O duchu praw

Zacytowany tytuł jest zaczerpnięty z dzieła francuskiego filozofa pierwszej połowy XVIII wieku Louisa de Secondat Montesquieu, zwanego z polska Monteskiuszem. Czymże więc jest ów „duch praw”? Czy samoistnym bytem istniejącym bez udziału naszej świadomej aktywności? Czy też określonym zespołem norm postępowania ukształtowanych w drodze rozwoju społeczeństw? Tę pierwszą tezę, obarczoną błędem logicznym, możemy odrzucić i skupić się na drugiej. Względnie adekwatną odpowiedź można znaleźć zgłębiając nawet pobieżnie dzieje myśli filozoficznej od starożytności po epokę oświecenia. Jednak dla zwięzłości pomińmy odległą historię i powołajmy się na wspomnianego filozofa, który obok Jana Jakuba Rousseau, Denisa Diderota i innych, był demiurgiem epoki oświecenia we Francji. Wówczas jedną z najpowszechniej dyskutowanych idei była idea wolności człowieka, która dla Monteskiusza stała się podstawą do napisania wspomnianego dzieła wydanego w 1748 r. Zabrało mu to blisko 20 lat żmudnej analizy prawa w ujęciu historycznym i przedmiotowym. Inspirującą ideą były dla niego ustroje polityczne starożytnych greckich miast – państw, czyli demokracji bezpośredniej opartej na dialogu z udziałem ogółu obywateli. Uważał, że rozwojem społeczeństw rządzą pewne prawidłowości min. model życia społeczeństwa, panująca religia, warunki ekonomiczne, geograficzne, itp. Na tych przesłankach zbudował zasadę trójpodziału władzy i jej wzajemną równowagę samokontroli w państwie. Dzielić się winna na „władzę ustawodawczą” – należącą do parlamentu, który za pomocą uchwał tworzy prawo. „Władzę wykonawczą” – zajmującą się wprowadzaniem w życie i realizację prawa ustanowionego przez władzę ustawodawczą, oraz niezależną od obydwu „władzę sądowniczą” – sprawowaną przez sądy i trybunały. Owa równowaga miała zapobiegać pojawianiu się władzy despotycznej. Wyróżnił też trzy rodzaje ustrojów: republikański zapewniający suwerenność społeczeństwa, monarchię – czyli rządy jednostki ale zgodnie z ustanowionym prawem, oraz despotyczną, gdzie rządy sprawuje jednostka ignorująca przestrzeganie praw. Trójpodział władzy dawał więc gwarancje ustrojowi demokratycznemu. Na gruncie teorii Monteskiusza w 1787 roku uchwalona została Konstytucja Stanów Zjednoczonych A.P. do której wniesiono przez 231 lat zaledwie 27 poprawek nie rujnujących ustawy zasadniczej. Drugim przykładem jest dokument programowy rewolucji francuskiej, czyli „Deklaracja praw człowieka i obywatela” uchwalona w 1789 r. przez Konstytuantę. Deklaracja stanowiła tryumf filozofii oświecenia. Była więc epokowym osiągnięciem w dziedzinie praw człowieka, dającym społeczeństwu konstytucyjną pewność wolności i praworządności. Dokument ten został potępiony w 1791 listem papieża Piusa VI. W 2003 r. „Deklaracja” wpisana została na listę „Pamięć świata” UNESCO. Także nasza „Ustawa Rządowa z dnia 3 maja 1791 r.” czyli Konstytucja oparta została na rudymentach teorii Monteskiusza. Z czasem demokratyczną formę ustrojową zaakceptowało wiele rozwiniętych cywilizacyjnie państw. Wydawałoby się, że w XXI wieku trójpodział władzy jako fundament każdego ustroju demokratycznego jest aksjomatem, albowiem „alternatywy nie ma, bo nic lepszego niż wzajemna kontrola równoważących się władz nie wymyślono. Jednak mamy przykłady w historii, kiedy było inaczej. Chociażby koncepcje tzw. jednolitości władzy państwowej zwana centralizmem demokratycznym, który sądownictwo sprowadził do roli posłusznego realizatora rozkazów władzy wykonawczej albo wręcz partii politycznej pamiętnej chociażby z czasów totalitaryzmu (stalinizm i nazizm)” . Nie czyniąc jakiejkolwiek analogii, obserwacja zjawisk politycznych i prawno-ustrojowych, które mają miejsce w Polsce od 2015 r. skłania do przedstawienia hipotezy, iż zarysowuje się zjawisko, które można określić jako „wrogie przejęcie” porządku konstytucyjnego. „Wrogie przejęcie” jest w tym przypadku procesem uzyskiwania przez większość parlamentarną i w konsekwencji przez władzę wykonawczą kontroli nad ustrojowo kluczowymi organami państwa i mechanizmami ich funkcjonowania poprzez stosowanie pozakonstytucyjnych i antykonstytucyjnych metod” . Cytowane opinie wręcz zmuszają do przytoczenia marksowsko-leninowskiej teorii prawa, która powiada, iż …„prawo, jako nadbudowa ideologiczna do społeczno-gospodarczej bazy, jest stanowione przez klasę panującą, w interesie tej klasy i w celu utrzymania jej panowania”… Część polskiego społeczeństwa wyczuwa owe zmiany, bo w pewnym sensie kojarzą się z przytoczoną definicją. Opis poczynionych deliktów prawnych wobec Konstytucji jest powszechnie znany, więc nie ma potrzeby je powtarzać, zwłaszcza że obóz władzy wkłada wiele propagandowego wysiłku w celu przekonania społeczeństwa do swojej perspektywy rozumienia prawa. Stąd racje są podzielone bo spór o praworządność, o ową równowagę trójwładzy jest dla sporej części obywateli zupełnie obojętny! Ot kłócą się z władzą „wykształciuchy, komuniści, złodzieje” i „zdradzieckie mordy” oderwane od „koryta”. Retoryka godna pożałowania znajduje jednak posłuch. Wybory wygrał PIS i nikt rozsądny tego werdyktu nie kwestionuje. Jednak pełzający proces ubezwłasnowolniania władzy sądowniczej jest szkodliwy dla podstaw demokracji. Zwracają na to uwagę wszystkie autorytety prawnicze świata ONZ i Unii Europejskiej. Odpowiedź jest jedna „proszę nie wtrącać się do naszych reform!”. Zatem nasuwa się podejrzenie, czyżby obóz rządzący przygotowując się do „maratonu wyborczego” czynił owe delikty aby za wszelką cenę utrzymać się przy władzy? W takim klimacie nie ma miejsca na żaden dialog z opozycją lub jakiegokolwiek wątku współpracy. Widzimy to obserwując przebieg debat plenarnych Sejmu i posiedzeń Komisji Sejmowych. Wszystkie bez wyjątku wnioski posłów opozycyjnych są hurtowo odrzucane. Tylko „my” mamy rację i kropka! Zastanawia tylko jedno; czyżby w obozie zwolenników rządzących nie było ani jednej osoby, która miałaby choć odrobinę wątpliwość wobec najbanalniejszych nawet spraw co do stylu i metod uprawianej polityki oraz czy niektórzy z nich do końca wierzą w to co publicznie głoszą ich mentorzy? W takim klimacie tzw. reformy prawa oświeceniowy „duch praw” po prostu umiera… a zbliża się finezyjnie zaprojektowany rodzaj despotyzmu. Tak zwanej .„totalnej opozycji” dedykuję cytat z „Księcia” Niccolo Machiavellego: „Jakiekolwiek by środki przedsiębrano, o ile tylko mieszkańcy nie ulegną rozbiciu i rozproszeniu, starodawne imię i starodawne urządzenia zawsze wypłyną na wierzch, tak stało się w Pizie”.

Wojciech Kotasiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *