Pojęcie patriotyzmu jest nieodłącznym atrybutem naszej narodowej tożsamości. Odwoływaliśmy się do niego w krytycznych momentach naszej historii, kiedy owe magiczne słowo zdołało skłonić społeczeństwo do heroicznych nieraz czynów. Patriotyzm bowiem ukształtował się w wyniku plemiennych więzi, języka, kultury i terytorium. Dzięki temu stał się niezauważalnym elementem scalającym nasze etniczne korzenie. Podobnie dzieje się z każdą ukształtowaną historycznie społecznością na wszystkich kontynentach świata, choć może nie wszędzie z owym patriotyzmem się tak demonstracyjnie obnoszą jak w naszym kraju. Np. w krajach protestanckich patriotyzm rozumiany jest bardziej prozaicznie, jako codzienne spełnianie publicznych obowiązków obywatelskich. W naszych warunkach dziejowych słowo patriotyzm nabrało formalnego znaczenia dopiero w epoce oświecenia. Potem było już różnie. Przez cały okres rozbiorowy mogliśmy prześledzić dwa jego wcielenia: patriotyzm romantyczny bliższy naturze Polaka i patriotyzm pozytywistyczny – trudny do akceptacji przez podpalone romantycznymi uniesieniami „gorące polskie głowy”. W tym aspekcie warto ocenić chociażby historię naszych powstań narodowych w końcu XVIII i XIX w. które z trzeźwą oceną szans nie miały wiele wspólnego. Po każdym powstaniu więcej traciliśmy niż zyskiwaliśmy. Niewątpliwy heroizm powstańców kończył się wyrokami śmierci, syberyjską katorgą lub, w najlepszym wypadku, emigracją. Wszelki kompromis uważany był za zdradę narodowych imponderabiliów. Dla przykładu, Powstanie Styczniowe wybuchło na fali narastających patriotycznych uniesień wobec prowokacyjnych działań rosyjskiego okupanta. (krwawe rozpędzenie patriotycznej demonstracji a potem przymusowa branka do carskiego wojska) Partyzancka walka nie miała szans na zwycięstwo i skończyła się klęską, w wyniku której ostatecznie utraciliśmy i tak okrojoną samodzielność. Królestwo Polskie faktycznie przestało istnieć. Zaś Aleksander Wielopolski – zwolennik pracy pozytywnej, stał się symbolem zdrady narodowej. Czymże charakteryzowała się owa praca pozytywna najlepiej ilustruje powieść Marii Dąbrowskiej „Noce i dnie”, której główny bohater, Bogumił Niechcic całą swoją energię poświęcił działalności gospodarczej, uważając ją czyn patriotyczny. Tworząc podstawy ekonomicznej koniunktury można rozwijać kraj, bo zaradne i pracowite społeczeństwo stanie się konkurencyjne wobec autorytarnej zacofanej gospodarki rosyjskiego okupanta. Ludzie pozytywnie myślący spowodowali, że w końcu XIX w. polski przemysł rozwinął się do tego stopnia, że Rosja praktycznie uzależniona została od polskiego importu. To było realne zwycięstwo pozytywistycznej idei. Gdy w 1920 r. bolszewicka już Rosja napadła na nasz kraj, poniosła druzgocącą klęskę. To nie był romantycznie pojmowany „cud nad Wisłą”, lecz sprawne dowodzenie, dobra organizacja społeczeństwa i budowane od lat zaplecze techniczne. Pomijając zawiłości polityczne Polski międzywojennej, Eugeniusz Kwiatkowski podjął się wielkiego działa – budowy portu w Gdyni, magistrali węglowej, wreszcie Centralnego Okręgu Przemysłowego. Był to wielki patriotyczny zryw (bez obcego kapitału), który, gdyby nie wojna, uczyniłby nasz kraj jedną z potęg gospodarczych Europy.

Wędrując śladami naszej historii można by mnożyć przykłady tak z jednej strony jak i z drugiej. O Powstaniu Warszawskim nie wspomnę, bo do dziś trwają spory co do zasadności jego wybuchu. Wszelako pozostaje faktem, że pochłonęło kwiat warszawskiej młodzieży, a miasto pozostało jedną wielką ruiną. Po wojnie Warszawę odbudowo (jak wiele innych zniszczonych miast), ale o wysiłku narodu dziś się nie wspomina, bo to czas kolejnego zniewolenia. Dziś po ćwierć wieku od pamiętnego 1989 r. narracja o patriotyzmie przybrała nieoczekiwanie nową treść, niestety uwikłaną w polityczną awanturę. Rozsądnie pojmowany patriotyzm nie jest dziełem ludzi, którzy przy wielu wyrzeczeniach budowali w czasach tzw. PRL-u podstawy narodowej gospodarki. Mało tego, coraz mniej słychać o zasługach kombatantów Armii Krajowej, by o innych formacjach polskiej samoobrony w latach okupacji nie wspomnieć. Dziś bohaterami narodowymi są „żołnierze wyklęci” – ostatni, którzy wierzyli w wybuch III wojny światowej. Zupełnie romantyczne pojmowanie historii wtedy, gdy świat był już dawno podzielony pomiędzy wielkie mocarstwa. Na tej glebie buduje się obecnie etos patriotyzmu i bez skrupułów indoktrynuje w tym duchu dorastającą młodzież. Skutek jest taki, że społeczeństwo zostało podzielone na dwa przeciwstawne sobie obozy. A z trudem ukształtowane zręby demokratycznego państwa deprecjonuje się na każdym kroku.

Czymże jest dziś patriotyzm? Czy ma mieć formę romantycznej nieokreślonej tożsamości utożsamianej ze sztandarowym hasłem „Bóg – Honor – Ojczyzna”? Niewątpliwie hasło to nic nie straciło na swojej wartości, lecz jego nadużywanie prowadzi do pewnego rodzaju inflacji. Czy patriotą jest ten, który je identyfikuje z ksenofobicznym uwielbianiem Ojczyzny? Czy ten, który wykazuje empatię, otwartość wobec innych. Pani premier w przemówieniu w Auschwitz podkreśliła, że powinniśmy zabiegać o dobro własnego narodu i bronić je przed? No właśnie! W tym miejscu chyba nieświadomie (?) nawiązała do doktryny, której wyznawcy obóz ten stworzyli w imię haniebnie pojętej obrony własnej nacji. W istocie pojęcie patriotyzmu powinno oznaczać szacunek dla ludzkiej pracy, pomnażającej w każdym aspekcie wartość Ojczyzny, przyjaźń i otwartość wobec innych nacji, a zwłaszcza obrona praw nabytych, które są fundamentem każdej, zgodnie żyjącej wspólnoty.

Wojciech Kotasiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *