Inwigilacja

Powszechnie stosowaną metodą w działalności operacyjnej każdej policji jest inwigilacja czyli utajniona obserwacja środowisk kryminogennych. Bez niej nie obejdzie się żaden sukces policji w wykrywaniu wszelkich przestępstw. Ale tak się u nas złożyło, że chyba w trosce o bezpieczeństwo niektórych znanych publicznie osób, policja otrzymała „befel” aby je, oględnie mówiąc, obserwować żeby im przypadkiem włos z głowy przez nieuwagę nie spadł. To zainteresowanie wydaje się przesadne i nie przystaje do konstytucyjnego kanonu wolności obywatelskich. Choćby ujawniony przypadek inwigilacji posła Ryszarda Petru (czy tylko jego?) Albo co też taki muzykant Zbigniew Hołdys gada w kawiarni z gromadką młodych ludzi? Czyżby knuł spisek przeciw „dobrej zmianie? Casus ten jako żywo kojarzy się ze sceną z „Dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haška, co obywatele CK Austro-Węgier myśleli o zamachu na arcyksięcia w Sarajewie (cyt.) … „W gospodzie „Pod Kielichem” siedział tylko jeden gość. Był to wywiadowca Bretschneider, będący na służbie policji państwowej.(…) Rozglądał się po pustym szynku.2 Tutaj wisiał niegdyś obraz najjaśniejszego pana, ozwał się po chwili. Akurat tam gdzie teraz wisi lustro. A tak, ma pan rację – odpowiedział Palivec – wisiał tam, ale obsrywały go muchy, więc zaniosłem go na strych. Wiadomo, jak to bywa. Jeszcze by kto zrobił głupią uwagę i miałby człowiek kram. Potrzebne mi to?3 Ale w tym Sarajewie stała się rzecz paskudna, prawda, panie gospodarzu? Na to pozornie proste, ale podstępne pytanie odpowiedział Palivec niezwykle ostrożnie: O tej porze bywa w Bośni i Hercegowinie strasznie gorąco. Jakem tam służył w wojsku, to naszemu oberlejtnantowi musieliśmy na głowę lód przykładać”… Czy na upały oberlejtnantowi lód pomógł? Autor nie wspomina, ale Palivec i tak za niefortunną wypowiedź o portrecie cesarza dostał 10 lat kryminału. Odsiedziałby swoją karę za obrazę majestatu, gdyby nie rychły koniec wojny. W 1918 roku wyszedł na wolność. To odległe czasy i nie bardzo przystają do obecnej rzeczywistości, poza jednym, „wkręcaniem” policji w dziejące się polityczne rozgrywki. Więc nie należałoby bagatelizować sprawczej właściwości lodu na głowy co poniektórych polityków. Póki co policja ma dobrą opinię w społeczeństwie, jest bardzo ceniona za odpowiedzialną i niebezpieczną pracę. Jednak z pewnością nie z jej woli traci zaufanie gdy staje się instrumentem w rękach co najmniej nieodpowiedzialnych polityków. Wszelako można dać wiarę, że policja in exstenso narzuconymi obowiązkami nie jest specjalnie zachwycona. Może poza młodymi adeptami zawodu występującymi w tzw. „szykach zwartych”, którzy wg aktualnej ustawie o policji nie muszą nosić identyfikacyjnych emblematów tzw. „blach”. Są więc anonimowi jak ów „Kulson” z listopadowej rozróby nacjonalistów przy okazji Dnia Niepodległości w2017 r. Żenującym jest „spisywanie” uczestników absolutnie pokojowych demonstracji w obronie demokratycznych paradygmatów ustrojowych Państwa pod pretekstem naruszania porządku publicznego lub nietykalności funkcjonariuszy. Potem ciąganie ich po komisariatach i sporządzanie „nadymanych” wniosków do prokuratur. Znamiennym przykładem jest zatrzymanie legendy „Pierwszej Solidarności” Władysława Frasyniuka w czerwcu 2017 r. w Warszawie. Wyciągnięty z tłumu przez „szyk zwarty”, przy legitymowaniu oświadczył, że nazywa się Jan Grzyb (pseudo z czasów konspiracji PRL). I ma proces za wprowadzenie w błąd policjanta (bez blachy identyfikacyjnej!) . Frasyniuk po rozprawie komentował w rozmowie z dziennikarzami: „To proces polityczny. Decyzję o nim podjął minister Błaszczak, nie policja. Ci biedni funkcjonariusze będą najbardziej upokorzeni. Apeluję do policji, zachowujcie się przyzwoicie. Niech Błaszczak stanie w sądzie i formułuje sam zarzuty” . Jak więc obrzydzić opinii publicznej Frasyniuka? Najlepiej brzmi w polskiej mentalności nazwać kogoś Żydem. Więc Frasyniuk dostał nazwisko „Rozenschwanz” (lingwistom proponuje je „rozszyfrować”) Z resztą są tacy, którzy wielu znanym osobom przypisują żydowskie pochodzenie jakby ono było czymś haniebnym. Najbardziej „twórczym” jest Internet, gdzie nie zabrakło nawet hejtów na samego Prezesa . Ten zacny polityk wniósł do debaty publicznej pojęcie „Prawdziwych Polaków” zapewne „czystej krwi aryjskiej”(?) Jako, że Prezes nie ujawnił jasnej definicji na czym owi „prawdziwi” różnią się od reszty „nieprawdziwych” i skąd się wziął ów podział, wypada sięgnąć do „Ewangelii wg św. Mateusza”: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” . „Prawdziwi”, ręczę że nie z inicjatywy Policji, mają jednak jakieś szczególne bonusy. Publicznie obnoszą się z runicznymi znakami „szczęścia”(?) Potrafią w zimowych kominiarkach niby tłoczyć się do pubu niemiłosiernie przy tym bluzgając i skandując ksenofobiczne, faszyzujące hasła. A policja nie jest w stanie ich rozpoznać (te kominiarki) ani wylegitymować. O zarzutach szerzenia nacjonalistycznych haseł nie ma mowy bo… wedle władz każdy ma prawo do demonstrowania swoich poglądów. I słusznie! Więc „prawdziwki” bez skrupułów urządzają hucpy przy każdej okazji: w rocznicę Powstania Warszawskiego jak i w Dniu Wojska Polskiego, o 11 Listopada nie wspominając. A wszystko ubarwione hasłami patriotycznymi. Ubolewają nad tym weterani patrząc z troską w jakim kierunku zmierza Rzeczpospolita. Zaś nikt z państwowych oficjeli nie potrafi skojarzyć tych niby patriotycznych marszów z racami, z tragicznymi następstwami w latach 30.w Niemczech. Gen. Ścibor- Rylski w ostatnich słowach tuż przed śmiercią skierowanych do młodzieży, przestrzegał: … „Nie wiecie co to jest, przelewać krew za wolność. Całe szczęście. Może nigdy nie doczekacie się takich strasznych, okrutnych dni, jakie nasze pokolenia miało możność przeżyć”… To mocne słowa skierowane do tych, którzy tragedię wojny znają jedynie z komiksów, gier komputerowych i tzw. „rekonstrukcji”. Na ironię zakrawa akcja Policji wobec trzeźwo myślących obywateli którzy na różnych pomnikach wywiesili koszulki z napisem Konstytucja. Czyżby słowo to obrażało władzę, która 3 lata temu składała uroczystą przysięgę na Konstytucję dodając „Tak mi dopomóż Bóg”.(!) Brak symetrii w traktowaniu opisanych demonstracji może prowadzić do wniosku, że nacjonaliści spod znaku ONR są pod specjalną opieką władzy? Może kiedyś ich wojowniczy zapał się komuś przyda, bo na Policji mogą się zawieść. Wracając do cytatu ze Szwejka. W wolnej Czechosłowacji wywiadowca Bretschneider stracił posadę w policji więc zajął się drobnym handelkiem nierasowymi pieskami.

Wojciech Kotasiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *