Zgniłe jajo

O tak, w tamtych czasach politykę traktowano nad wyraz poważnie. Na przykład, już na długo przed wyborami skrzętnie gromadzono zgniłe jaja… Cytat z debaty przedwyborczej? Może fragment dyskusji o przeszłym, złym systemie i przekrętach wyborczych? Nie, to cytat z książki „Brak tchu” Georga Orwella… Dlaczego zaczynam od cytatu, który nie do końca może zostać zrozumiany w kontekście zbliżającego się finiszu kampanii wyborczych zgłoszonych do tej pory komitetów?
Mimo, że nie jestem politykiem, ani nie mam żadnych aspiracji do aktywnego uczestnictwa w życiu politycznym, to jako przedstawiciel organizacji pozarządowej zmuszony jestem śledzić to, co przygotowują nam kandydaci na wypadek, gdyby wybory wygrali. Najbardziej interesują mnie debaty kandydatów, gdyż są okazją do tego, by szybko porównać prezentowane przez nich programy. Koncentruję się na aspektach związanych z polityką społeczną, a w szczególności pieczą zastępczą. W tym zakresie szczególnie jestem zainteresowany jako potencjalny wyborca, ponieważ jest to moja codzienna praca. Koncentruję się… słucham uważnie… czytam wiadomości, skróty, relacje… i nic. Cisza. Pytam moich znajomych, czy coś widzieli lub słyszeli… i nic. Cisza. Nie ma znaczenia kolor flagi, szyldu, strony politycznej – lewa, prawa, środek, nie ma znaczenia czy jest to -ultra, skrajny czy liberalny odłam… Cisza.
Temat pieczy zastępczej w kampaniach wyborczych traktowany jest przez wszystkich jak zgniłe jajo, które na ten czas należy gdzieś zgromadzić i nie dotykać, bo gdy się rozbije to śmierdzi na odległość. Dlatego tematy trudne traktuje się nad wyraz poważnie i skrzętnie się je gromadzi, aby je chronić i nie dopuścić do ogólnowyborczego smrodu.
Dlaczego temat jest taki straszny i groźny? Czemu żaden kandydat nie odważył się na poruszenie i zawarcie w swoim programie tematu pieczy zastępczej jako polityki społecznej realizowanej przecież w głównej mierze przez samorządy? Odpowiedź wydaje się oczywista i dość prozaiczna… brak korzyści politycznych. Dlaczego? Ponieważ beneficjenci pomocy społecznej nie są kandydatami do zapewnienia głosów, jest ich mało i o bardzo niskiej świadomości społecznej, więc dotarcie do nich wymaga bardzo dużych nakładów finansowych, a efekt polityczny jest niepewny i z pewnością mizerny. Kandydat startujący w wyborach powinien wykazać się minimalną wiedzą merytoryczną. Był taki polityk, który w dyskusji kreował się na eksperta, ponieważ był kilka razy na akademiach w domach dziecka. Nie taką wiedzę mam na myśli.
Kolejną przyczyną jest fakt, że reforma pieczy zastępczej lub ogólne pomocy społecznej jest procesem rozłożonym w czasie. Czasie, który daleko wybiega poza kadencję wyborczą. Oznacza to, że śmietanka i ordery za efekty zmian przypadną już innym kandydatom, po któryś z kolei następnych wyborach. A tu efekt ma być szybki. Ścieżkę rowerową da się wybudować w kilka miesięcy, wprowadzić bezpłatne bilety dla uczniów – jedno posiedzenie Rady, a zwiększenie ilości terenów zielonych w trzy lata na pewno da się pokazać wyborcom. Inaczej działa w polityce globalnej „500+” – słupki skaczą. Efekt bezpośredni jest? Jest. Tylko szkoda, że dla polityków, a nie w kontekście rozwiązywania problemów społecznych. A gdyby tak kandydaci ogłosili, że w swoim mieście, gminie, powiecie wprowadzą „1000+” na każde dziecko. Wygrają? Nie wiem, ale zamieszanie na pewno będzie duże. Jak już jesteśmy przy pieniądzach, to ostatnią przyczyną unikania tematów związanych z reformą pomocy społecznej są finanse. W budżetach samorządowych zawsze brakuje pieniędzy.. Nigdy nie mogą się spiąć i dopiero po cięciach udaje się je domknąć. Niestety cięcia zaczynają się właśnie od pomocy społecznej. A tam nisko opłacani pracownicy, brak pieniędzy na zasiłki, dofinansowania do szkoleń, ciągłe niezadowolenie i marazm. Więc tam też nie ma wyborców, a reforma pomocy społecznej to inwestycje, i do duże. Do tego pomoc społeczna to jedyny obszar działania samorządu nie generujący przychodów. Komunikacja, zdrowie, sport, kultura, wodociągi… tam są przychody a w pieczy zastępczej? Zbliża się rok 2020 i problem deinstytucjonalizacji pieczy zastępczej, która jest zapisana w ustawie. Wiele samorządów różnego szczebla będzie musiało się z tym zmierzyć i większość z nich nie ma pomysłu jak to zrealizować. A jest to jednak inwestycja, i jak każda inwestycja ma przynosić korzyści jeżeli jest mądrze zrealizowana. Tylko ten czas… a ci co są już wybrani chcą być ponownie wybrani, ci co startują po raz pierwszy będą chcieli być ponownie wybrani, i tak dalej…O tak, w tamtych czasach politykę traktowano nad wyraz poważnie – i te słowa są jak najbardziej aktualne.
O polityce społecznej należy rozmawiać i dyskutować, a każda władza musi przyjąć i zaakceptować fakt, że korzyści są rozłożone w czasie. Mądra inwestycja w społeczeństwo to najlepiej wydane pieniądze i ogromny kapitał dla tych, którzy rzeczywiście myślą o swoich „małych ojczyznach” w długim horyzoncie czasu. Dlatego ja będę szukał takich kandydatów, którzy nie tylko chcą pomalować krawężniki na biało, aby wyglądały przyjaźnie, ale również nie boją się tematów trudnych i wyzwań, za które nikt im nie podziękuje.

Aleksander Kartasiński

Aleksander Kartasiński, Prezes Zarządu Fundacji Happy Kids. Opinia o Aleksandrze Kartasińskim: „ Każdy, kto zna Pana Aleksandra wie, że zasługuje na najwyższą nagrodę, ponieważ ma wielkie serce dla dzieci i wszystko co robi, robi dla ich dobra. To dzięki niemu ponad setka osieroconych dzieci ma Dom, dziesiątki chorych dzieci otrzymują wsparcie, a co roku, w wakacje, kilka tysięcy dzieci z małych wiosek mają zapewniony wypoczynek”. Fundacja Happy Kids jest jedną z wiodących organizacji pozarządowych działających w obszarze rodzinnej pieczy zastępczej. Przez 15 lat swojej działalności utworzyła i prowadzi 13 rodzinnych domów dla dzieci – sierot społecznych. Eksperci skupieni wokół Fundacji inicjują zmiany legislacyjne mające na celu poprawę systemu opieki zastępczej oraz są autorami programów profilaktycznych dla rodzin dysfunkcyjnych. Fundacja Happy Kids realizuje również szereg działań skierowanych do najuboższych rodzin z terenów wiejskich. Co roku podczas wakacyjnych akcji HAPPY BUS opieką obejmuje 1500 dzieci, którymi opiekują się wolontariusze z całego świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *