Ach, cóż to były za bale…

Dzisiejsza opowieść będzie nie o bitwach i wojnach, ale o tym co nasi kawalerzyści robili w czasie pokoju. A dokładniej – jak się bawili.
Swoją piękną, wspaniałą historię mają bale II Rzeczpospolitej. Oczywiście najwspanialsze były te, które wydawał prezydent wraz z małżonką dla korpusu dyplomatycznego, dowódców wojskowych i elity intelektualnej ówczesnej Warszawy. Bale te odbywały się z iście królewskim przepychem i rozmachem na Zamku Królewskim w Warszawie.
Jednak największą sławą cieszyły się bale wojskowe, a w szczególności kawaleryjskie. Nie bez powodu. Słynęły one bowiem z wielkiej oryginalności, kawaleryjskiej fantazji i wyszukanych manier. Za sukcesem tych doniosłych uroczystości stały świetne przygotowanie i perfekcyjna organizacja. Każdy z czterdziestu pułków kawalerii organizował w ciągu roku kilka wielkich reprezentacyjnych balów, a w karnawale wieczorki taneczne.
Na około miesiąc przed wydarzeniem rozsyłano zaproszenia na pięknym czerpanym papierze, osobiście podpisane przez dowódcę pułku. Zapraszano miejscowe elity, przedstawicieli ziemiaństwa oraz delegacje z zaprzyjaźnionych pułków.
Główną salę balową dekorowano proporczykami pułkowymi, lancami, szablami oraz emblematami kawaleryjskimi. Dbano o nastrojowe światło i nienaganną czystość. Do balu przygotowywano się jak do wielkiej bitwy. Każdy z oficerów pułku miał przydzielone ważne „strategiczne” zadanie do wykonania. Między innymi przed balem dokładnie studiowano listę zaproszonych pań. Jeśli dama była osoba młodą, a w dodatku ładną, nie zajmowano się nią z góry zakładając, że i tak będzie miała powodzenie. Jeśli przypuszczano, że ze względu na wiek i urodę przedstawicielka płci pięknej może źle się bawić, przydzielano jej do towarzystwa młodego oficera. Otrzymywał on konkretne zadanie: robić wszystko, aby jego podopieczna bawiła się wyśmienicie.
Na balach reprezentacyjnych bacznie zwracano uwagę na ilość spożywanych przez oficerów trunków. Aby nie dopuścić do nieprzyjemnych sytuacji, dwóch oficerów wyznaczonych przez dowódcę, dyskretnie obserwowało zabawę swoich kolegów. Gdy zauważyli, że któryś przesadził z alkoholem, odprowadzali go do specjalnie przygotowanego pokoju, gdzie „zmęczony zabawą” mógł się zdrzemnąć, wypić filiżankę kawy i doprowadzić do należytego porządku.
Bal kawaleryjski obowiązkowo rozpoczynał się marszem pułkowym. Po nim tradycyjny polonez prowadzony przez dowódcę pułku i najbardziej dostojną, zasłużoną damę. O północy obowiązkowo tańczono pierwszego mazura. Bufety uginały się od przekąsek i gorących dań. Najchętniej pito wódkę czystą złamaną vermoutem oraz ułańską (silnie zmrożona, czysta 45 %).
Pierwszy toast musiał być wzniesiony za pomyślność pułku. A wyglądał on bardzo ciekawie. W prawą rękę ujmowano kielich tak, aby wskazujący palec tej samej dłoni odstawał od niego i był skierowany w górę. Gest ten symbolizował koleżeństwo i braterstwo wyrażone w słowach: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Oczywiście toast ten spełniano w postawie na baczność. Bal kończył się białym mazurem, czyli tańcem, do którego panie prosiły panów. Po tym tańcu pito rozchodniaka – ostatni toast zwany także „strzemiennym”.
Każdy z pułków miał swoje zwyczaje dotyczące balów. W niektórych na salę balową wprowadzano konia z przytroczonymi koszami pełnymi kwiatów, którymi obdarowywano obecne na balu panie. Wszystkie kobiety obowiązywały wieczorowe kreacje – długie suknie z dekoltami, perły, szmaragdy, lisy, sztuczne kwiaty. Panowie we frakach, smokingach, a nawet kontuszach. Oficerowie w mundurach galowych, szaserach i sztybletach. We wspaniałej, radosnej atmosferze tańczono walce, tanga, fokstroty, bluesy i samby. W takim magicznym klimacie pełnym gwaru, wybuchów radości, podniecenia rodziły się uczucia, dyskretnie flirtowano, padały komplementy. Prowadzono gorące rozmowy suto okraszone humorem. Trzeba zaznaczyć, że przedwojenne Wojsko Polskie miało bardzo duży wpływ na ówczesne życie kulturalne.
W dzisiejszych czasach również odbywają się podobne bale. Organizowane są przez kawalerzystów ochotników. W naszym regionie taki bal odbył się w 2017 roku w zabytkowym Dworze Amelii w Rudzie Kościelnej.

Barbara Sęderowska
Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *