Ukraina 2016 rowerowo

akson_2016_07_ukraina_02Pomysł na urlop bez tłumów wczasowiczów przechadzających się promenadami wśród stoisk tandetnych chińskich produktów, wyglądem i jakością
takich samych nad Bałtykiem, Morzem Czarnym, Śródziemnym czy w górskich kurortach. Ułożony według schematu dzień wczasowicza, w którym nic nie powinno się zmienić i zaskoczyć. Przeciwwagą tej monotonii i pewnej pustki letnika zorganizowanego jest sprawdzona na wschodzie zasada, że tam wiele rzeczy jest mniej oczywistych, nie widać komercji wczasowego przemysłu, a człowiek na rowerze wzbudza zaufanie i sympatię czyli Ukraina 2016 rowerowo.

Nasze doświadczenia rowerowych podróży z sakwami po Polsce, Ukrainie, Białorusi i Litwie nakazują, by pojechać na Ukrainę z zamiarem przejechania w ciągu tygodnia Karpat i dotarcia do granic Rumunii, by następnie zachodnimi rubieżami wzdłuż Węgier i Słowacji powrócić do miejsca startu. Wyjazd na dwóch kołach rozpoczynamy w piątkowy pogodny i ciepły czerwcowy poranek w miejscowości Hoszów k. Ustrzyk Dolnych, by z górki i z wiatrem w plecy po 40 minutach przekroczyć granicę w Krościenku. Ciekawostką jest płynąca wzdłuż drogi do granicy ukraińskiej, polska rzeka Strwiąż, która znajduje się w dorzeczu… Morza Czarnego. Przepływa przez granicę by wpłynąć do Dniestru już na terenie Ukrainy. Następnie kierujemy się do odległego o 63 km Sambora. Nim tam dotrzemy po drodze mijamy małe miejscowości, w których spotykamy niemiłe dla nas Polaków symbole w kolorach czerwono-czarnych. To flagi Ukraińskiej Powstańczej Armii obecne na przydrożnych pomnikach, na cmentarzach, w miastach na banerach, a w formie pomniejszonej na niektórych domach czy prywatnych autach. Te nacjonalistyczne symbole są szczególnie widoczne w lwowskiej i iwanofrankiwskiej obłasti, mniej na zakarpaciu. W zasadzie to jedyne przykrości jakich doświadczyliśmy w całej podróży pełnej uroków. Sambor mijamy w zasadzie bez zwiedzania, z krótkim postojem by szybko znaleźć się w odległym o 33 km Drohobyczu. Tu odnajdujemy dom, w którym mieszkał i tworzył wybitny polski pisarz żydowskiego pochodzenia – Bruno Schulz. Pamiątkowe fotki, chwila zadumy nad czytaną lekturą „Sklepów cynamonowych” miejsc i sytuacji w niej ukazanych i dalej w podróż do miasta Stryj. Osobliwości jakie tu po drodze ciągle nam towarzyszą, a i na terenie Polski w „bieszczadzkim worku” były widoczne, to okazałe nawet na 3 metry wysokości kwitnące na biało łodygi Barszczu Sosnowskiego. Rośliny o właściwościach parzących i niebezpiecznych dla człowieka, którą przed laty sprowadzono na te tereny ze wschodu Związku Radzieckiego dla celów pastewnych. Tego dnia „dokręcamy” jeszcze około 30 km, aby minąć miasto Stryj. Na jego peryferiach stajemy przy sklepie spożywczym gdzie spotykamy dwóch Polaków na stałe tam mieszkających. Mają oni Kartę Polaka. Chętnie opowiadają o codziennym życiu, perspektywach i planach. Rozmowa przy dobrym chłodnym piwie przedłuża się do ciemnej nocy. Pozostaje nam zakończyć dzisiejszy dzień noclegiem w pobliskich zaroślach w wiezionych ze sobą dwóch małych namiotach. Przejechany dystans to
136 km.

akson_2016_07_ukraina_01Drugi dzień był zdecydowanie mniej ambitny – tylko 67 km, ale i jakość dróg była fatalna, wymagająca stałej koncentracji i omijania dziur gęstych i głębokich nawet na 20 cm. Takich dróg nie ma na pewno w najdalszym zakątku Polski! Było gorąco. Niespiesznie odpoczywając, leżąc nad małym jeziorem w najbardziej gorącej porze dnia dojechaliśmy w okolice Iwano-Frankowska by tam rozbić namiot w wysokich trawach, ale z widokiem na pasmo Karpat, które zdawało się być na wyciągnięcie dłoni, a na „wyciągnięciu” kolejnych 40 km, aby wjechać do miejscowości Nadvórna. Tu zaczyna
się długi podjazd w Karpaty. Dla Stanisława było to miejsce sentymentalne ze względu na miejsce urodzin i wczesne lata młodości jego teścia. Z Nadvórnej Stanisław dzwoni do niego i wspólnie próbują odnaleźć rodzinny dom przy ulicy Mazepy. Ulica od lat dwudziestych XX w. ma tę samą nazwę, przebieg, ale niestety domu nie znajdujemy… Drogą krajową N09 jedziemy dość łagodnym podjazdem wyżej i wyżej. Jakość tej drogi całkiem dobra – prowadzi do górskich kurortów. Mijamy jeden z nich – Jaremcze, by tuż za nim zjeść dobry obiad w tatarskiej restauracji o nazwie „Krym”. Trwają dwudniowe Zielone Świątki. Słychać piękne śpiewy w cerkwiach prawosławnych i greckokatolickich, które licznie znajdują się w każdej mijanej
miejscowości. Trudno o miejsce w hotelu. W Mikuliczynie znajdujemy kwaterę w domu huculskim. Wybór kwatery był dla nas wybawieniem od
kłopotów. W nocy przyszła wielka ulewa z piorunami, którą obserwujemy z rodziną gościnnych i dobrych Hucułów, z którymi spędzamy miłe
chwile, delektując się miejscowymi serami i nie tylko nimi… Słuchamy rwącego nurtu rzeki Prut, która do rana niesie coraz wyższy poziom
wody spływającej z gór. Rześki poranek, pożegnanie we wschodnim stylu „na misia” i ruszamy do położonej w samym sercu ukraińskich Karpat – Worochty. Miejsce tak urokliwe, malownicze, że nie chce się z niego wyjeżdżać. W okresie międzywojennym to był polski ośrodek sportów zimowych, po którym pozostały nieczynne skocznie narciarskie i ciągle używany kamienny o łukowym sklepieniu most kolejowy. Kolej karpacka to osobny rozdział tej wyprawy. Z żalem patrzymy na Połoniny, na wartkie wody Prutu, czerpiemy na drogę świetną zimną wodę z przydrożnego źródła i kierujemy się na południe. Po drodze spotykają nas dowody sympatii, które zawdzięczać powinniśmy – naszym środkom lokomocji! Ludzie nas rozpoznają, mówią, że widzieli nas sto kilkadziesiąt kilometrów dalej, chcą rozmawiać i… napić się. W południe osiągamy najwyższe przewyższenie
drogi i wjeżdżamy w Zakarpacką Obłast. Po drodze mijamy ośnieżone szczyty w tym Howerlę 20161 m n.p.m. Tu przed wojną kończyła się Polska, a zaczynały Węgry. Tego dnia łatwo pokonujemy 112 km., w czym zasługa zjazdu z pasma Karpat urokliwymi dolinami rzek Czarnej Cisy i granicznej rzeki Cisa. Za nią widzimy Rumunię, której już nie zwiedzamy. Zatrzymujemy się na nocleg w hotelu w Wielikij Biczkiw. Hotel z pozoru schludny, okazuje się nie mieć otwieranych okien w pokojach, a nawet na korytarzach. W nocy budzi nas wysoka temperatura i brak świeżego powietrza. Wczesnym rankiem okazuje się, że drzwi wejściowe do hotelu są zakratowane od zewnątrz. Standardy bezpieczeństwa niespotykane w Europie! Śpiesznie opuszczamy to lokum. Doliną rzeki Cisy po prawie płaskim terenie jedziemy przez kilka miejscowości o rumuńskim i węgierskim rodowodzie. Słychać węgierską mowę, a nawet język ukraiński jest inny niż we Lwowie i okolicach. Zakarpackie rejony Ukrainy zachowały odrębność architektoniczną, są lepsze drogi, zadbane domy o wyglądzie budynków widzianych na terenie Węgier i Rumunii. Wieczorem docieramy do miejscowości Gorbok nad kilkoma jeziorami. Tu znajdujemy drewniany nowoczesny o „europejskim standardzie”, ale ukraińskich niskich cenach hotel. Z właścicielem obiektu – Saszą oglądamy mecz Mistrzostw Euro: Polska – Ukraina i prowadzimy wieczorne sympatyczne rozmowy…

Kolejnego dnia, na kilka kilometrów przed Mukaczewem spotykamy kolejne dowody sympatii ze strony właściciela piekarni i sklepu w jednym, w której jedliśmy śniadanie. Starszy pan za czasów minionego ustroju zjeździł ciężarówką Kamaz prawie całą Syberię, by od kilku lat prowadzić rodzinny biznes piekarniczy. Pieczywo świetnego smaku, pokazał nam proces produkcji – manufaktura obsługiwana przez trzy osoby. Wypieki bez polepszaczy, w co wierzymy, gdyż pieczywo nie tak puszyste jak w naszym kraju i piece piekarnicze na pewno opalane drewnem! Sprawdziliśmy. Zaopatrzeni na drogę w różne rodzaje pieczywa i gorące jeszcze ciasto orzechowe z pewnym żalem żegnamy się. Wymieniamy kontakty i wjeżdżamy do Mukaczewa. Tu na monumentalnym, zadbanym i ruchliwym dworcu kolejowym szukamy połączenia do miejscowości Sianki. Zamiarem jest zobaczyć urokliwe wiadukty, kamienne mosty i tunele kolejowe w Karpatach. Tunele z uwagi, że są obiektami strategicznymi są pilnowane przez uzbrojonych żołnierzy. Nim wyruszymy w podróż jemy w restauracji Feniks świetny i tani obiad. Kupujemy 6 biletów: 3 osobowe i 3 towarowe na rowery. Kolejne miłe zaskoczenie przy zapłacie za tyle biletów: niecałe 18 zł za podróż na 165 kilometrach. Pociąg bez klimatyzacji i dłuższy czas utrzymywał temperaturę 37 stopni. Widoki jakie przyszło nam widzieć rekompensowały tą niedogodność. Zaznaczyć trzeba, że linię kolejową wybudowano na początku XX wieku za czasów cesarza Franciszka Józefa. Budowniczymi w głównej mierze byli Polacy. Docenić trzeba śmiałość projektantów i duży wysiłek budowniczych kolei, gdyż biegnie ona w górskim terenie. Warto zaznaczyć, że na odcinku między ukraińskimi Siankami a Włosianką na odcinku zaledwie 18 kilometrów biegnie 6 tunelami i 27 ! wiaduktami. Widoki z siodełka rowerowego świetne, poznane w 2015 roku w drodze pokonanej z północy na południe, a z okien pociągu zdecydowanie lepsze! W Siankach jesteśmy tuż przed 21.00 i z peronu dworca spoglądamy w polską stronę, którą oddziela granica. Patrzymy w kierunku punktu widokowego w bieszczadzkim worku, z którego w 2014 roku obserwowaliśmy Sianki, dworzec, cerkiew stojąc na polskiej ziemi u źródeł Sanu. W pobliżu dworca znajdujemy urokliwą, klimatyczną kwaterę na strychu jednego z domów. Mieszkało tu z nami kilku byłych żołnierzy z nieskończonej jeszcze wojny na wschodzie. Teraz oni pracują jako ochrona strategicznych obiektów. Nieśmiertelników z szyi do tej pory nie zdjęli. Pokazali nam zdjęcia i filmy z wojny i … pogrzebów żołnierzy. Rankiem Szasza zaprosił na wspólna kawę, chciał obdzielić nas wędzonym sałem (słoniną) i po chwili ruszyliśmy na ostatni 114 km odcinek podróży wzdłuż polskiej granicy przez miejscowość Turka i Stary Sambor do Polski. Miłym zaskoczeniem była nowa nawierzchnia na znacznym odcinku tej dziurawej znanej nam drogi. Lepsza droga zachęca, by… wkrótce tu wrócić na dwóch kołach oczywiście. Podróż udana, bezpieczna, zdecydowanie tania, bez kontuzji, awarii rowerów i bez nawet jednego kleszcza z wysokich traw, w których kilka razy było nam dane spać. Czujemy jednomyślnie, że nie ostatnia!

Piotr Deroń
Stanisław Janik
Bogdan Lisowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *