O podkowie i kuciu koni

Zdrowie konia i jego przydatność dla człowieka w bardzo dużej mierze zależała – i nadal tak jest -od stanu jego kopyt. Już w starożytności głowiono się nad tym, jak zabezpieczyć końskie kopyta przed urazami. Początkowo stosowano ochraniacze zrobione z grubej zwierzęcej skóry. Później do tych ochraniaczy zaczęto przybijać mosiężne blaszki. Chroniło to przed nadmiernym ścieraniem kopyt. Z czasem ludzie doszli do wniosku, że te ochronne blaszki można przybijać bezpośrednio do kopyta. I tak powstała podkowa. Pierwszymi ludami, które na szeroką skalę stosowały podkowy przybijane gwoździami byli Celtowie i Galowie. A działo się to ponad 1000 lat temu.

Na ziemiach polskich pierwsze podkowy zaczęto wyrabiać już VII-VIII wieku na terenie Gór Świętokrzyskich. Jest taka bardzo stara legenda o rycerzu herbu Jastrzębiec, który walczył z poganami. Zgodnie z tym podaniem ostatni obrońcy pogańskiej wiary schronili się na Łysej Górze. Zbocza góry były pokryte lodem i rycerze nijak nie mogli wedrzeć się do obozu pogan. Po długotrwałym i bezskutecznym oblężeniu Jastrzębiec wpadł na pomysł podkucia koni. Dzięki temu zabiegowi na czele swojej drużyny wdarł się na szczyt góry. W nagrodę za odniesione zwycięstwo nadano mu nowy herb -podkowę, którym ród Jastrzębców pieczętuje się do dziś.

W dawnej Polsce mawiano, że każdy rycerz powinien umieć własną ręką ukuć sobie w razie potrzeby miecz i podkowę. Szlachta bardzo szybko doceniła przydatność podkowy, bo wkrótce chodziła tylko w podkowanych butach. Cudzoziemcy szydzili z podkówek polskich, „jakobyśmy się jak konie kowali”. Niedługo potem ten zwyczaj przejęli także mieszczanie i chłopstwo. Nasz znany polski przesąd o podkowie przynoszącej szczęście istnieje już od wielu stuleci. Wierzono, że podkowa końska znaleziona na drodze i przybita na progu mieszkania chroni je od czarownic, czarów oraz wszelakich chorób. W dzisiejszych czasach nadal bardzo chętnie kupujemy breloczki i talizmany w kształcie podków, które mają nam przynosić szczęście.

Szczytem bogactwa i lansu w Rzeczpospolitej szlacheckiej było kucie koni złotymi podkowami. Wiemy o tym z kilku opisów. Jedna z takich historii dotyczyła poselstwa Jerzego Ossolińskiego do Watykanu w 1633 roku. Orszak polskiego magnata był niezwykle liczny. Cała Europa mówiła potem o przepychu owego poselstwa, pięknych szatach, wozach pełnych drogocenności, wspaniałych koniach, a nawet wielbłądach. Konie posła prowadzone przez Ormian i Tatarów miały siodła wysadzane kamieniami szlachetnymi, w tym diamentami. Jednak nie to zrobiło największe wrażenie na zgromadzonym tłumie Rzymian. Okazało się, że poselskie konie zostały specjalnie źle podkute, aby w trakcie przemarszu gubiły złote podkowy.

Nie byłoby kucia koni bez kowali. Zawód ten zawsze cieszył się wielkim poważaniem. Przy każdym dworze zatrudniony był kowal. Kuźnie znajdowały się również przy karczmach, przy głównych traktach. W każdej wsi działała przynajmniej jedna kuźnia, a czasem nawet kilka. Dziełem kowalskich rąk były nie tylko podkowy, ale także narzędzia rolnicze, okucia do drzwi, wozów i wiele innych niezbędnych w codziennym życiu przedmiotów. Bez kowala nie mogła funkcjonować najmniejsza nawet osada. Na dowód tego stare przysłowie: kowal zawinił, a cygana powiesili. Dziś podkuwnictwo to zawód ginący. W Polsce jest już tylko około 150 profesjonalistów. Podkowy można kupić w każdym sklepie jeździeckim. Zaopatrzony w nie podkuwacz przyjeżdża na miejsce, struga kopyta i kuje konia. Konie podkuwa się tylko na dwie przednie lub na wszystkie cztery nogi.

Bardzo modne było dawniej popisywanie się swoja siłą. Do historii przeszedł rycerz Stanisław Ciołek, którego nazywano Herkulesem z Ostrołęki. Ten niezwykły mocarz łamał nie tylko damskie serca, ale także końskie podkowy. Szybko stał się ulubieńcem króla Kazimierza III Wielkiego, który często zabierał go ze sobą w podróże po Europie. Podczas pojedynku z czeskim rycerzem Ciołek nie docenił swojej siły. Ścisnął Czecha trochę zbyt mocno i… udusił go.

Na koniec naszej gawędy, specjalnie dla Was drodzy czytelnicy dołączamy coś wesołego – oczywiście w temacie.

W pewnej wsi mieszkał kowal, który słynął z potężnej siły w ręce – z dziecinną łatwością wyginał podkowy. Kowal miał piękny sad, a szczególnie cieszył się z dorodnych jabłek. Aż tu pewnego dnia zauważył, że kilka jabłek zniknęło. To samo drugiego dnia, i trzeciego. Następnej nocy postanowił zaczaić się koło jabłoni i schwytać złodzieja. Gdy usłyszał, że na drzewie coś się rusza, nie wahając się złapał złodzieja za jaja i ścisnął swoją potężną dłonią.
– Ktoś ty? – wrzasnął. Cisza. Kowal ścisnął mocniej.
– Ktoś ty?! Znowu cisza. Kowal ścisnął z całej siły.
– Ktoś ty?!?!- wrzasnął wściekły.
Postać na drzewie pisnęła:
– Jasiek niemowa!!!

Barbara Sęderowska
Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *