Dlaczego ta salsa tak mi się podoba…?!

Czasami w zadumie zadaję sobie to pytanie …ale przecież wiem…! Zawsze wraca do mnie ta sama odpowiedź: swoboda ekspresji, kreatywność, własna interpretacja muzyki i to zawarte w tym, co uwielbiam – tańcu!

Salsę można tańczyć na całym świecie – wszędzie obowiązują te same reguły prowadzenia dla panów i odczytywania sygnałów dla pań. Same podstawy można opanować już po paru tygodniach i nie ma tu żadnych limitów wiekowych, ani specjalnych wymagań odnośnie kondycji fizycznej. Jednym słowem salsę może tańczyć każdy!

Figury w salsie składają się z elementów, które łatwo zamieniać, przestawiać i łączyć z innymi. Dla tych, co swego czasu lubili zabawę klockami to istny raj! 🙂 Również z tego samego powodu salsa przyciąga spore grono ludzi o ścisłych umysłach: matematyków, informatyków, którzy w salsie znajdują elementy analityczne w układaniu i prowadzeniu figur. Dla tych z kreatywnymi umysłami i duszą artystyczną salsa daje pełne pole do popisu: można w niej łączyć elementy z różnych tańców: m.in. hip hopu, jazzu, całej gamy tańców afro-kubańskich, czy baletu – co tylko się komu podoba.

Salsa jest głownie tańcem w parach, ale wplata się w niego też części solowe, dające pełną możliwość swojej własnej interpretacji muzyki i ekspresji. To też sprawia, że ciągle pojawiają się nowe aranżacje, nowe style, nowe figury na całym świecie, wiec przygoda z salsą jest zawsze ciekawa. Towarzyszy mi już przez połowę mojego życia i jeszcze nigdy mi się nie znudziła!

Samo słowo „salsa” (z hiszp.) oznacza sos, a tutaj muszę się przyznać, że lubię smacznie zjeść 😉 Nie wątpię więc, że to też mogło wpłynąć na moje zainteresowanie akurat tym tańcem..!

A jak to się zaczęło? Jeszcze za moich wczesnych lat studenckich zachciało mi się nauczyć języka hiszpańskiego. Szkoła, do której się zapisałam, prowadziła również dodatkowe zajęcia przybliżające kulturę z krajów hiszpańskojęzycznych. Tak więc, można było zapisać się m.in. na zajęcia kulinarne lub też taneczne. Na początku nie byłam specjalnie zainteresowana tą opcją, ale po pewnym czasie, chcąc dowiedzieć się więcej o kulturze latynoamerykańskiej, poszłam sprawdzić, jak wyglądają zajęcia salsy.

Weszłam na salę, gdzie grupka osób czekała na rozpoczęcie zajęć. Proporcje damsko-męskie były wręcz powalające: grupka liczyła około dziesięciu kobiet i … trzech mężczyzn. Uff…no, to sobie potańczę (pomyślałam)! 😉 Po chwili na salę wszedł energicznie Javier – niewysoki Kolumbijczyk, z uśmiechem od ucha do ucha i boombox’em w ręku. Przywitał się z nami (mówił świetnie po polsku) i włączył muzykę. Na rozgrzewkę zaczęliśmy nie od salsy, ale od „merengue” (czyt. merenge) – jednego z najprostszych tańców latynoamerykańskich. Na początku wszyscy tańczyliśmy osobno, żeby nauczyć się kroczków. Przyznam się, że początkowo sama muzyka merengue nie za bardzo przypadła mi do gustu, ale pozytywna energia i wspaniała, wesoła atmosfera zajęć spowodowała, że zaczęłam przychodzić na kurs regularnie! Dosyć szybko nauczyłam się podstaw, a z racji tego, że zawsze miałam łatwość w przekazywaniu wiedzy, zaczęłam asystować Javierowi w jego kursach.

Oprócz zajęć były też (nieliczne jeszcze w tamtym czasie) imprezy z muzyką latynoską. Ówczesna scena salsowa w Warszawie liczyła około 20-30 osób, więc dosłownie po kilku imprezach znaliśmy się (przynajmniej z widzenia) już wszyscy 😉 Po pewnym czasie, z grupą zapaleńców z całej Polski, zaczęliśmy wyjeżdżać na zagraniczne kongresy salsy. Początkowo głownie do Niemiec (Berlin, Hamburg), gdzie organizatorzy sprowadzali wspaniałych tancerzy i instruktorów salsy z całego świata. Podczas jednego weekendu można było uczyć się salsy kubańskiej, portorykańskiej, NY (nowojorskiej), LA (Los Angeles), jak również tańców afro-kubańskich. Uczyliśmy się, filmowaliśmy wszystkie możliwe warsztaty, potem studiowaliśmy każdy jeden krok po kroczku w domach z przegrywanych kaset VHS i przekazywaliśmy dalej wiedzę tym, którym nie udało się uczestniczyć w zagranicznych kongresach. Tak też prawie w tym samym momencie powstało kilka szkół salsy w Warszawie i w całej Polsce. Obecnie nasza polska scena salsowa liczy tysiące miłośników tego tańca!

Zupełnie przypadkowo salsa stała się też powodem mojego wyjazdu do Belgii. Na trzy miesiące zawiesiłam salsową działalność w mojej szkole w Warszawie, wzięłam urlop bezpłatny w pracy i wyjechałam, aby razem z kolegą „po fachu” z Brukseli uczyć salsy na warsztatach i występować na licznych europejskich festiwalach i kongresach. W międzyczasie udało mi się znaleźć pracę w moim zawodzie związanym z informatyką w Brukseli i… tak już tutaj zostałam 🙂

Obecnie prowadzę zajęcia na własną rękę, a z okazji, że niedługo będę świętować dwudziestolecie mojej pracy instruktorskiej – z wielkim entuzjazmem polecam wszystkim salsę! Nawet po ciężkim dniu ten taniec jest w stanie przywrócić energię, radość i uśmiech na twarzy wszystkim uczestnikom zajęć! 🙂 Cieszę się na każde zajęcia i sprawia mi ogromną przyjemność gdy widzę, jak ludzie dobrze się bawią i robią postępy z lekcji na lekcję. Nie trzeba zapisywać się z partnerem/partnerką, ponieważ w ciągu zajęć robimy częste zmiany w parach, żeby lepiej przyswoić sobie reguły prowadzenia. To też sprawia, że uczestnicy szybko poznają się miedzy sobą i od razu tworzy się miła, towarzyska atmosfera.

Jeżeli zdarzy Wam się odwiedzić Brukselę (lub w niej zamieszkać), serdecznie zapraszam na zajęcia! Prowadzę nawet jedną grupę po polsku tylko dla Polaków 🙂 Jestem dostępna pod adresem salsa.bodymovement@gmail.com, z przyjemnością odpowiem na Wasze dodatkowe pytania, a zajęcia prowadzę w Dance Studio 51, www.dancestudio51.com, rue des Francs 51, 1040 Bruksela, Etterbeek.

Maria Szumielewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *