Ósme przykazanie

Sądzę, że nie ma potrzeby wyjaśniać lakonicznej treści ósmego przykazania Dekalogu, bo każdy powinien je znać i stosować, zresztą tak jak i pozostałe, stanowiące ponadczasową syntezę wartości etycznych rozumnego człowieka. Jednak czasami warto, ponieważ z mówieniem prawdy jest u nas trochę kiepsko. Bywa, że w tzw. debacie publicznej nierzadko spotykamy się z jego osobliwym pojmowaniem. Prawda bowiem jest czasami bolesna, więc aby ją jakoś przełknąć stosuje się subiektywne interpretacje oczywistych faktów, nadając im znamiona prawdy, nieraz tak naiwnej, że tylko – jak mawiał pewien klasyk -„ciemny lud to kupi”. Słowa te ów „klasyk” rzucił 14 października 2005 r. w Radiu TOK FM w obecności Władysława Władyki, Tomasza Wołka i Katarzyny Kolendy – Zaleskiej. Miały zdyskredytować Donalda Tuska jakoby jego dziadek służył w Wehrmachcie. Dodał przy tym, że to lipa, ale … „ciemny lud… itd.” Było to 13 lat temu, ale slogan „klasyka” nadal ma zastosowanie. Weźmy za przykład pewnego ubogiego mnicha z północnej Polski, który niedawno pochwalił się publicznie, że dostał prezent w postaci dwu samochodów. Znając powszechnie jego zamiłowanie do pojazdów mechanicznych zapewne nie były to: stara zdezelowana Syrenka i garbata Warszawa M20, chociaż na rynku antykwarycznym mają i tak pewną wartość; lecz „fury” raczej z górnej półki. Wścibscy dziennikarze zapytali więc mnicha, któż jest tym hojnym darczyńcą? Ten bez wahania odpowiedział, że dostał je od pewnego bezdomnego, który wygrał w LOTTO (!). Na to dziennikarze poprosili o ujawnienie jego nazwiska. Na co mnich odpowiedział, że niestety… właśnie zmarł. Więc skonfundowani dziennikarze dali spokój. Cóż „ciemny lud to kupił”. Historyjka ta poniekąd kojarzy się ze zrealizowanym w 1934 roku przez G. Aleksandrowa radzieckim filmem p.t. „Świat się śmieje” z Lubow Orłową w roli głównej. Utrzymany w konwencji wodewilowej komedii opowiada o uzdolnionym muzycznie pastuszku. Akcja dzieje się na słonecznym wybrzeżu Morza Czarnego w luksusowej scenerii radzieckiego kurortu. Problem w tym, że właśnie w tym samym roku karne obozy pracy „gułagi” przeszły we władanie NKWD i zaczęły się masowe czystki „nieprawomyślnych”. Zaś tuż obok, na Ukrainie potworna klęska głodowa pochłonęła około 6 mln. ofiar. Ale według radzieckiej komedii świat miał się śmiać, chyba przez łzy. Taki był „prikaz” filmu i kropka! Słowem łgarstwo o niespotykanych wymiarach. Wszelako wróćmy do Dekalogu, który u schyłku lat 80. zekranizował w formie 10-cio odcinkowego serialu Krzysztof Kieślowski. Ósme przykazanie: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” (premiera 22.VI. 1990 r.) opowiada o profesor etyki, która w czasie wojny odmówiła pomocy ukrywającej się młodej Żydówce. Po wielu latach owa Żydówka pojawiła się w życiu pani profesor. Nie rozwijając wątku filmu, jego autor stawia pytanie, jak owa uczona etyczka musiała się poczuć? Historia wartko się toczy i o takich problemach moralnych dziś można snuć tylko akademickie spory. Czy na pewno? Oto w owej „debacie publicznej” pojawił się temat odradzającego się nacjonalizmu, a w jego ramach nazistowskie resentymenty odkryte znowu przez dociekliwych dziennikarzy. Według oficjalnej rządowej retoryki to tylko „margines marginesu” (!) i nie ma czym się przejmować. Chłopcy trochę „przegięli”, urządzając sobie uroczystość na cześć 128 rocznicy urodzin Adolfa Hitlera. Prokuratura, owszem, prowadzi śledztwo, uczestników podobno mozolnie zidentyfikowano, przesłuchano i… puszczono wolno. Tymczasem na Słowacji w aquaparku Tatralandia w Liptowskim Mikulaszu zatrzymano Polaka, który na basenie paradował z widoczną wytatuowaną swastyką i wraz z kolegami po pijaku pozdrawiali się hitlerowskim salutem. Nie wiedzieli, że Słowacy zaostrzyli walkę z politycznym ekstremizmem. Neofaszysta trafił na miesiąc do aresztu i grozi mu do 5 lat odsiadki. Dlaczego polski wymiar sprawiedliwości jest tak pobłażliwy? Po pierwsze, uważanie tego typu ekscesów za „margines” jest zwyczajnym kłamstwem, zaś obnoszenie się z celtyckim krzyżem, przerobionym przez Antona Drexlera na faszystowską swastykę, jest, wedle pewnego sędziego z Białegostoku, znakiem „szczęścia”. Czyjego? Na marginesie wspomnę, że w Niemczech używanie tego znaku podpada pod § 86a kodeksu karnego. Po drugie, gdy zrobiło się w świecie głośno rządowe tuby zagrzmiały fałszywym tonem. Może dlatego, że tzw. narodowcy mogą być przydatni, kiedy będzie trzeba? Właściwie szkoda miejsca na opisywanie niespójnych z Konstytucją tzw. działań naprawczych, „porządkowania prawa w Polsce”. Zdolnych zastanowić się głębiej, odsyłam do ósmego przykazania. Proszę je przemyśleć w duchowym (ergo: religijnym) skupieniu. Warto… I jeszcze jedna spośród wielu „prawda objawiona”, dotycząca tragicznej katastrofy TU 154A pod Smoleńskiem. W TV National Geographic jest emitowana seria „Katastrofy w przestworzach”. Każdy przypadek badają specjalistyczne komisje, zwłaszcza amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board). W 95 % przyczyną katastrof jest błąd człowieka. Jeden odcinek poświęcony był przyczynie katastrofy polskiego samolotu z Prezydentem RP na pokładzie. Zdegradowany ostatnio polski polityk szerzył pogląd, że był to zamach na Polskiego Prezydenta. Za nic miał opinię fachowców. Jednak w przypływie szczerości wyznał gen. Piotrowi Pytlowi (cyt.): „Panie generale, pan jest inteligentnym człowiekiem. Wie pan przecież, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne” (TVN Kropka nad I 13.II. 2017 r. godz.20,23). Tak powiedział polski „baron Münchhausen”. Jego wzorzec, bohater powieści Rudolfa Ericha Raspe w czasie wojny Rosji z Turcją (XVIII w.) podobno odbył lot na artyleryjskim pocisku, a nawet w czasie polowania na kaczki wpadł w bagno i ciągnąc za własną czuprynę uratował się z topieli. Prezes PIS – z pełnym uszanowaniem – rozsądnie pozbył się „barona” z rządu, zwłaszcza gdy szef podkomisji niejaki dr Wacław Berczyński dał dyla do USA i wszelki słuch o nim zaginął. Niestety cześć ludu „kupiła” wersję „barona”. Czy dalej wiara weźmie górę nad rozumem? Wątpię… Prawda czasem bywa ciężka do strawienia, ale kłamstwo jest grzechem! „Ciemny lud” ma swój rozum i nie wątpię, że z niego kiedyś skorzysta, albowiem przykazania Dekalogu mają swoją uniwersalną wartość etyczną. Dziś na podobieństwo wspomnianego filmu „Świat się śmieje”. Z kogo? Proszę zgadnąć.

Wojciech Kotasiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Poniżej obszaru tresci