Matura. Jaka matura?

Kiedy kwitną kasztany, zaczyna się matura. W tym roku spóźniły się z kwitnieniem, czyżby ze wstydu, przewidując jaki będzie ich poziom? Uogólniam? Może tak, ale patrząc na poziom zdawania z języka polskiego na pewno nie!

Maturzyści w garniturach, czarnych spódnicach i białych bluzkach wyglądali uroczyście i poważnie. Wydawać by się mogło, że to wyraz szacunku wobec nauczycieli i najważniejszego egzaminu dojrzałości. Nic bardziej mylnego, może z małymi wyjątkami. Mnie ten widok przypomniał scenę z „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa, kiedy to za biurkiem siedzi sam garnitur, mówiący wyuczone frazesy bez jednej samodzielnej myśli.

Ktoś teraz pomyśli – a konkretnie o co chodzi?

Przechodzę już do konkretów. Tematem egzaminu pisemnego z j.polskiego była praca traktowana jako pasja lub obowiązek. Należało odwołać się do tekstów literackich i maturzysta odwołał się – do bajki „ Listonosz Pat”. Wyjątek, ależ nie, w ubiegłym roku inny abiturient nawiązał do bajki ‘Król lew”.

W pamięci zapadła mi interpretacja wiersza Herberta „Słowo”. Wyglądała tak, chłopak chodził z dziewczyną, ona chciała, by się z nią ożenił, on dał słowo i chociaż mu się nie spieszyło, musiał, bo dał słowo i tym samym zarzucił sobie pętlę na szyję. Przy próbach uzasadnienia oceny niedostatecznej, usłyszałam, że uczeń ma prawo do własnej interpretacji i czy chcę pisać protokół uzasadniający jedynkę. Przyznam, nie chciałam, tym bardziej, że mogłam narazić się na ewentualny proces odszkodowawczy, egzaminator nie jest ubezpieczony na taką ewentualność. Największy paradoks polega na tym,że słuszna idea obrony praw ucznia przed dowolną oceną nauczyciela stała się batem na i tak zastraszonych nauczycieli, którzy nauczyli się,że lepiej się nie wychylać, nie dyskutować, bo i tak nic to nie zmieni, gdyż „przykaz” świetnej zdawalności idzie z góry. Robią więc co mogą, aby wtłoczyć jak najwięcej wiedzy, bo na to, że wszyscy mają zdać maturę nie mają wpływu. Jakość przechodzi w ilość.

A teraz trochę przykładów z egzaminu ustnego za polskiego. Najciekawsza, moim zdaniem, była interpretacja „ Wesela” St. Wyspiańskiego. Goście, jak to na weselu popili się i pijany gospodarz dał złoty róg nieudacznikowi. Tak, nieudacznikowi, bo ten miał go zanieść Napoleonowi, który ruszał z armią polską i chłopi mieli się zebrać przed dworem.

Sam maturzysta też niespecjalnie przejmuje się egzaminem i oceną, tym bardziej z polskiego, po wysłuchaniu wyników odparł, że on p….. ocenę, wzruszył ramionami i wyszedł.

Jaki z tego wynika wniosek?

Matura obecnie niewiele znaczy i żadna „napuszona” oprawa tego nie zatuszuje, co nie dziwi w sytuacji, gdy niektóre studia osiągają poziom dawnego liceum.

Co z tego wynika? Wypuszcza się w świat coraz więcej niedouczonych młodych ludzi, którzy w głowach mają minimum wiedzy literackiej, opartej na skróconych opracowaniach. W roku narodowego czytania „Wesela” brzmi to jak ponury żart.

Kto za to ponosi winę? Wszyscy i nikt. Paradoks? Nie.
Uczniowie i ich rodzice mają często rozbudzone ambicje i oczekiwania, bo tzw. polityczna poprawność nie pozwala na to, by im uzmysłowić jaki reprezentują poziom.

Nauczyciele, bo chcą mieć święty spokój i znają powieść Cervantesa „Don Kichot” i nie walczą z wiatrakami.

Władze oświatowe, bo wysoka zdawalność na egzaminie dobrze świadczy o nich.

W społeczeństwie jest coraz większe przyzwolenie na bylejakość, a w dodatku, kto by się przejmował stanem wiedzy o języku i literaturze polskiej?

Hasła narodowe są proste w formie i treści.

Czy można to zmienić? Biorąc pod uwagę wprowadzaną reformę oświatową, chyba nie, chociaż zamierzony rozwój szkolnictwa zawodowego daje nikłą nadzieję.

Uwaga: Przepraszam Wszystkich, którzy podchodząc poważnie i dojrzale do egzaminu maturalnego i własnej przyszłości zdali maturę bardzo dobrze. Ich ten artykuł nie dotyczy i w Nich cała nadzieja.

Polonista bez złudzeń.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *