Marek Piekarczyk kontra dopalacze

piekarczyk_2016Rozmowa z Markiem Piekarczykiem, specjalnie dla miesięcznika AKSON

W sobotę 10 września na ostrowieckim Rynku odbyła się druga edycja zorganizowanej przez Urząd Miasta i Miejskie Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim akcji społecznej „Stop dopalaczom!” Towarzyszyły jej atrakcje artystyczne w postaci występów czterech formacji ze Szkoły Tańca Progres, Sekcji Breakdance MCK oraz trzech rockowych zespołów – Huckelberry Finn z Ostrowca Świętokrzyskiego, Dreamheart z Rzeszowa i Mafia z Kielc.
Gościem specjalnym był Marek Piekarczyk, prowadzący koncert i wygłaszający oryginalne w formie i treści prelekcje, przestrzegające młodzież przed eksperymentowaniem z substancjami psychoaktywnymi. Charyzmatyczny lider i frontmen TSA w ostatnich latach dał się poznać również jako tzw. osobowość telewizyjna, głównie dzięki występom w jednym z wiodących talent show. Przekaz jaki zaprezentował na ostrowieckim Rynku był jasny, mocny, konkretny oraz przejmujący .
– Jak Pan się czuł w roli mentora, autorytetu ewentualnie mędrca pouczającego ostrowiecką młodzież o szkodliwości eksperymentowania z tzw. odmiennymi stanami świadomości?
M.P. -To nie były moje mądrości, ale czysta prawda. Nie chciałem nikogo pouczać, wyraziłem tylko własne zdanie. Fakt, jestem już starszym panem, ale jeśli chodzi o uzależnienia, narkotyki i inne substancje psychoaktywne, to naprawdę wiem sporo, bo właśnie przez nie wielu moich przyjaciół, kumpli i znajomych dziewczyn nie żyje. Tak, piękne dziewczyny poumierały na raka płuc, bo paliły papierosy. Inni popełnili samobójstwa z powodu alkoholu lub narkotyków.
piekarczyk_2016_02– Nie dożyli ery dopalaczy?
M.P. – Te są zdecydowanie najgorsze spośród wszystkich narkotyków. Nie chcę histeryzować, ale podejrzewam, że skoro przez tyle lat nie uporano się z tym problemem, to pewnie jacyś wyjątkowo potężni i wpływowi ludzie zarabiają na tym wielką kasę, trochę na podobnej zasadzie jak na hazardzie. Zresztą nie tylko oni, bo na równi z nimi stawiam także tych, którzy wynajmują lokale handlarzom dopalaczami. Oni też uczestniczą w tym procederze, bo wszakże żyją z niego. Czystego sumienia nie mogą mieć też wynajmujący swoje lokale na nocne sklepy z alkoholem. Bardzo możliwe, że i oni kiedyś zostaną narkomanami lub alkoholikami, bo nie będą mogli znieść tego psychicznego napięcia, jakie im nieustannie towarzyszy. To z ich strony taka sama głupota jak w przypadku tych ludzi, którzy w swoich piecach spalają plastikowe opakowania bądź reklamówki z supermarketów i myślą, że nikomu, w tym również sobie, nie szkodzą. Tak naprawdę, to, niestety, wszyscy „sramy do własnego ogródka”, a przecież od zwierząt różni nas tylko to, że jesteśmy społeczeństwem. Prawda jest taka, że bez innych ludzi jesteśmy nikim.

– Jeśli chodzi o działania sceniczne, to ostatnio dużym powodzeniem cieszy się Pana projekt akustyczny, równoległy do „wiecznie żywego” TSA.
M.P. – Jeżdżę z nim po kraju już od czterech lat, zdarza się, że występuję nie tylko w salach teatralnych, domach kultury i klubach, ale i na rynkach wielkich miast, bywa że nawet dla 25 tysięcy ludzi. Natomiast nie lubię, wręcz nienawidzę koncertów w pubach czy barach, bo tam ludzie piją, gadają, wymądrzają się i nie ma mowy o żadnym skupieniu, a tego wymaga muzyka garna na akustycznych instrumentach. Repertuar to oczywiście moje utwory
w nowych wersjach oraz największe perły spośród polskich piosenek, takie jak na przykład „Nie widzę ciebie w mych marzeniach” Skaldów, „Testament” Klanu, „Na wysoką wchodzę górę” oraz „Nie przejdziemy do historii” Krzysztofa Klenczona, a także „Wracajcie chłopcy na wieś” Niebiesko-Czarnych. Na scenie opowiadam niekiedy dość ciekawe historie tych piosenek i przede wszystkim oddaję hołd ich twórcom, bo oni byli moimi nauczycielami
i mistrzami.Za wszelką cenę staram się propagować utwory śpiewane po polsku. Kochajmy polskie piosenki, bo napisano, nagrano i zaśpiewano je dla nas! A jak zatracimy naszą mowę i kulturę, to staniemy się niewolnikami we własnym domu, i stanie się to, czego nie udało się dokonać Niemcom podczas drugiej wojny światowej. Wtedy chodziło o wytępienie naszej inteligencji i pozostawienie w Generalnej Guberni tylko nieświadomych niczego niewolników. Tym razem stanie się tak, że intelektualiści sami wyjadą, bo nie będą mogli tutaj wytrzymać i zostanie tylko szara robocza masa.
– Ponoć na polskie sceny wraca legendarna rock opera „Jesus Christ Superstar”, znów z Markiem Piekarczykiem w roli tytułowej?
M.P. – Tak, znów to gramy! 9 września dogadałem się ostatecznie w tej sprawie z dyrekcją Teatru Muzycznego w Poznaniu. To gigantyczne przedsięwzięcie z wykorzystaniem multimedialnych ekranów, chóru, baletu i orkiestry. Po 27-latach ponownie zagram Jezusa w poznańskiej hali Arena, z tym że w 1989 roku był to spektakl zrealizowany przez Teatr Muzyczny w Gdyni, z którym jeździliśmy po całym kraju. Pierwsze pewne terminy to 5 i 6 listopada tego roku w Poznaniu, później być może spektakl będzie wystawiony w katowickim Spodku, gdzie był grany w 1989 roku dla 26 tysięcy osób. „Jesus Christ Superstar” zapewne będzie do obejrzenia także w Warszawie.

Norbert Zięba

akson_numer_20_2016_09-3_01

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *