Słonecznymi ulicami, czyli Boskie Busko

W parku pod platanem spaceruje Pani z Panem

„W Ciechocinku, tam gdzie dom zdrojowy, Maxi Kaz rusza na łowy” – śpiewali swego czasu T-raperzy znad Wisły. Nie tylko w Ciechocinku, ale w każdym polskim uzdrowisku można spotkać Maxi Kaza i Srebrnowłosego Casanowę. To tutaj ludzie w drugiej połowie życia najchętniej spędzają czas na kuracji i wypoczynku. Relaksują się korzystając z zabiegów leczniczych, masaży, kuracji odmładzających i wszelkiego typu medycznych procedur szeroko oferowanych przez sanatoria i najczęściej refundowanych przez NFZ. Jedynym tego rodzaju uzdrowiskiem w województwie świętokrzyskim jest Busko-Zdrój – niewielkie miasteczko położone na południu dawnej kielecczyzny, w regionie zwanym Ponidziem, dokładnie rzecz biorąc na pograniczu Garbu Pińczowskiego i Niecki Soleckiej. Nazwa Zdrój zarezerwowana jest dla miast i gmin poniżej 22 tys mieszkańców i ten warunek z niejakim trudem Busko spełnia. Miasto znajduje się w czołówce miast uzdrowiskowych w kraju i pretenduje do rangi stolicy regionu Ponidzia. Legenda głosi, że w miejscu gdzie obecnie leży Busko była osada wokół porośnięta bukowymi lasami. Nazwano ją od słowa buk – „Buko”, a z czasem przemianowano na „Busko”. Badania naukowe wykazują, że nazwa ta pochodzi raczej od słowa „bug” „buga” tj. miejsca położonego nad wodą, terenu podmokłego. W XI wieku osada znana była z hodowli koni dla drużyn książęcych. Dobra buskie należały do rycerza Dzierżka herbu Janina, zwanego przez miejscową ludność Deresławem. W latach 1180-1185 Deresław wraz ze swym bratem Witem, biskupem w Płocku, sprowadzili do Buska zakon Norbertanów i nadali klasztorowi miejscowe dobra. W XII wieku Busko stało się ośrodkiem życia religijnego i rozwinęło się jako osada klasztorna. Książę Krakowski – Leszek Czarny w 1287 r. przyznał osadzie Busko prawa miejskie (magdeburskie).Pierwszym zaś dokumentem, który wspomina o występujących w tym rejonie solankach jest przywilej Bolesława Wstydliwego z 1252 roku. Okres prawdziwie znaczącego ożywienia miasteczka wiąże się dopiero z odkryciem w 1776 r. nowych źródeł solankowych. Wtedy to napoleoński generał Feliks Rzewuski – dzierżawca Buska, rozpoczął organizację leczenia buskimi wodami mineralnymi. Pierwsze badania dotyczące wykorzystania wód solankowych do leczenia dolegliwości zdrowotnych przeprowadził w 1808 roku lekarz Jan Winterfeld. Początkowo zakład przyrodoleczniczy mieścił się w budynkach dawnego klasztoru Norbertanek, który uległ kasacji w 1818 r. Zainstalowano tutaj beczki i wanny kąpielowe, zbudowano pijalnie wód. Wodolecznictwo cieszyło się powodzeniem, a goście dopisywali, bo Rzewuski postanowił stworzyć zakład przyrodoleczniczy z prawdziwego zdarzenia z parkiem zdrojowym. Otwarcie uzdrowiska nastąpiło 1 czerwca 1836 r. Projekt domu zdrojowego stworzył znany architekt Henryk Marconi. Strefa uzdrowiskowa usytuowana została w południowej części miasta, na terenie parku zdrojowego i w jego otoczeniu. Bazę sanatoryjną stanowi trzynaście obiektów, które dysponują łącznie 2066 miejscami dla kuracjuszy. Sanatoria są na bieżąco modernizowane i rozbudowywane, powstają kolejne nowe – to sprawia, że liczba miejsc sukcesywnie wzrasta. Rocznie wykonywanych jest ok. półtora miliona zabiegów, z czego 800 tysięcy to kąpiele siarczkowe. W leczeniu korzysta się z wód siarczkowych, jodkowo-bromkowych i borowiny. W Busku-Zdroju leczone są schorzenia: reumatologiczne, neurologiczne, układu krążenia, dermatologiczne, ortopedyczne dzieci i dorosłych. Ozdobą i wyróżnikiem miasta na arenie ogólnopolskiej jest wspomniany powyżej przepiękny Park Zdrojowy. Założenie parku Rzewuski powierzył znanemu ogrodnikowi – Ignacemu Hanuszowi. Park Zdrojowy – niewątpliwie jedna z głównych atrakcji współczesnego Buska zwany też Ogrodem Łazienkowym ma powierzchnię 16ha. Rośnie tu 4500 drzew różnych gatunków. Można tu spotkać wiewiórki pospolite, dzięcioły, wróble domowe, sikorki bogatki, kukułki, jaskółki dymówki oraz wilgi. Znajduje się w nim wiele ławek i miejsc dla wypoczynku biernego i czynnego (korty tenisowe, plac zabaw dla dzieci, szachy ziemne, liczne promenady, kawiarnia „Parkowa”, „Grota”, restauracja „Victoria” i wiele kafejek w budynkach sanatoryjnych). Stanowi on oazę spokoju, szczególnie dla ludzi przebywających na kuracji. Całość usiana jest kwieciem. Bogata flora (drzewa i rośliny zielne) stwarzają doskonałe warunki do wypoczynku i rekreacji przez cały rok. Centralne miejsce Parku Zdrojowego zajmuje, piękny budynek „Łazienek” – najstarszego Sanatorium w Busku. Dziś głównym punktem tego cennego reliktu XIX-wiecznej zabudowy uzdrowiskowej jest Sanatorium „Marconi” z 1936 roku, Wzorowane jest na rzymskich obiektach użyteczności publicznej, a w swych pięknych wnętrzach kryje ogromną salę koncertową posiadającą 170 miejsc. Do sanatorium Marconi widzie Aleja Gwiazd na wzór tej w Hollywood czy w naszych Międzyzdrojach, z tą różnicą, że gwiazdy(a właściwie słońca) tu mają nie tylko wybitni muzycy i kompozytorzy ale i ludzie znani z miłości do muzyki klasycznej jak Krzysztof Penderecki, Krystyna Jamroz, czy Bogusław Kaczyński. W sali koncertowej odbywają się regularnie występy Orkiestry Zdrojowej, zespołów muzycznych z całego kraju i z zagranicy. Od 12 lat organizowany jest w Busku Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz, który odbywa się w pierwszych dniach lipca. Na koniec tego miesiąca odbywają się zaś w Buskim centrum Kultury im. Wojciecha Bellona (założyciel Wolnej Grupy Bukowina – bard, poeta i piewcy uroków Ponidzia) – koncerty fortepianowe ściągające do miasta najzdolniejszych młodych pianistów z kraju i zagranicy. To Międzynarodowego Festiwalu „Lato z Chopinem” imienia Barbary Hesse-Bukowskiej. Sanatorium „Marconi” to również Pijalnia Wód, gdzie bezpłatnie można skosztować tutejszych słynnych wód siarczkowych o silnym zapachu. Nowe sanatoria to: „Włókniarz”, „Radek”, „Nida”, „Krystyna”, „21 Wojskowy Szpital Uzdrowiskowy”. W północno-wschodniej części parku znajduje się restauracja Kaplica św. Anny, a po przeciwnej zachodniej stronie, korty tenisowe i plac zabaw dla dzieci. Aleja Mickiewicza – reprezentacyjną promenadę z dwoma rzędami drzew łączy Ogród Łazienkowski z Rynkiem.

Co oferują tutejsze sanatoria, zapytacie. Przede wszystkim kąpiele siarczkowe i borowinowe. Kąpiele siarczkowe, choć kojarzą się z czymś mniej przyjemnym od solanek, także mają niebagatelne właściwości zdrowotne. Ze względu na zawartość wody o odczynie lekko zasadowym powodują zmiękczenie naskórka oraz jego przebudowę. Specjaliści określają to działanie jako keratoplastyczne. Dodatkowo kąpiele siarczkowe mają działanie bakteriobójcze i grzybobójcze, powodują pobudzenie mikrokrążenia, lepsze ukrwienie skóry oraz poprawiają metabolizm. Kąpiele siarczkowe wykorzystywane są w leczeniu chorób skóry: łuszczycy, wyprysków łojotokowych, twardziny oraz w chorobach z nadmiernym rogowaceniem naskórka. Kąpiele siarczkowe mają działanie przeciwzapalne, ponieważ uczestniczą w procesach obrony antyoksydacyjnej organizmu (zwalczają wolne rodniki).Działają leczniczo, ale są nieco mniej przyjemne od solanek – mogą powodować uczucie pieczenia i swędzenia. Nie każdy to toleruje. Warto jednak zapłacić taką cenę za dobroczynny wpływ jonów siarczkowych na tkankę łączną oraz chrząstkę stawową. Cenią to sobie zwłaszcza pacjenci cierpiący na choroby reumatyczne, zwyrodnieniowe stawów, reumatoidalne zapalenie stawów, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, czy dyskopatię. Kąpiele siarczkowe działają też korzystnie na układ krwionośny. Silnie rozszerzają naczynie krwionośne (powodują miejscowe zaczerwienienia skóry utrzymujące się do około dwóch godzin), co sprzyja leczeniu miażdżycy tętnic obwodowych. Siarczki obniżają także poziom cholesterolu i trójglicerydów oraz kwasu moczowego. Jest to szczególnie przydatne przy wspomaganiu leczenia cukrzycy, czy dny moczowej. Kąpiele siarczkowe pomogą też, gdy ulegliśmy zatruciu metalami ciężkimi: ołowiem, rtęcią, bizmutem i arsenem. A co jest na liście przeciwwskazań do kąpieli siarczkowych? Znacząca niewydolność krążenia, wyraźne zaburzenia rytmu serca, stany po zawale mięśnia sercowego, niestabilna choroba wieńcowa, nieustabilizowane nadciśnienie tętnicze, stany po przebytej chorobie nowotworowej, przewlekłe stany zapalne wątroby i trzustki, nawracające zapalenie żył, ciąża i okres karmienia piersią.
Co do rzeczywistej i udowodnionej naukowo skuteczności kąpieli siarczkowych, solankowych jak i samej balneologii na zdrowie człowieka zdania nawet pomiędzy samymi lekarzami są mocno podzielone. Zdecydowana większość lekarzy uważa, że takie kąpiele są owszem pomocne i w jakimś stopniu skuteczne, a na pewno nie szkodzą, więc jako element dodatkowy są wskazane w terapii schorzeń reumatycznych, neurologicznych (np. w łagodzeniu stanów bólowych) i psychicznych (depresja, nerwica) a także w schorzeniach dermatologicznych. Dotychczas jednakże nie ma jednoznacznych badań potwierdzających ewidentną ich skuteczność. Trudno bowiem też wyobrazić sobie jak takie badania miałyby wyglądać. Działanie tego typu terapii rozciągnięte jest w czasie, polega na ich powtarzalności i wielokrotności zastosowania, co w oczywisty sposób utrudnia ocenę. W czasie kuracji na stan zdrowia chorego mogą mieć wpływ dodatkowe czynniki, które trudno ustalić i ująć w ocenie. Niewątpliwym jest jednakowoż fakt, że balneoterapia, a w szczególności kąpiele w wodach mineralnych od stuleci cieszą się dużą popularnością, a sami pacjenci i kuracjusze opisują ich skuteczność i działanie jako niewątpliwie pozytywne dla swojego zdrowia. To nie przypadek, że tysiące ludzi rokrocznie korzysta z ich działania. I to pomimo tego, że mają przecież w zasięgu ręki borowinę, czy siarkę. Teoretycznie bowiem wystarczy napuścić do własnej wanny wody, następnie dodać kupionego w aptece specyfiku by poczuć się jak w sanatorium. To tylko cześć prawdy. Pobyt w sanatorium ma korzystne działanie na zdrowie pacjentów nie tylko poprzez sam wpływ substancji zawartych w wodach, w których kąpią się kuracjusze czy które spożywają popijając z wymyślnych kubków z dzióbkiem. Same kąpiele w sanatorium mają znacząco różny charakter. Przygotowywane są przez przeszkolony personel, który dba o to by na przykład stężenie siarkowodoru we wdychanym przez nas powietrzu nie przekroczyło wymaganych norm bezpieczeństwa. Tu jesteśmy i czujemy się zaopiekowani – panie w białych albo różowych kitlach krzątają się i okładają nas borowiną, a my możemy się odprężyć w relaksującej pozie w wannie. Potem popijamy „Zubra” czy „Jana” albo właśnie „Buskowiankę” i gwarzymy z miłymi ludźmi, którzy podobnie jak my przyjechali tu podreperować zdrowie. Wymieniamy doświadczenia, wspieramy się i jesteśmy razem. Idziemy na masaż, hydromasaż czy peeling Jeśli coś nam dolega poważniejszego możemy to skonsultować z dyżurującym lekarzem. Potem idziemy na obiad do stołówki gdzie uprzedzająco grzeczne panie kelnerki przynoszą nam do stolików specjalnie dla nas przyrządzone dietetyczne posiłki. Potem idziemy na godzinną drzemkę do swoich pokojów. Późnym popołudniem udajemy się na spacer do Parku Zdrojowego, albo na jeden z wielu organizowanych w sezonie letnim koncertów plenerowych. Po spacerze i drobnych zakupach pora na kolację, a potem… potem najwyższy już czas by przygotować się na wieczór. Wieczór w uzdrowisku to gwóźdź programu i dla wielu clou całego pobytu. Dancingi przy muzyce z młodych lat, tańce w ramionach nieznajomego z drugiego końca Polski, albo solowe pląsy w kółeczku z koleżankami z sanatorium to absolutne must have kuracjusza. Nie ma znaczenia jak i z kim, byle tylko dobrze się bawić. Po minimum dwóch tygodniach (minimum, bo optymalne dla podreperowania zdrowia są turnusy trzytygodniowe) czujemy się lepiej nie tylko dlatego, że siarka zawarta w tutejszych wodach rzeczywiście wniknęła wgłąb naszego organizmu i teraz bierze udział w przemianach metabolicznych, odbudowała nam chrząstki stawowe, utworzyła nowe aminokwasy, zregenerowała naskórek i podziałała przeciwzapalnie – ale również dlatego, że poza oczyszczeniem ciała z metali ciężkich, oczyściła się nasza psychika ze stresów i blokad mentalnych, których nabawiliśmy się na przestrzeni wielu lat pracy zawodowej, wychowywania dzieci i życia na pełnych obrotach. Teraz możemy pozwolić temu wszystkiemu co w nas zalega „się rozpuścić i wypłynąć” z naszych głów i serc. Te psychiczne śmieci mają szansę ujść z nas niepostrzeżenie, niejako przy okazji tych wszystkich zabiegów. Dopieszczeni, czujemy dobroczynne działanie dopaminy, która jest wydzielana przez układ nagrody i serotoniny, która obniża w nas poziom lęku i powoduje poczucie zadowolenia. Tak właśnie wygląda życie na ulicach Buska-Zdroju. Spacerują nimi zrelaksowani, zadowoleni ludzie, którzy wreszcie mają czas tylko dla siebie. Ma tu miejsce swoista rewia mody – szczególnie w godzinach wieczornych – naprawdę przyjemnie jest popatrzeć na szczęśliwych, pogodnych starszych ludzi, którzy delektują się spokojem i wieczorną atmosferą uzdrowiska.

Jak tego rodzaju turystyka zdrowotna wygląda za granicami naszego kraju? Uzdrowiska są popularne np. na Ukrainie i w Niemczech, natomiast zupełnie inaczej to wygląda we Francji gdzie społeczeństwo generalnie niespecjalnie wierzy w cudowne właściwości kąpieli w niezbyt przyje,nie pachnących wodach siarczkowych i nie ma tam tradycji wyjazdów do sanatoriów w celach leczniczych. Tego typu turystyka uzdrowiskowa ma charakter marginalny. Jest ona popularna w Niemczech, które mają takie tradycje, w Czechach i na Węgrzech. Ukraina jest krajem, który posiada znane i cenione uzdrowiska. Sami Ukraińcy bardzo chętnie i coraz częściej przyjeżdżają w tym celu do polskich uzdrowisk. I tak jak do nas chętnie przyjeżdżają Skandynawowie, czy przede wszystkim Rosjanie i Niemcy, tak my coraz częściej i coraz chętniej jeździmy na Ukrainę np. do Truskawca. Dzieje się tak z kilku powodów: jest nieco taniej niż u nas, nie ma praktycznie bariery językowej, a także nie trzeba aż tyle czekać co na przydział do polskiego sanatorium z NFZ. Standard usług jest porównywalny jak w Polsce. U nas turystyka sanatoryjna ma wieloletnią tradycję i cieszy się dużym powodzeniem. Posiadamy 45 uzdrowisk i ponad drugie tyle miejscowości, które aspirują do miana miejscowości uzdrowiskowych. Lubimy jeździć na wczasy lecznicze nad morze i w góry.

Busko-Zdrój ma jednak swój specyficzny klimat, który wyróżnia go spośród innych uzdrowisk. Jest to bezpretensjonalność. Rzekłbym, nawet swego rodzaju skromność. Ludzie tu są otwarci, uśmiechnięci – co być może po części wynika z tego, że nikt się tu zbytnio nie spieszy – takiego spokoju właśnie wymaga obsługa kuracjuszy. A może sekret Buska polega na tym, że to najbardziej nasłonecznione miejsce w Polsce – swoiste lokalne Sun City (Słoneczne Miasto). Busko-Zdrój charakteryzuje się bowiem największą ilością dni słonecznych w roku w Polsce! Ich liczba sięga 1151 i stała się swego rodzaju wizytówką miasta, w którego herbie całkiem nieprzypadkowo znalazło się słońce. Nic zatem dziwnego, że to właśnie tu słonecznymi ulicami spacerują Pani z Panem. Bo w Busku jest bosko! 🙂

Emil Tokarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *