A gdyby nie było świąt?

Po co nam święta? Przecież pracujemy, więc może po to by odpoczywać. Przecież zarabiamy pieniądze, więc i po to by móc jej wydawać, chociażby pod pretekstem kupowania prezentów i biesiadowania. Grudzień – drogi zawiane a chodniki śliskie, psa z kulawą nogą nikt po 20-tej nie zobaczy na ulicach. W perspektywie długa i mroczna środkowoeuropejska zima, szczyt sezonu grypowego, w sklepach i urzędach kaszlący i kichający opatuleni smutni ludzie. A  w nas na przekór wszystkiemu rodzi się nadzieja. Rodzi sie z potrzeby zmiany, z woli życia, z przeczucia że coś się zmienia właśnie w czasie przesilenia, gdy noce w długości swej osiągają swe apogeum. Wtedy właśnie zwykliśmy świętować. Oto wkrótce dni zaczną się stawać się ciut dłuższe, oto kończy się stary rok i już zaraz rozpocznie nowy, wraz z całym swym nieodgadnionym dobrodziejstwem inwentarza jakim jest nasza przyszłość. Któż wie co nam przyniesie? I wreszcie, na dodatek, jak wierzą katolicy – rodzi sie Bóg. W stajence, w odległym Betlejem, rodzi się dziecina do której podążają trzej królowie,  władcy świata – monarchowie idą go przywitać, a prowadzi ich gwiazda. Cóz to za baśń, cóż za niedzisiejsza opowieść?! To baśń zupełnie niedzisiejsza powiecie. To prawda, niedzisiejsza, bo wieczna opowieść: o narodzinach, o człowieku, o miłości, która zbawia świat. Cóż ubyłoby światu gdyby nie owa dziecina, gdyby nie owe narodziny, gdyby nie ów żłóbek w Betlejem?  Wyobraźmy sobie co byłoby gdyby się nam nie narodził dwa tysiące lat z okładem temu, nie przyszedł na świat Bóg. Choinka jak stoi, tak by stała, jest wszak pamiątką pogańskich świąt przesilenia zimowego. Dzieci rodziłyby sie jak się rodzą, starcy marliby tak jak mrą, bogaci bogaciliby się, biedni klepali biedę a możni prowadzili wojny dla sławy i pieniędzy. Ludzie żyliby jak żyją, kochaliby  i nienawidzili po staremu. Czy jednak wszytko byłoby takie samo, czy człowiek byłby taki sam? Trudno powiedzieć. Z pewnością jednak nie opowiadalibyśmy sobie jednej z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejszej, opowieści o miłości bezwarunkowej i nieskończonej – miłości Boga do człowieka – o poświeceniu, o odkupieniu win, przebaczeniu i miłosierdziu. O tym wszystkim co składa się na miłość prawdziwą, a przez to definiuje człowieczeństwo. Czy potrafilibyśmy bez tych narodzin tak samo kochać? Z pewnością byłoby nam znacznie trudniej! Bo jak zrozumieć nieskończoność, nieskończone poświecenie, nieskończoną zdolność do wybaczania, nieskończone miłosierdzie i nieskończoną cierpliwość? Jak to pojąć bez Boga w człowieka wcielonego, który na własnym przykładzie, poświęcając rzecz dla człowieka najważniejszą – swoje życie – pokazał nam sens i wartość miłości. Jak moglibyśmy ją rozumieć w pełni bez „Hymnu do miłości”, bez Ewangelii, bez łamania się opłatkiem, bez śpiewania kolęd? Czy nasza miłość byłaby taka sama?  Czy kochalibyśmy tak samo, jako rodzice, mężowie, żony, dzieci, wnuki. Czy równie łatwo byłoby nam wybaczać, przezwyciężać w sobie skłonność do rewanżu, odwetu, czy wprost rozumianej sprawiedliwości definiowanej przez formułę: „Oko za oko, ząb za ząb”? Ileż oczu zostało w imię tej sprawiedliwości wydłubanych, ileż zębów wybitych, ile wojen wywołanych. Jaki byłby nasz świat gdyby nie owa dziecina, owe narodziny, gdyby nie owa historia? Nie wiem, ale jestem pewien, że inny i obawiam się, że niekoniecznie lepszy. Troszczmy się zatem o to nowo narodzone dziecię, które rodzi się naszych sercach, pod postacią tkliwości, empatii, wyrozumiałości. Troszczmy się by nikt nie zrobił mu krzywdy, nie posługiwał się nim do swych niskich ziemskich celów, nie próbował traktować instrumentalnie. Dziecię jest delikatne, kruche i bezbronne. Niesie nam skarb, bez którego bylibyśmy jedynie sprytnymi kuzynami małp, którzy czynią sobie ziemię poddaną. Pochylmy się nad miłością, która przyszła do nas, by wlać się w nasze serca i czynić nas szczęśliwymi.  Pozwólmy jej rodzić się, rosnąć w siłę, by szła w świat i zmieniała go, tak jak słońce w dłuższe już dni zmienia ziemię. ”Ma granice nieskończony” po to właśnie by w nas mogła zrodzić się nieskończoność, nieskończona miłość – pomimo wszystko, na przekór rachunkom zysków i strat, czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi, beznadziejna, bo wydawałoby się z góry skazana na niepowodzenie.  Miłość prawdziwa okazuje się – zawsze ma sens, zawsze jest dobra i zawsze zwycięża. Bo miłość jest wszystkim. Skąd to wiem? Bo wiem, że bez miłości wszystko jest niczym.

Wesołych Świat Kochani… J!

 

Emil Tokarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *