Bike Equipa Sandomierz działa już 15 lat!

Sandomierska grupa rowerowa należy do najbardziej aktywnych i pomysłowych w naszym regionie. „Zaprawdę, powiadam wam, nie ma takiej szajki jak ta!” – śpiewał kiedyś zespół Kult. Jestem pewna, że śpiewał o BES.
Jak to się zaczęło?
Bike Equipa powstała w 2003 roku z inicjatywy kilku pasjonatów dwóch kółek, którzy poznali się na wycieczkach organizowanych przez sandomierski oddział PTTK (przewodził im Marek Juszczyk). Niedzielne wycieczki rowerowe były organizowane co 2-3 tygodnie. Ale im było mało. Postanowili więc działać. Pierwsi członkowie – założyciele BES to: Stachu Miklaszewski, Piotrek Rutkowski, Kazik Dębicki, Paweł “Lampart” Lamparski, Michał “MacDwain” Śmielak i Paulina “FAramka” Brzozowska. Zaczęli jeździć razem w wakacje 2003 roku, strona internetowa pojawiła się w sieci na przełomie 2003/2004. Wtedy też powstała robocza nazwa grupy, tj. Bike Equipa Sandomierz, która funkcjonuje do dzisiaj.
Na przestrzeni lat skład ekipy ciągle się zmieniał. Jak to w życiu bywa- niektórzy wyjechali w świat, jednak kiedy tylko mają okazję pojawiają się na wycieczkach, by “pokręcić” ze starymi znajomymi. Zwykle w wyjazdach uczestniczy ok. kilkunastu rowerzystów z Sandomierza i okolic, m.in. Gorzyc, Tarnobrzega, Stalowej Woli czy Ostrowca Świętokrzyskiego.
Ale jeden przyświeca im cel…
Jaki? Aktywne spędzanie wolnego czasu. Bieganie jest fajne, ale męczy. Góry są daleko. Pływać nie każdy umie, a woda zimna. Kajak zajmuje w domu za dużo miejsca. A rower… jest idealny! Warto wspomnieć, że grupa powstała w czasach, kiedy sportowy styl życia nie był jeszcze modny. Sandomierscy cykliści twierdzą, że turystyka rowerowa to najprzyjemniejsza forma zwiedzania.
Takie mają zwyczaje…
Zwyczajowo spotykają się od marca do października w niemal każdą niedzielę o godz. 9.00 przy pomniku Solidarności obok Bramy Opatowskiej. Podczas tych wyjazdów pokonują od 50 do 120 km. Nie jeżdżą sportowo, a rekreacyjnie. Każda wycieczka rowerowa to okazja do zorganizowania “przyjątka”, czyli pikniku z wiktuałami upichconymi przez uczestników (prym wiedzie Aga, której życiową misją jest nakarmienie całego świata). Niektórzy nie kryją, że właśnie to lubią najbardziej w wycieczkach rowerowych
A tradycje celebrują tak…
Zdecydowanie najbardziej znana tradycja Bike Equipy to Topienie Marzanny. Jest to ich oficjalne rozpoczęcie sezonu rowerowego. W ten sposób żegnają zimę nieprzerwanie od 2004 roku. Od kilku lat czynią to w Radomyślu nad Sanem. Na tę imprezę zjeżdżają się cykliści nie tylko z Sandomierza, ale również z okolicznych miejscowości (Gorzyce, Tarnobrzeg, Stalowa Wola). Od lat sezon rowerowy kończą dwudniową wycieczką w leśne okolice Janowa Lubelskiego lub Ulanowa. Uwielbiają wtedy zbierać grzyby.
Warto wspomnieć o zwyczaju przygotowywania wspólnych posiłków na wyjazdach kilkudniowych- najpierw wspólne zakupy, ktoś gotuje, ktoś przyprawia, następny kroi, ktoś inny zmywa naczynia po posiłku… Hitem był syty obiad “nie do przejedzenia” przygotowany pewnego deszczowego popołudnia w Suścu, który wspominają do dzisiaj. Wyszło 3,25 zł na osobę.
Są ekspertami od Roztocza. Przez wiele lat jeździli tam co roku w weekend Bożego Ciała . To ich kolejna tradycja, zapoczątkowana przez założyciela Stacha w 2004 roku. Polecają ten region wszystkim, nie tylko amatorom dwóch kółek.
BES na wesoło
Jedną z ciekawszych akcji cyklistów z Sandomierza była parada ślubna u Krystiana i Patrycji, kiedy to przejechali rowerami z centrum miasta głównymi ulicami (Mickiewicza, Żwirki-Wigury, itd. aż pod kościół św. Jakuba). Oczywiście ubrani odświętnie, ale… w stylu rowerowym, czyli miks – krótkie spodenki i koszule z krawatami.
A w grafiku…
Nie ma grafiku, bo nie ma planów. Sytuacja jest rozwojowa. Wyjazdy są spontaniczne. A to komuś wpadnie w ręce przewodnik o ciekawych szlakach rowerowych, a to kogoś natchnie po przeczytaniu artykułu w gazecie czy internecie. Ktoś zachwyci się jakimś regionem podczas delegacji z pracy… Mają jeszcze sporo do zwiedzenia i zobaczenia z pozycji siodełka. Może ktoś z nich kiedyś zakręci globusem?
O przepraszam, jest jeden plan- zaliczenia wszystkich gmin na rowerze (www.zaliczgmine.pl). Faworytem w tej kategorii jest Alutka.
Chciałbyś należeć do BESu, ale boisz się, że to grupa zamknięta
Bike Equipa to grupa przyjaciół, których łączy pasja. Nie są stowarzyszeniem ani biurem podróży. Dołączyć może każdy kto posiada sprawny rower, chęci i duuuży ładunek dobrego humoru. Na ich wyjazdach nikt nie czuje się wyalienowany. Złapiesz kapcia? Pomogą zmienić bądź załatać dętkę. Masz gorszy dzień i zostajesz z tyłu? Nie zostawią cię samego na pastwę losu czy pożarcie wilków. Zabrakło ci picia, a sklepy zamknięte? Podzielą się napojem. Działają zespołowo w myśl zasady “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
Pokaż na co cię stać, ale nie jeden raz…
Pokazują, a jakże. Średnio trzydzieści razy w ciągu roku. Są to głównie niedzielne wycieczki po okolicy Sandomierza (od marca do października). Poza tym w sezonie jeżdżą na wycieczki weekendowe lub dłuższe (z sakwami lub samochodami) – głównie w celu zwiedzenia nowych rejonów, ale też odwiedzenia miejsc, które lubią.
Rekordy Bike Equipy -najdłuższy wyjazd, najciekawszy, najliczniejszy…
Było tego trochę. Przez 15 lat działalności zwiedzili m.in.: Roztocze, Jurę Krakowsko-Częstochowską, wybrzeże Bałtyku, Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie, Pojezierze Lubuskie, Suwalszczyznę, Mazury, Góry Świętokrzyskie, Pieniny, Bieszczady, Beskid Niski, Pogórze Strzyżowskie, Pogórze Dynowskie, Polesie, Puszczę Białowieską, Puszczę Kozienicką, okolice Zalewu Sulejowskiego, Płaskowyż Tarnogrodzki, Grzędę Sokalską, a także Saksonię! Podczas wycieczek po kraju zdarzyło się także przekroczyć granice i pedałować po Słowacji, Litwie czy Ukrainie.
Najdłuższe wyjazdy to te najdalsze – nad morze, jeziora i za granicę (wyprawy 5-8-dniowe). Najciekawsze? Ciężko wybrać jeden, aby nie dyskryminować innych. Najliczniejsze są zazwyczaj wycieczki na rozpoczęcie sezonu, kiedy to liczba uczestników w miejscu docelowym (Radomyśl nad Sanem) przekracza czasem 50 osób!
Najciekawsze przygody kolarzy z BESu to…
Z pewnością te, na których wydarzyło się coś nietypowego, coś co wzbudziło większe emocje. Roztocze – bohaterem tego regionu jest niewątpliwie Jarek, który podczas wieczornego spaceru na Szumy złamał nogę. Grupa zorganizowała wtedy pamiętną akcję ratunkową, aby przetransportować kolegę ze środka lasu do drogi, gdzie czekała karetka. Wybrzeże Bałtyku – dwie wyprawy bez większych emocji, za to trzecia z nadmiarem. Zaczęło się od ograniczeń PKP co do przewozu rowerów – Członkowie Bike Equipy musieli w inny sposób przetransportować rowery do Świnoujścia. Padło na kuriera, który dostarczył na czas tylko część rowerów, a na pozostałe trzeba było czekać kolejne dwa dni. Jura Krakowsko-Częstochowska – noclegi w urokliwej Dolinie Będkowickiej, a w okolicy skały o wymownej nazwie Dupa Słonia… Pojezierze Lubuskie – zanim tam pojechali, ubzdurali sobie, że jest tam płasko… Urzekły ich czyściutkie jeziora, zaskoczył brak turystów, zaintrygowały bunkry, zirytowały poniemieckie drogi tzn. mózgotrzepy. To również pierwsza wyprawa, na której zaczęło się wspólne pichcenie i spław kajakami. Suwalszczyzna – przemili gospodarze, dziesiątki kilometrów “głównych” dróg bez asfaltu, na trasach zupełny brak sklepów, wieczorne kąpiele w jeziorze… Mazury – jedyna wyprawa BES, w trakcie której mieli tzw. Service Boat. Podczas gdy Equipa objeżdżała rowerami Krainę Wielkich Jezior na luzie, Andrzej płynął jachtem ze wszystkimi bagażami. Na Polesiu szukali żółwi, a w Białowieży – żubrów (znaleźli jedynie… kupy).
Każda wyprawa w góry to dla rowerzystów z Sandomierza wielkie emocje z powodu podjazdów, z jakimi przychodzi im walczyć. Ale za to nagrodą są dłuuugie zjazdy, czyli jazda “za darmo”, wiatr we włosach, muchy na zębach… Ach, chce się żyć!
Kiedy dokładnie przypada 15 rocznica istnienia BESu?
Tego nie wiedzą najstarsi górale…Zaczęli jeździć razem w wakacje 2003 roku, ich strona internetowa pojawiła się na przełomie 2003/2004.
Ja też nie jestem pewna, ale w imieniu redakcji Miesięcznika AKSON składam całej Bike Equipie Sandomierz serdeczne życzenia wielu „przekręconych” kilometrów i samych wspaniałych przygód.

Barbara Sęderowska
na podstawie relacji Pauliny Brzozowskiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *