ARMENIA – piękny kraj z wyjątkowymi zabytkami

Armenia to kraj, który warto wziąć pod uwagę podczas planowana wyjazdu na wakacje. Zachwyca on nie tylko swoimi cennymi zabytkami, ale również
przepięknymi i niepowtarzalnymi krajobrazami. Poza tym ma on bogatą kulturę i obyczaje, dobre i smaczne jedzenie oraz inne atrakcje, o których
można się przekonać będąc tu na miejscu. Mogłam poznać ten kraj dzięki wycieczce, którą wygrałam w konkursie miesięcznika AKSON, a na wyprawę zabrałam ze sobą Jacka Piórkowskiego.

Podróż, hotel, jedzenie i pieniądze w Armenii Na wycieczkę do Armenii wyruszyliśmy 30 czerwca 2016 roku o godzinie 6 rano z lotniska w Warszawie. Stąd polecieliśmy do Kijowa, gdzie następnie mieliśmy przesiadkę do stolicy Armenii – Erywania. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem. Czas oczekiwania na przesiadkę wykorzystaliśmy aktywnie i zwiedziliśmy Plac Niepodległości w Kijowie. Patrząc na plac pozornie nie widać śladów historycznych wydarzeń z ostatnich lat, natomiast w powietrzu nadal czuć ducha Majdanu. Liczni wolontariusze za drobne wsparcie
finansowe oferowali wstążki w barwach Ukrainy lub UPA. Duże wrażenie zrobiły na nas liczne tabliczki z podobiznami ofiar poległych na
Majdanie. W końcu po wielogodzinnej podróży dotarliśmy do celu. Już na lotnisku odebrał nas sympatyczny przewodnik z biura podróży Black
Stone. Przez te kilka dni pobytu w Armenii mieszkaliśmy w City Hotelu. To hotel o niezłym standardzie, który znajduje się na ulicy znanego ormiańskiego malarza Martirosa Saryana, w samym centrum stolicy. Na tej samej ulicy znajduje się Dom-Muzeum tego malarza. Ajwazowski i Saryan uważani są za najbardziej znanych i wybitnych ormiańskich malarzy. Jeśli Ajwazowski jest znany na całym świecie jako malarz – marynista, to Martiros Saryan jest znany z malarstwa krajobrazowego i portretowego. Dużym atutem City Hotelu jest jego lokalizacja – łatwo z niego dojechać w różne ciekawe miejsca. Do dyspozycji mieliśmy pokoje jednoosobowe z łazienką i prysznicem a każdego ranka czekało na nas pyszne śniadanie. W pokoju był dostęp do internetu oraz telewizor, w którym można było obejrzeć filmy w języku ormiańskim albo posłuchać ormiańskich piosenkarzy.
Pierwszą niespodzianką, do której ciężko było nam się przyzwyczaić to obowiązująca w Armenii waluta. Jest to dram (AMD). Jadąc tam, można wziąć ze sobą euro lub dolary, które można wymienić w wielu dostępnych tam kantorach. Jedno euro to około 527 AMD, a jeden dolar to około 484 AMD.
akson_2016_07_01_armenia_kaskady_widok_na_miastoDużą przyjemnością była dla nas pora obiadowa. Codziennie odwiedzaliśmy inną restaurację w celu poznania smaków kuchni regionalnej. Mnie osobiście bardzo smakował kebab w wydaniu ormiańskim. Kebab ormiański to różne gatunki mięsa mielonego, dobrze przyprawione, z dodatkiem cebuli i suszonego sumachu, które są grillowane na węglu drzewnym na metalowych rożnach, nazywanych w Armenii szampurami. Również smaczną potrawą były gołąbki w liściach winogronowych. Ciekawostką jest fakt, że do wszystkich potraw podawany jest ormiański chleb lawasz oraz niezwykle orzeźwiający napój mleczny tan. W menu do każdej potrawy było zamieszczone zdjęcie i podana cena, dzięki czemu łatwiej się było zdecydować na daną potrawę nawet nie znając języka.

Zabytki, które mieliśmy okazję zobaczyć Mieliśmy siedem dni na zwiedzanie Armenii i w pełni je wykorzystaliśmy. Wszędzie jeździliśmy samochodem,
a przewodnik w języku angielskim i rosyjskim opowiadał nam o wszystkich ciekawych miejscach. Zwiedzanie zaczęliśmy od serca stolicy Erywania – Placu Republiki. Plac ten otoczony jest reprezentacyjnymi budynkami, które zostały wykonane z tufu wulkanicznego, zastygłego popiołu wulkanicznego przeróżnych kolorów – różowego, pomarańczowego, brązowego i czarnego. Z tufu są wybudowane praktycznie wszystkie budynki w Armenii, co nadaje niepowtarzalny architektoniczny urok.

Oczywiście wszędzie robiliśmy zdjęcia, które będą nam przypominały o tym kraju. Bardzo się nam spodobały Kaskady, które wznoszą się na zboczu wzgórza, położone na północ od centrum miasta, a na ich szczyt prowadzą 572 schody. Wyszliśmy na samą górę, tzn. wjechaliśmy ruchomymi schodami. Tam podziwialiśmy przepiękną panoramę miasta. Kolejnym punktem na naszej mapie był Instytut Matendaran, czyli biblioteka/muzeum manuskryptów, z których dumny jest każdy Ormianin. Jest skarbnicą tradycji narodowej. Księgozbiór Matendaranu liczy 13 000 rękopisów głównie chrześcijańskich, w języku ormiańskim, łacińskim, arabskim, hebrajskim, greckim i perskim. Najstarsze pochodzą z V wieku. Ormiańscy skrybowie
słynęli ze zdolności tłumaczenia dzieł z innych kręgów kulturowych, dzięki czemu wiele elementów kultury antycznej np. dzieł filozofów czy innych dziedzin nauki, przetrwało do dnia dzisiejszego. W tym samym czasie powstał stworzony przez Mesropa Masztoca alfabet ormiański. Wielokrotnie rękopisy były ratowane przed zniszczeniem przez arabskich i tureckich najeźdźców. Warto też wspomnieć, że Armenia jest pierwszym krajem na świecie, który już w 301 roku przyjął chrześcijaństwo jako religię państwową. Drugiego dnia czekała nas wyprawa na górę Aragac. To najwyższa góra w Armenii, nawet nie góra, a wulkan z czterema wierzchołkami. Najwyższy ma wysokość 4095 m. Między wierzchołkami cały rok leży lodowiec, z którego wyciekają krystalicznie czyste rzeczki z licznymi wodospadami. Wjeżdżając na górę zmieniamy pory roku. Jeśli u podnóża góry smaży nas letni upał, po drodze mijamy wiosnę, a na wysokości 3200 metrów, gdzie spacerujemy brzegiem jeziora Kari, wita nas jeszcze zima. Na zboczach góry zachwycają kwiaty alpejskiej roślinności, a nieopodal od jeziora znajduje się placówka naukowa wybudowana jeszcze w 1943 roku, która zajmuje się badaniami promieniowania kosmicznego na dużych wysokościach. Wchodząc na górę Aragac odwiedziliśmy twierdzę Amberd. To piękne ruiny z VII wieku, które znajdują się na wysokości 2300 m. Z twierdzy w kierunku jaru prowadzą podziemne tunele. Niektóre z nich istnieją do dziś. Niestety w XI wieku zniszczyli twierdzę Turcy, a potem w XIII wieku ostatecznie dokonali zniszczeń Mongołowie. Oczywiście na tę wyprawę zabraliśmy ciepłe ubrania, ponieważ na takiej wysokości była odczuwalna niska temperatura, a w niektórych miejscach leżał jeszcze śnieg. 3 lipca odwiedziliśmy ruiny katedry w Zwartnoc. To piękne ruiny, które w 2000 roku zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Następnie pojechaliśmy zobaczyć katedrę w Eczmiadzynie, która jest najstarszą, ale też najważniejszą świątynią dla Ormian. Eczmiadzyn to ważne miejsce dla każdego Ormianina ,istniejące od V wieku i jest tzw. Watykanem Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Trafiliśmy również na ormiański
Wardawar, więc my również zostaliśmy oblani wodą. Święto to jest obchodzone 14 tygodni po Niedzieli Wielkanocnej i jest podobne do naszego Śmigusa – Dyngusa, ale tam na szczęście przypada na cieplejsze dni. Tego dnia, na naszą wyraźną prośbę odwiedziliśmy również wzgórze
Cycernakaberd, na którym znajduje się pomnik poświęcony pamięci ofiar ludobójstwa Ormian w 1915 roku. Miejsce to jest szczególne dla narodu ormiańskiego – przypomina o strasznej tragedii. Dzięki drzewom posadzonym przez światowych przywódców będzie jeszcze dziesiątki lat przypominać o tych obudziło w nas bolesne emocje związane z ludobójstwem na Wołyniu. W czwartym dniu wyprawy wybraliśmy się nad jezioro Sewan, z krystalicznie czystą wodą, zwane ormiańskim morzem. Jezioro to znajduje się na wysokości 1899 metrów nad poziomem morza i ma 80 kilometrów długości oraz do 56 kilometrów szerokości. Oczywiście nie można było być nad jeziorem i nie zjeść na obiad świeżej ryby siei złowionej przez lokalnych rybaków. W piątym dniu naszej wyprawy w drodze do Garnii i wąwozu rzeki Azat nie mogliśmy nie zatrzymać się, aby podziwiać biblijną górę Ararat, na której zatrzymała się mityczna Arka Noego. W Garnii obejrzeliśmy kompleks świątynny z czasów imperium rzymskiego, który wzniesiony został w I wieku naszej ery na skraju wąwozu rzeki Azat. W wyniku trzęsienia ziemi doszło do zniszczenia świątyni, ale odbudowano ją w latach 1969 – 1975. Następnie udaliśmy się do Geghard, aby zobaczyć znajdujący się tam zespół klasztony o nazwie pochodzącej od włóczni, którą został przebity bok Chrystusa, gdy wisiał na krzyżu. Szósty i siódmy dzień zaplanowaliśmy sobie sami. Dużo spacerowaliśmy po Erywaniu i kupowaliśmy pamiątki, aby utrwalić tę wspaniałą, niepowtarzalną nagrodę od miesięcznika AKSON.

Ostatniego dnia pojechaliśmy do zoo w Erywaniu, które według nas jest zbyt małe dla mieszkających tam zwierząt. Do Polski wróciliśmy 8 lipca.
Czas spędzony w Armenii upłynął nam bardzo szybko. Warto było tam pojechać i poznać odmienną kulturę oraz obyczaje, ale przede wszystkim
zobaczyć coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Wycieczkę do Armenii polecamy każdemu.

Dziękujemy miesięcznikowi AKSON za możliwość przeżycia niepowtarzalnej, niezapomnianej życiowej przygody.

Ilona Górecka
oraz Jacek Piórkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *