Królowa piosenki jest tylko jedna

santor_irena_2016_04Irena Santor po 33 latach zaśpiewała w Ostrowcu. Uwielbiana przez kolejne pokolenia słuchaczy artystka zaprezentowała nie tylko swoje najbardziej
znane przeboje, a także piosenki z okrytego platyną albumu „Kręci mnie ten świat” oraz z płyty „Punkt widzenia” wydanej w 2014 roku przez Polskie Radio, która entuzjastycznie przyjęta przez recenzentów, zdobyła także serca i uznanie publiczności.

Ostrowieckiemu koncertowi w sali kina „Etiuda” towarzyszyły dwie owacje na stojąco – pierwsza na powitanie, a druga jako podziękowanie za występ. Podczas prawie półtoragodzinnego recitalu Irena Santor wykonała kilkanaście piosenek, zaczynając od tych z okresu międzywojennego oraz lat 40. ubiegłego wieku, aż po kompozycje z jej ostatniego albumu.

W niedzielę 10 kwietnia w Ostrowcu Świętokrzyskim i w poniedziałek 11 kwietnia w Kielcach z niezwykle ciepło przyjętymi koncertami wystąpiła Pierwsza Dama Polskiej Piosenki. W ciągu trwającej prawie siedem dekad kariery Irena Santor nagrała ponad tysiąc piosenek, z których wiele stało się niezapomnianymi przebojami, że wystarczy wspomnieć chociażby „Tych lat nie odda nikt”, „Powrócisz tu”, „Już nie ma dzikich plaż” czy „Embarras”.

Podczas kwietniowych koncertów w dwóch największych miastach naszego regionu uwielbiana przez kolejne pokolenia słuchaczy artystka zaprezentowała nie tylko swoje najbardziej znane przeboje, a także piosenki z okrytego platyną albumu „Kręci mnie ten świat” oraz z płyty „Punkt widzenia” wydanej w 2014 roku przez Polskie Radio, która entuzjastycznie przyjęta przez recenzentów, zdobyła także serca i uznanie publiczności.
Ostrowieckiemu koncertowi w sali kina „Etiuda” towarzyszyły dwie owacje na stojąco – pierwsza na powitanie, a druga jako podziękowanie za występ. Podczas prawie półtoragodzinnego recitalu Irena Santor wykonała kilkanaście piosenek, zaczynając od tych z okresu międzywojennego oraz lat 40. ubiegłego wieku, aż po kompozycje z jej ostatniego albumu.

Irena Santor. – Na moich koncertach wykonuję repertuar przekrojowy, płyta „Punkt widzenia” ukazała się dwa lata temu, więc nie będę jej ciągle promowała, aczkolwiek piosenki z niej oczywiście znajdują się w programie. Mierzę zamiary według sił, a więc póki co nie zamierzam nagrywać kolejnej, tym bardziej, że nikt mi tego nie zaproponował, ale jak mnie poproszą ładnie, to kto wie… Dopóki żyjemy, nie możemy pozbawiać się uczucia,
że możemy jeszcze czegoś ważnego dokonać. Nawet jeśli to jest na wyrost, to powinniśmy się tym cieszyć i mieć nadzieję, że jeszcze płonie w nas wewnętrzny ogień.

Plany na najbliższe miesiące?

To już trochę poza moją wyobraźnią. Koncerty w plenerze mnie nie interesują, przyzwyczaiłam się do publiczności zamkniętej w sali koncertowej, a na
tzw. wolnym powietrzu wszystko może się zdarzyć przy tak dużej ilości odbiorców, z którymi znacznie trudniej nawiązać kontakt. Jakoś nie potrafię się zmusić do występów tego typu.

– Co Pani sądzi o współczesnym, rodzimym showbiznesie?

Irena Santor. – Na pewno jest bardzo różnorodny, bo w ostatnich latach tak się wszystko pozmieniało, że czasami trudno połapać się, o co chodzi. Ale
mimo to na bieżąco staram się w tym uczestniczyć poprzez okazywanie zainteresowania i obserwowanie nowych zjawisk. Chodzę na koncerty, słucham radia i czasem zdumiewa mnie to, co do mnie dociera, zwłaszcza kiedy głosy młodych wokalistek są sztucznie preparowane, co niedawno usłyszałam
w radiu. Dostrzegam jednak wielu wykonawców perfekcyjnie wyedukowanych muzycznie. Zachwyca mnie Anna Maria Jopek, nie tylko dlatego, że to córka mojego kolegi z czasów występów z „Mazowszem”, którą znam od jej dzieciństwa. Jak dla mnie jej muzyka jest nieco somnambuliczna, ale piękna, interesująca oraz ciekawa i naprawdę bardzo mi się podoba.

Jaka jest Pani opinia w kwestii tak popularnych obecnie widowisk telewizyjnych typu talent show?

Irena Santor – Cieszę się, że są programy tego typu, tyle tylko, że ostatnio ten format jest nadużywany, a ci, co w nich występują już na starcie sprawiają wrażenie artystycznie uformowanych indywidualności, a nie stających na starcie do kariery debiutantów. Najgorsze są jednak programy talent show z udziałem dzieci. Występujące w nich „małe księżniczki” sprawiają wrażenie zupełnie oderwanych od swojego dziecięctwa i pozbawionych radości, naiwności i wdzięku, tak charakterystycznych dla ich wieku. To oczywiście kwestia reżyserii widowisk tego typu.

A propos talent show z początkowego okresu ich popularności – czy pamięta Pani Monikę Salitę, uczennicę z Ostrowca Świętokrzyskiego, która niecałe
20-lat temu zwyciężyła w odcinku „Szansy na sukces” z piosenkami Ireny Santor?

4Irena Santor. – Oczywiście, że pamiętam, przecież kiedyś zaśpiewałyśmy wspólnie „Embarras” w duecie, i to nie byle gdzie, bo w Sali Kongresowej na
gali finałowej „Szansy na sukces”. To naprawdę bardzo utalentowana wokalistka, z którą niestety szybko straciłam kontakt, mam wrażenie, że chyba na jej własne życzenie. Ale bardzo jestem ciekawa, co u niej słychać, jak sobie radzi.

Dlaczego nie zrobiła Pani kariery filmowej, choć był moment, gdy można było sądzić, że tak się stanie?

Irena Santor. – Nie jestem aktorką, a poza tym, aby wykonywać ten zawód trzeba być wielokierunkowo wykształconym. Ja nie czuję się powołana do jego wykonywania, choć wystąpiłam we wczesnym filmie Stanisława Barei „Przygoda z piosenką”. To była dość złośliwa satyra na ówczesną estradę i jej gwiazdy, tryb ich życia i zwyczaje. Później co prawda otrzymałam propozycje zagrania w kolejnych filmach, ale konsekwentnie je odrzucałam.

Podczas ostrowieckiego koncertu nie zabrakło oczywiście wielkich przebojów Ireny Santor takich jak „Tych lat nie odda nikt” czy „Już nie ma dzikich plaż” wykonanych w nowych i ciekawych, bo odrobinę jazzujących aranżacjach, co stanowi zasługę trzech świetnych instrumentalistów akompaniujących piosenkarce.

Irena Santor. – Na scenie towarzyszą mi znakomici muzycy z zespołu pod kierownictwem Mariusza Dubrawskiego, który jest nie tylko świetnym pianistą i producentem oraz wydawcą płyt, ale również wykładowcą Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Grają z nim kontrabasista Wojciech Ruciński i perkusista Grzegorz Poliszak. Trio w tym składzie udowodniło swój kunszt wykonując w połowie koncertu instrumentalną wiązankę, w której znalazły się m.in. wspaniała kompozycja Włodzimierza Nahornego „Jej portret” oraz słynny temat Francisa Lai z filmu „Love Story” Świetnej dyspozycji wokalnej Ireny Santor towarzyszył jej pogodny nastrój, o czym świadczyły obszerne, dowcipne komentarze
oraz zapowiedzi poszczególnych utworów. Żegnając się z ostrowiecką publicznością piosenkarka przypomniała, że jej poprzedni koncert na scenie Zakładowego Domu Kultury miał miejsce ponad trzydzieści lat temu i wyraziła nadzieję, że na kolejną wizytę w naszym mieście nie będziemy czekać aż tak długo:

– To nie do wiary, ale byłam tu i śpiewałam na tej samej scenie i w tej sali 33 lata temu. Prawdę mówiąc nie pamiętam szczegółów i atmosfery tamtego koncertu, ale bardzo się z tego cieszę, że mimo upływu lat ciągle mogę się spotykać z ostrowiecką publicznością. Jeśli będzie mi dane jeszcze kiedyś
tu wrócić, to pewnie stanie się to szybciej niż za trzydzieści lat – powiedziała Irena Santor…

Norbert Zięba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *