Wszyscy doskonale wiedzą, że dziś karierę polityczną może zrobić każdy, kto ma odpowiednie znajomości i poparcie. Podobnie działo się już w czasach starożytnych.
Jeden z cesarzy rzymskich Casius Julius mianował na senatora swojego… konia!

Cezar Casius przeszedł do historii pod przezwiskiem Kaligula. Nosił bowiem w dzieciństwie buciki zrobione na wzór obuwia legionistów. „Caligula” to po łacinie „buciczek”. Władca ten dał się mocno Rzymianom we znaki. Zachowywał się tak,
jakby ciągle był naćpany. Urzeczywistniał najdziwniejsze pomysły, domagał się dla siebie czci boskiej, rapował przy dźwiękach lutni, pisał jak na tamte czasy mega awangardowe poematy, a przy tym był sadystą i wielkim okrutnikiem.

Wśród wielu pasji monarchy były wyścigi konne. Toteż na jego cześć dość często organizowano je w rzymskim koloseum. Na jednej z takich imprez jego uwagę zwrócił koń szczególnej urody, siwy ogier arabskiego rodu Saklavi o imieniu Incitatus. Cezar
z zapartym tchem podziwiał jego lekkość i harmonijność ruchów, łabędzią szyję, pięknie odsadzony ogon. Natychmiast zapragnął tego konia dla siebie.

Przed oblicze cesarza sprowadzono właściciela Incitatusa Markusa Pauzaniasza. W tej sytuacji Pauzaniasz „z własnej i nieprzymuszonej woli” podarował władcy swego
rumaka. A na otarcie łez dostał rozkaz udania się ze swoim legionem w najodleglejszą prowincję cesarstwa rzymskiego.

Nowy właściciel wzniósł marmurową stajnię, w której Incitatus jadał ze żłobu wykonanego z kości słoniowej. Oprócz tego w stajni znajdowały się dodatkowe pomieszczenia, takie jak gabinet odnowy biologicznej, łaźnia i salon dla gości. Kiedy zakończono budowę końskiego pałacu, władca wydał uroczystą ucztę, na którą w imieniu Incitatusa zaprosił najważniejsze osoby w Rzymie. W czasie trwania biesiady Kaligula często przepijał do swego konia i karmił go jęczmieniem podawanym ze złotej
czary. Na koniec uczty, kiedy był już porządnie wstawiony, ogłosił zdumionym gościom, że mianuje Incitatusa senatorem!

Z tej nominacji wynikły daleko idące i kosztowne konsekwencje. Czworonożnemu parlamentarzyście przydzielono do ochrony oddział żołnierzy i 18 osób służby. Kiedy wyprowadzano go na pastwisko, liktorowie nieśli przed nim rózgi konsulowskie. Okrywano go derką z purpury, a na szyi zawieszano naszyjnik z pereł.

Nad jego karierą sportową osobiście czuwał Kaligula. Zgodnie z cesarskim rozkazem, w dni poprzedzające wyścigi wokół stajni stały straże mające strzec ciszy i spokoju. Incitatus ujawniał w wyścigach niezwykłą rączość i większość z nich wygrywał. Z zawodów wracał do swego pałacu otoczony swoją dostojną świtą, w wieńcu laurowym na szyi. Przed nim w lektyce niesiono szczęśliwego monarchę, który z lutnią w ręku
śpiewał hymny pochwalne na cześć swego konia.

Ta najdziwniejsza w historii kariera polityczna zakończyła się wraz ze śmiercią Kaliguli. Następca Casiusa Juliusa miał zupełnie inne hobby i zdegradował Incitatusa do roli konia kawaleryjskiego.

Barbara Sęderowska,
Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *