„Kto raz zetknie się z Hubalem już z nim zostaje”

akson_listopad_2_hubalJacek Komuda – historyk i pisarz, znawca Rzeczypospolitej szlacheckiej i Kozaczyzny zaporoskiej. Jego ostatnia powieść „Hubal” to bezcenny skarb dla każdego miłośnika dziejów Polski, a zwłaszcza ziemi świętokrzyskiej.

Akson: Wszystkie Pana dotychczasowe powieści dotyczyły Polski XVII-wiecznej, a tu nagle wrzesień 1939r. Skąd pomysł na książkę „Hubal”?
Jacek Komuda: Już nie mam siły ciągle bawić się w Polskę szlachecką. Napisałem o niej 17 książek. Chciałem stworzyć coś innego, a Hubal był bohaterem mojej młodości. Jako dziecko oglądałem stary film B. Poręby o Hubalu. Babcia i dziadek opowiadali mi o klęsce z 1939 roku i z tego zapamiętałem, że był taki jeden major, który się nie poddał. Inna rzecz, że w ogóle chciałem napisać o wrześniu 1939. Początkowo bohaterami miało być dwóch ułanów, którzy po klęsce wrześniowej nie składają broni. Ale później stwierdziłem, że to musi być bohater prawdziwy. Mówimy „wrzesień ’39, słyszymy „Hubal”.

A: W czym tkwił fenomen mjr Henryka Dobrzańskiego?
JK: W jego postaci było coś tak strasznie tragicznego i pięknego, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. Przyznam się, że tę książkę napisałem dlatego, że oczyma duszy , jak i w filmie Poręby, widziałem tych ułanów – ostatnich ułanów Rzeczypospolitej, którzy nie złożyli broni. Na tle tych polskich krajobrazów, kieleckich lasów, dolin, wiosek. Wszystko to we mnie tkwiło. Musiałem to napisać. Hubal był postacią bardzo niejednoznaczną. Nie odpowiem na pytanie czy to dobrze, czy źle, że nie złożył broni. Ale prawda jest taka, że my Polacy musimy często za niepodległość płacić znacznie większą cenę niż inne narody. I nawet gdybyśmy nie stawili żadnego oporu po 1939 roku, to i tak Niemcy by tu bili, palili i mordowali ludzi.

A: Wielu do dziś oskarża Hubala, że przez niego ucierpiała ludność kielecczyzny. Czy słusznie?
JK: Dzisiaj dzięki dokumentom niemieckim wiemy, że te wioski i tak by spłonęły. Na wiosnę 1940 roku był plan zakładający zniszczenie oporu na ziemiach Generalnego Gubernatorstwa. Niemcy wiedzieli, że za niszczenie Polaków i polskości zapłacą jakąś cenę. To nie było tak, że sobie bezpiecznie wejdą do lasu, a generalnie do lasu nie wchodzili, bo się bali. Przeczytałem wiele pamiętników niemieckich z 1939 r. , również Niemców, którzy tu przyszli. Oni tak panicznie bali się lasu, że wydawało im się, że za każdym drzewem stoi partyzant. Więc przy użyciu terroru, czyli zabić iluś chłopów, spalić ileś wiosek, Niemcy chcieli sprawić, aby Polacy się bali. Inna rzecz, że wszyscy w tamtym czasie czekali na wiosnę 1940r, kiedy to miała być ofensywa wojsk alianckich, a której Polacy się nie doczekali.

A:Czy nasz bohater faktycznie zasłużył na miano „szalony major”, jakie nadali mu Niemcy?
JK: Tak naprawdę, to określenie pojawiło się dopiero w latach 60-tych w filmie Poręby „Hubal”. Ja to wykorzystałem w mojej książce poprzez osobistego wroga Hubala, esesmana Ericha Gresslera, który jest postacią fikcyjną i który uosabiał wszystkie kompleksy i lęki Niemców wobec Polaków. Gressler jako dowódca specjalnej grupy żandarmerii przeznaczonej do zniszczenia oddziału Dobrzańskiego, nazywa go właśnie „Der Tollermajor”, czyli „szalony major”. Ale według prawdy historycznej Niemcy nazywali go „jeździec na siwym koniu” lub „”brodaty major”. O dziwo Niemcy go szanowali.

A: Wszyscy Niemcy? Bo Żandarmeria SS raczej nie…
JK: Stosunek do Hubala był inny ze strony żołnierzy Wehrmachtu, a inny ze strony żandarmerii i policji. Major zginął w obławie zorganizowanej przez Wehrmacht. Żandarmeria SS i siły policyjne zmotoryzowane na terenie GG wykazały się straszną nieudolnością. Nie były w stanie Hubalowi nic zrobić. Wychodził cało z każdej obławy. Dlatego całą akcję rozbicia oddziału Dobrzańskiego w Anielinie w kwietniu 1940 roku zorganizował Wehrmacht.

A: Czy to prawda, że na obławę na liczący mniej niż 300 osób Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, którym dowodził mjr Dobrzański, ściągnięto aż 8 tysięcy niemieckich żołnierzy?
JK: Wszystko wskazuje na to, że tak było. Prawie całe terytorium powiatu koneckiego wzdłuż dróg było obstawione. Rozmach tej akcji był ogromny.

A: O śmierci Hubala krąży wiele różnych wersji…
JK: Wersja śmierci majora w mojej książce jest jedną z wielu. Ja oparłem się na źródłach historycznych drukowanych. Natomiast jest bardzo wiele przekazów wskazujących, że Dobrzański niekoniecznie zginął z winy zdrajcy w oddziale, a w wyniku zdrady leśniczego z okolic Anielina. Czasami strasznie ciężko oddzielić opowieści ustne od prawdy historycznej.

A: Która akcja Hubala i jego ludzi była najbardziej brawurowa?
JK: Była taka szarża w Wólce Modrzejowej. Oddział Hubala maszerujący do lasów świętokrzyskich napotkał wieś obsadzoną przez Niemców. To spotkanie było tak nieoczekiwane, że major zaordynował szarżę przez wieś. Hubalczycy przegalopowali między chałupami i zaskoczonymi Niemcami. Nikt nie zginął. Prawdopodobnie zastrzelili jeszcze kilku hitlerowców. Niemcy szarży ułańskich bardzo się bali.

A: Dlaczego Niemcy bali się szarży polskich ułanów?
JK: W zeszłym roku zrobiliśmy eksperyment na planie filmowym etiudy „Hubal” ,jak wyglądałaby szarża z 200-300 m na nieprzygotowaną piechotę niemiecką. Przy takiej odległości koń może rozwinąć pełny galop. W naszym eksperymencie wyszło, że piechur w takiej sytuacji daje radę zdjąć karabin z ramienia i oddać jeden strzał. Ktoś lepszy mógłby oddać drugi strzał, ale wtedy jest już przy nim ułan, który tnie go szablą. I nie ma zmiłuj. Przy większości szarży polskiej jazdy z 1939 roku Niemcy wpadali w panikę.

A: ”Hubal” to ogromna powieść. Były jakieś trudności albo ciekawe odkrycia podczas pracy nad nią?
JK: Książka o majorze Dobrzańskim jest najdłuższa i najtrudniejsza w całej mojej karierze. Najwięcej trudności było z nadmiarem materiałów. Istnieje mnóstwo wspomnień, źródeł historycznych o Hubalu. Chciałem napisać nie tylko jego historię, ale też jego ludzi, tych którzy pomagali mu przetrwać, dostarczali żywność. Hubal wspierany był przez szerokie rzesze mieszkańców kielecczyzny. A najbardziej zaskoczył mnie niejednoznaczny stosunek do majora na przestrzeni dziesięcioleci. W 1939 oddział cieszył się wielkim poparciem. Wszystko zmieniło się kiedy zaczęły się represje i ludność uważała, ze to przez Hubala i jego „prywatną” wojnę z Niemcami. Propaganda komunistyczna również utrwalała jego negatywny wizerunek. Potem, od lat 60-tych, po filmie Poręby, stosunek do Dobrzańskiego znów był pozytywny. W wielu miejscowościach znajdują się miejsca pamięci związane z Hubalem, odbywają się rajdy „szlakami Hubala”. Pamięć o nim żyje.

A: Czy zawsze jest to dobra pamięć?
JK: Spotkałem się też z czarną legendą majora, szczególnie w okolicach Anielina, z czego część jest prawdziwa. Niestety, tak jak na wojnie -jak prowadzi się działania w takich warunkach w jakich robił to Hubal, to jest to brudna wojna. Walka w lasach oznaczała często podejmowanie bardzo dramatycznych decyzji. Często wybierało się mniejsze zło, a potem bywało, że to zło okazało się tym większym. Choćby to czy żołnierze mają głodować, czy jednak zabierze się żywność mieszkańcom.

A: O czym będzie następna książka Jacka Komudy?
JK: Oczywiście następny będzie „Samozwaniec” -kolejna część cyklu. Powiem szczerze, że Hubal jest dla mnie straszną i ciężką książką. Do dzisiaj psychicznie jestem wykończony. Wydarzenia z XVII wieku -wojny polsko-szwedzkie, polsko-moskiewskie, to jest taki western. Nie przeżywamy tego emocjonalnie. Natomiast wrzesień ’39 roku, ostatni nasi ułani na tle polskich wsi to obraz który mnie ciągle prześladuje. Ten obraz rozdziera mi serce. Dlatego napisałem „Hubala”.

Dziękuję za rozmowę
Barbara Sęderowska

akson_listopad_2_hubal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *