojcowie nasi na różnych miejscach polskiej ziemi stawiali krzyże na znak, że dotarła już do nich wiara, że rozpoczęła się ewangelizacja, i że trwa nienaruszona.” – święty Jan Paweł
II, homilia Nowa Huta,9.06.1979 r.

Na postumencie z czterech stron umieszczone są inskrypcje.

Na północnej stronie – od drogi o treści:
„Błogosławione Imię Twoje
Boże Ojców naszych,
który gdy się rozgniewasz
dasz się przebłagać
w czasie ucisku tym
co Cię o pomoc wzywają”

Na stronie południowej:
„Wiktor i Joanna Fijałkowscy
Na podziękowanie Bogu
za wszystkie łaski jego
ten znak Męki zbawiciela wznieśli
dnia 1 maja 1861 roku”

Na wschodniej:
„Ty rządzisz ziemi i niebem
Obdarz dzieci swoje chlebem
Ty nam daj urodzaj złoty
My Ci damy trud i poty”

Na zachodniej:
„Pokaz nam drogę Panie,
której się mamy trzymać
byśmy ku Tobie
podnieśli dusze nasze”

 

W jednej publikacji można wyczytać: „pomnik okala niski płotek z drewnianych sztachet” – dziś płotek już nie istnieje. Starania o wygląd i estetykę wokół krzyża
czyniła śp, Zofia Ziębakowska z Kosowic. Panie z Kosowic i Szwarszowic zainicjowały „majówki”, które trwają co roku do dziś. Każdego dnia przyłączali się kolejni mieszkańcy, by codziennie o godz. 17 śpiewem i modlitwą oddać cześć Matce Bożej. W czasie majówek śpiewane są różne pieśni. Ich echo roznosi się po okolicy „chwaląc łąki znajome, góry, doliny zielone”.

Mieszkańcy okolicznych wiosek ożywili miejsce wokół Krzyża, ozdobili do barwnymi proporczykami i kwiatami. Spotkania przy Krzyżu Kosowskim cieszą się dużym zainteresowaniem, nawet całych rodzin.

Krzyż to nie tylko budowla ale i miejsce, z którym życie nasze jest związane od kolebki, aż po kres. W tym właśnie miejscu w chwilach modlitwy szukamy ukojenia, modlimy się błagając Boga o lepszy los, zdrowie swoje i najbliższych. pokrzepieni modlitwa łatwiej znosimy przeciwności losu i trudy dnia codziennego. Zewnętrzne znaki wzmacniają wiarę religijną i ją ożywiają. Buduje wspólnotę między ludźmi.

Natura, najbardziej zasadniczy element krajobrazu, przynależy nie tylko do sfery świeckości. Ma także wartość religijną, nasuwa bowiem pytania o Boga jako Autora.
Dlatego przydrożnym krzyżom zawsze towarzyszy przyroda, głównie drzewa. Lipa nazywana jest maryjnym drzewem. Wokół Kosowskiego Krzyża również nie
brakowało drzew. Była to robinia akacjowa, której kwiatostany są miododajne, a produkują miód akacjowy, który jest dobry na przeziębienia i zaburzenia przewodu
pokarmowego. Ze względu na rozdwojenie pnia została usunięta około 1998 roku. Po prawej stronie krzyża rósł do 2008 roku klon srebrzysty, też gatunek miododajny,
kwitnący najwcześniej ze wszystkich gatunków klonów.

Tuż za krzyżem obok sklepu wybudowanego w 1998 roku przez Małgorzatę i Grzegorza Ryciaków powstał minipark, w którym rosną przepiękne krzewy, drzewa oraz gęste, kolorowe kwiatostany.

Znak Krzyża Świętego jako katolickie, najkrótsze wyznanie wiary i tajemnicy Trójcy Przenajświętszej było w wielkiej czci od początku w kościele katolickim. Cześć „Kosowskiemu Krzyżowi” była oddawana w różny sposób. Rodzina państwa Potockich ze Szwarszowic co roku wykonywała wieniec z gałązek igliwia jodłowego, tak uwitą koronę ozdobioną kwiatami z bibuły wieszali na ramionach krzyża w Święto
Zmarłych. Zwyczaj ten dotrwał aż do 1990 roku.

Natomiast w rodzinie Grysów z Kosowic w inny sposób kultywuje ten zwyczaj – mianowicie obok cokołu pali znicze ku czci jego fundatorów i czci bożej łaski.

„Aby tam przy pomniku w ciszy i w skupieniu,
patrząc na litery wyryte w kamieniu,
zmówić pacierz za bliskich i wnosić błaganie:

„Wieczny odpoczynek racz im dać Panie”

Z „Kosowskim Krzyżem” związane są liczne mity i legendy. Jednym słowem – tu straszyło. Jeśli ktoś przechodził obok krzyża późną nocą napotykał tajemniczą
zjawę, zupełnie jak w balladzie Mickiewicza „To lubię”.

Żyje jeszcze wielu mieszkańców pobliskich wsi, którzy tego doświadczyli. Zjawy te albo towarzyszyły przechodzącemu do domu, albo tajemniczo obserwowały i jakby na kogoś czekały. Gdy się przybliżano do nich – znikały. Najczęściej przybierały postać kobiety lub mężczyzny z laską i straszyły. Trudno powiedzieć kto to był. Zawsze wzbudzał strach i każdy uciekał co sił w nogach.

Marek Grys

Dziękuję pani Janinie Rysiakza pomoc przy pisaniu artykułu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *