Dziecko to skarb – słowa błogosławionego Edmunda Bojanowskigo nabierają dziś nowej treści

„Dziecko to skarb”- słowa bł. Edmunda Bojanowskigo nabierają dziś nowej treści


Międzynarodowy Dzień Dziecka w naszym kręgu kulturowym przypada na 1 czerwca.

Jego ideę „zrodziła” inicjatywaŚwiatowej Federacji Kobiet Demokratycznych w 1949 roku, czyniąc ten dzień ”świętem ochrony dzieci przed wojną, krzywdą i głodem” .


W zasadzie dziś w naszej cywilizacji każdy dzień jest dniem dziecka. Nikt nie kwestionuje jego prawa do życia, nauki, zabawy, troszczymy się jedynie o poprawę standardów, chcąc słonecznym dzieciństwem zapewnić jak najlepsze warunki dla rozwoju.

Przywykliśmy do komercyjnych obrazków uśmiechniętych dzieci, tych całkiem maleńkich i tych dużych, patrzących na nas z reklam, okładek pism i książek, ekranów i monitorów. Oczekujemy ich w codzienności, ba same dzieci nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej.
Nasi „Milusińscy” w kalendarzowym Dniu Dziecka liczą namegaprzyjemności, marząc o obdarowywaniu ich słodkimi upominkami i wyśnionymi zabawkami.
Przecież to ich dzień. Tęczowy dzień uśmiechu i radości, najważniejszy w roku, bo najobfitszy w prezenty i niespodzianki.

Nie zawsze tak było. I nie wszędzie jest tak dziś.

Warto zastanowić się, co zostało z tych szczytnych założeń we współczesnym świecie?

Czy wszystkie dzieci są dziś szczęśliwe i bezpieczne, a my mądrze towarzyszymy im w drodze ku dorosłości?

Odpowiedź nasuwa się sama – nie. Obrazy działań wojennych na Wschodzie i ich katastrofalne skutki dla ludności cywilnej, które w sposób szczególny dotykają bezbronne dzieci, nie budzą wątpliwości, to znowu „ludzie ludziom” gotują ten los.
Raport UNICEF–u alarmuje, w ubiegłym roku 250 mln dzieci mieszkało na obszarach dotkniętych przez konflikty zbrojne. W samej Syrii natychmiastowej pomocy humanitarnej potrzebuje ponad 6 mln dzieci, których życie zamieniono w piekło.
Statystyki „krzyczą”, w 2016 roku, co najmniej 652 dzieci zostało zabitych, 255 dzieci zginęło w szkołach lub w ich pobliżu, ponad 850 zostało wcielonych do grup zbrojnych.

Czy zdobycze naszych czasów nie obracają się przeciwko tym, którym w założeniach miały służyć?

Współczesne rodziny podejmują wysiłek, by zniwelować destruktywnie wpływające na rozwój dzieci zagrożenia, będąc jednocześnie świadomym, że ich źródła znajdują się niejednokrotnie poza systemem rodzinnym i wynikają z interakcji z szerszym środowiskiem społecznym i z oddziaływań makrosystemu(…). Pośpiech i brak czasu, powierzchowność w relacjach wewnątrzrodzinnych, nadmiar emocji i problemów, nieuporządkowana skala zagrożeń w stosunku do dzieci jest tak wielka, że czuję się uprawniona do snucia teorii, czy aby nie jest to dla nas ostatnie ostrzeżenie przed apokaliptyczną wizją zniszczenia życia na Ziemi?

Wobec niespotykanej dotąd skali zagrożeń wobec dzieci, by wspomnieć tylko niektóre: eurosieroctwo, narkomanię, uzależnienia, pogłębiający się analfabetyzmu emocjonalny, rodzi się potrzeba natychmiastowych działań naprawczych. Od czego zacząć?
Potrzeba nam dziś nie zamiłowania do władzy, ale potęgi miłości.

W zderzeniu z tą rzeczywistością słowa bł. Edmunda Bojanowskiego „Dziecko to skarb, który należy strzec w szczególny sposób. Nie jak kufer pełen złota, ukrywając w ciemnej piwnicy, ale jak bezcenne ziarenko, które każdego dnia trzeba z wielką troską pielęgnować, by mogło wykiełkować i stać się pięknym kwiatem”, muszą dziś być fundamentem ludzkich sumień.

Potrzeba niewątpliwie Apostołów Miłości takich, jak bł. Edmund, dążących do oddalenia zagłady ludzkości przez wyuczanie tych „najmniejszych” życia o braterstwie i solidarności prowadzącej do eliminacji hasła „homo homini lupus”.

Serdecznie dobry człowiek

W pamięci potomnych zachował się jako Dobry Człowiek, czuły na potrzeby innych, szczególnie dzieci. Zapomniał o sobie do tego stopnia, że nawet w Jego „Dzienniku” niewiele znajdujemy o Nim samym. Jego życie (1814- 1871) przypadło na czas, gdy Ojczyzna była w niewoli. Dzieciństwo przeżył w Grabonogu w atmosferze głębokiej religijności i patriotyzmu, które ukształtowały charakter Edmunda i rozwinęły humanistyczne zainteresowania, które z przerwami realizował na Wydziale Filozofii we Wrocławiu, potem w Berlinie. Dobrze zapowiadającą się karierę i studia na Wydziale Filozofii we Wrocławiu, potem w Berlinie, przerwała choroba płuc, która wymusiła powrót do Grabonoga.
Tam poświęcił się pracy charytatywnej, koncentrując się na miłosierdziu, wychowaniu i nauczaniu..

Duchowość

Wiara w Opatrzność Bożą i spontaniczne odnoszenie do niej wydarzeń życiowych dobitnie charakteryzowały Jego osobowość. Mocno ufał, iż „niezbadana w swych miłosiernych zamiarach Opatrzność” kieruje wszystkim, także stosunkami międzyludzkimi Uważał, że to Bóg kieruje ludźmi tak, by „w porę spotkali się” i wzajemnie sobie pomagali. Obserwując życie znaczone trudem i bólem, podkreślał, że od Boga pochodzą także próby i doświadczenia, z którymi ludzie równocześnie otrzymują odpowiednią pomoc do ich przezwyciężenia. Najważniejszą z nich – modlitwę – nazywa nerwem życia
i porównuje do słońca życia chrześcijańskiego.

Ochronki i myśl pedagogiczna świeckiego założyciela rodzinny zakonnej

W roku 1848 wybucha epidemia cholery, Edmundodczytujewolę Boga względem siebie i poświęca się osieroconym dzieciom. Jego staraniem w Kasynie Gostyńskim powstaje przytułek dla sierot- tzw. „Instytut”.Żyjąc blisko ludu wiejskiego, dostrzegł tkwiące w nim wartości, które z powodu nędzy i ciemnoty nie mogły się ujawnić. Przemyślany plan działania zaowocował w 1850 roku otwarciem w Podrzeczu pierwszej ochronki, która stała się zalążkiem przyszłego zgromadzenia zakonnego „Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej”. W liście do arcybiskupa Przyłuskiego pisał… „od kilku lat zajmowała mnie myśl urządzenia ochronek wiejskich pod nadzorem dziewcząt wiejskich. Miałem na względzie:korzyść małych dzieci wystawionych po wsiach przez zaniedbanie lub nieświadomość rodziców na zepsucie przedwczesne…”.

Oko widziało i ucho usłyszało…

Kiedy „dzieło” już się rozwijało, odezwało się w Jego duszy, dawno już nurtujące pragnienie kapłaństwa. W 1869 roku wstępuje do seminarium duchownego, niestety rozwijająca się gruźlica nie pozwoliła Mu na ich kontynuację.

7 sierpnia 1871 roku umiera. Jego śmierć ukazała słuszność słów wypowiedzianych wcześniej przez arcybiskupa Ledóchowskiego: „Mam mocne przekonanie, że Bóg tego świętego człowieka chce w stanie świeckim uświęcić”.Chociaż dopiero Sobór Watykański II podał zwięzłą naukę teologiczną o laikacie i jego roli w Kościele, Bojanowski już w pierwszej połowie XIX w. urzeczywistniał prawdę, że ochrzczony to apostoł. Nazywano go drugim Wincentym à Paulo, który doczekał się nagrody Pana, o której. Św. Paweł pisze „… ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdoła pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”.

Dojrzały owoc życia

Kiedy kurz świętowania „Dnia Dziecka” już opadnie warto zadać sobie pytanie, czy jesteśmy zdolni czerpać z dojrzałego owocu „drzewa życia” Bojanowskiego i podążać Jego śladami?
Idea Bojanowskiego ma swoich naśladowców. Zafascynowany głębiąJego myśli pedagogicznej,Wielki Polak Jan Paweł II powie: „Dzieci są nadzieją, która rozkwita wciąż na nowo, projektem, który nieustannie się urzeczywistnia, przyszłością, która pozostaje zawsze otwarta”.

Siostry Służebniczki, żyjące duchem swego założyciela wciąż na nowo odczytują jego przesłanie i wcielają tu i teraz w czyn szczytne cele. My, z początku XXI wieku podążamy tropem Bojanowskiego, powracając do natury, do źródeł, do początku, do tego co bezcenne, wypracowane przez pokolenia i narody. Trzeba nam znów za Bojanowskim nieustannie dziedziczyć jego myśli i wracać do wychowania, zaczynając od najmłodszych i temu procesowi nadawać wyjątkowy, integralny charakter. A może Jego dorobek jest już dziełem zamkniętym, a apokaliptyczna wizja zniszczenia życia spełnionym proroctwem XXI wieku?

Opracowała
Krystyna Anna Jurys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *