Opowieść o najsłynniejszym koniu II Rzeczpospolitej

Było to w roku 1914. W podkrakowskim majątku Czaple Wielkie kończono właśnie obiad. Tą spokojną idyllę zakłóciły nagle odgłosy żołnierskiej pieśni i tupot podkutych butów. Do jadalni wpadł służący. -Jaśnie panie, jakieś wojsko idzie! -oznajmił przestraszonym głosem. Pan Eustachy Romer, właściciel majątku wolno wstał zza stołu, odrzucił serwetę i przemówił – Ano zobaczmy kogo Bóg prowadzi. Szanowni państwo proszę na ganek, przywitamy gości! Jakież było zdziwienie zebranych gdy w przypałacowym parku ujrzeli żołnierzy z orłami na czapkach. A na ich czele podążał sam Komendant Józef Piłsudski. Dowódca w otoczeniu oficerów wszedł na ganek, poprosił o gościnę dla siebie i swoich żołnierzy. W czasie uroczystej kolacji Maria hr. Romer wraz ze swoim ojcem Eustachym podarowała żołnierzom Kadrówki sześć pięknych i dorodnych wierzchowców. Zaznaczyli jednak, że jest to ich dar dla ojczyzny. Do tego gestu między innymi przyczynił się smutny widok legionistów niosących siodła na swych plecach. Pięć koni otrzymali oficerowie. Natomiast szósty wierzchowiec – klacz Fantazja kasztanowej maści z białymi skarpetkami i białą łysiną na łbie, bardzo spodobał się samemu Komendantowi. I od tego czasu przez trzynaście lat koń ten wiernie mu służył i odbył z nim wszystkie kampanie. Fantazja przeszła jednak do historii pod zupełnie innym imieniem. Wszyscy mając na uwadze jej umaszczenie zaczęli nazywać ją Kasztanką. I tak już zostało.
A trzeba zaznaczyć, że był to koń trudny, nerwowy i płochliwy. Bywało, że podczas ostrzału artyleryjskiego wystraszony przytulał się do swego pana szukając poczucia bezpieczeństwa. Wkrótce Kasztanka bardzo przywiązała się do swego właściciela. I z wzajemnością. Piłsudski tak ją polubił, że zaczął ją traktować niczym członka własnej rodziny. I wcale nie przeszkadzało mu, że koń nie wyróżniał się zdolnościami ruchowymi. Najważniejsze dla Komendanta było to, że Kasztanka była wierna i nadawała się do przemarszów.
Co niezwykłe na koniu tym nikt oprócz Piłsudskiego nie mógł jeździć. Nikogo innego nie tolerowała. Wszyscy śmiałkowie, którzy chcieli jej dosiąść bardzo szybko lądowali na ziemi. Wiąże się z tym ciekawa historia: kiedy jeden z oddziałów został okrążony przez wroga i trzeba było do walczących dostarczyć pilną wiadomość, Piłsudski rozkazał swojemu adiutantowi Wieniawie- Długoszowskiemu aby wziął jego konia i przedarł się do okrążonych. Wieniawa, znany jako znakomity jeździec i olimpijczyk, przybrał zbolałą minę i błagalnym głosem odrzekł: „Panie Komendancie, wezmę każdego konia tylko nie Kasztankę!”
Ostatni raz Józef Piłsudski dosiadł Kasztanki 11 listopada 1927 roku przyjmując defiladę na Placu Saskim w Warszawie. Kiedy po skończonej defiladzie klacz wracała do Mińska Mazowieckiego zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Kasztanka nie została należycie przywiązana i zabezpieczona do podróży. I prawdopodobnie w czasie gwałtownego hamowania pociągu przewróciła się i doznała poważnego urazu kręgosłupa. Mimo wysiłku zespołu najlepszych weterynarzy konia nie dało się uratować. Piłsudski ciężko przeżył śmierć swojego ulubionego wierzchowca i od tej pory jeździł już tylko samochodem.

Szczątki Kasztanki zostały pochowane na terenie koszar 7 Pułku Ułanów Lubelskich. W miejscu pochówku umieszczono kamień z napisem: ”Tu leży KASZTANKA, ulubiona klacz bojowa Marszałka Piłsudskiego”. Natomiast jej skóra została spreparowana i wypchana. Klacz Marszałka po śmierci została przeniesiona do muzeum w Belwederze. Później trafiła do Muzeum Wojska Polskiego, gdzie szczęśliwie przetrwała całą okupację.
W Polsce Ludowej władze postanowiły odpowiednio „zaopiekować” się pamiątkami po Piłsudskim. W latach 50-tych muzeum wizytował ówczesny marszałek Michał Rola-Żymierski – były legionista, a później przeciwnik Piłsudskiego, w latach międzywojennych zdegradowany za malwersacje finansowe, więzień sanacji. Kiedy przebywając w muzeum zobaczył wypchaną Kasztankę powiedział: „Poznaję to bydle, już mnie raz kopnęło”. Po czym nakazał ją natychmiast zniszczyć.
Mimo smutnego końca jaki spotkał Kasztankę, zapisała się ona na trwałe w naszej pamięci jako najsłynniejszy polski koń. Klacz marszałka pojawiała się w wierszach, pieśniach i obrazach okresu II RP.

Barbara Sęderowska
Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *