„I aby żyć siebie samego trzeba dać”

I właśnie o dawanie siebie w postaci serca, czasu i wysiłku będzie mowa. Święta, słowo klucz, które już mniej więcej od połowy listopada wybrzmiewa, krąży i rozszczepia się
w eterze, tak by całkowicie zawładnąć każdym naszym zmysłem. Na panewce spali próba bojkotu przedświątecznej gorączki, wszak szczepionki nie wynaleziono, a śmiertelnych przypadków brak.
„Choć to szaleństwo, to jest w nim metoda”, bo pomimo możliwych różnic na tle religii, obyczajów i kultury przychodzi czas, gdy każdy z nas staje się św. Mikołajem.
W przebraniu czy bez obdarowujemy bliskich, przyjaciół, krewnych. Wspieramy organizacje charytatywne i społeczne, tworzymy paczki najpotrzebniejszych produktów dla potrzebujących. Ogólnie mówiąc, odczuwamy wzmożoną potrzebę dzielenia się
i obdarowywania. Jednak czy tylko to wynik wieków tradycji? Może w dzisiejszych czasach także presji społecznej i wpływu mediów? A może po prostu obok chęci uszczęśliwienia bliźniego, odczuwamy równolegle nieopisaną przyjemność z dawania. Jak się okazuje i ta sfera ludzkiej wrażliwości nie pozostaje nauce nieodgadniona. Nie od dziś wiadomo, że każdy świadomie popełniony „dobry uczynek”, za pomocą przypływu tzw. „hormonów szczęścia”, gwarantuje dobre samopoczucie, redukuje stres, a nawet poprawia samoocenę. Dając, czujemy się potrzebni, okazujemy w ten sposób obdarowanemu swoją sympatię i wdzięczność. Natomiast biorąc, kiełkuje w nas poczucie wdzięczności i potrzeba odwzajemnienia. W skrócie – proces obdarowywania ma wyłącznie pozytywne skutki, jeśli tylko wynikał z niezależnej woli.
Sama historia dawania podarunków jest zakorzenia w naszym DNA od zarania dziejów
i przenikała się przez wiele kultur. W Polsce Święty Mikołaj początkowo był patronem pasterzy i zwierząt, a w szczególności bydła. To do niego modlono się i kierowano prośby
o ochronę dobytku przed drapieżnikami. Dopiero w wyniku postępującej globalizacji zapożyczono również w Polsce zwyczaj obdarowywania się prezentami w dniu 6 grudnia. Natomiast zupełnie inaczej wygląda kwestia „gwiazdki”, dla której jako genezę podaje się historię o Trzech Królach, którzy złożyli hołd i ofiarę narodzonemu Jezusowi. Jeszcze inne źródła podają jako przykład rzymskie Saturnalia obchodzone w dzień przesilenia zimowego, w którym to czasie radości i zabawy przekazywano sobie podarunki.
W Polsce tradycja dawania prezentów w Wigilię Bożego Narodzenia utrwaliła się dopiero w XIX wieku, ale tylko wśród społeczności mieszczańskiej i szlacheckiej. Ciekawostką jest, że w krajach wywodzących się również z chrześcijańskiej kultury jak np. w Argentynie czy Hiszpanii zwyczaj dawania prezentów przypada na 6 stycznia, w dniu święta Trzech Króli, a znowu w Grecji prezenty są rozdawanie zarówno w Wigilię jak i w noc sylwestrową. Wszystkie te dane utwierdzają w przekonaniu, że potrzeba dawania jest
w nas głęboko zakorzeniona i jej spełnianie leży w ludzkiej naturze od zarania dziejów.
Kolejnym ważnym odruchem, oprócz samego obdarowywania bliskich jakie wywołują Święta Bożego Narodzenia, jest pomoc najbardziej potrzebującym. Bo dawanie bez oczekiwania odwzajemnienia to wyraz altruizmu, którego tak bardzo dzisiaj nam brakuje. W czasach, gdy nie ma potrzeby poświęcania życia jednostek w imię dobra ogółu, prawdziwym bohaterstwem są symboliczne, acz szczere gesty współczucia i empatii. Czasem potrzeba naprawdę niewiele – drobne wsparcie, poświęcony czas, a niekiedy życzliwy uśmiech, by wlać w zagubione serce kroplę nadziei. Zdarza się jednak i to nierzadko, że do skutecznej pomocy potrzeba zaangażowania większego grona osób. I tu na całe szczęście z pomocną dłonią przychodzą organizacje charytatywne, które swoją działalnością dają świadectwo miłości do bliźniego. Historie osób, które znalazły się pod opieką takich organizacji, niekiedy nadawałyby się na przepełnioną po brzegi fabułą powieść, ale niestety nie zawsze jesteśmy w stanie dopisać w pojedynkę szczęśliwe zakończenie bez dodatkowej pomocy. I tu na ratunek pojawiają się postacie, przed którymi należałoby nisko się ukłonić w geście wdzięczności za to jak wiele dobra czynią. Niekiedy są to osoby anonimowe, pracujące wieczorami i poświęcające swój wolny czas. Przykładem takiej działalności jest „Szlachetna Paczka”, stanowiąca jeden
z najlepiej zorganizowanych projektów społecznych w Polsce. O sukcesie tego przedsięwzięcia zdecydowała przede wszystkim profesjonalna organizacja i podział obowiązków. Wolontariusz jest pośrednikiem pomiędzy wybraną potrzebującą rodziną
a darczyńcą, przez co w ofiarowanej paczce znajdują się wyłącznie potrzebne rzeczy dla danej rodziny. Warto także wspomnieć o akcjach przedświątecznych prowadzonych przez Caritas, które organizuje co roku zbiórkę żywności w wybranych supermarketach, gdzie klienci mogą wrzucać do oznaczone koszyka artykuły spożywcze z długim terminem przydatności. Kolejną gałęzią działalności Caritasu w okresie Bożonarodzeniowym jest Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, działające już od 25 lat. Poprzez zakup świecy na wigilijny stół dokładamy się do edukacji, wakacyjnego wypoczynku, ale też i ciepłego posiłku dla najbiedniejszych dzieci.
Mówiąc o największych akcjach charytatywnych w okresie okołoświątecznym w naszym kraju, należy wspomnieć o tej, która swój finał ma w styczniu, a mianowicie o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, która rokrocznie za pomocą wolontariuszy
z oznaczonymi puszkami zbiera fundusze w całym kraju na sprzęt specjalistyczny
z różnych dziedzin medycyny. Na całodniowy finał, którego zwieńczeniem jest światełko do nieba w większych miastach Polski, wolontariusze WOŚP pracują niemal cały rok. To, co widzimy podczas finałowego dnia zostało okraszone wielogodzinnym wysiłkiem
i poświęceniem, które corocznie doprowadzają WOŚP i wszystkich darczyńców do sukcesu w postaci zebranych wielomilionowych funduszy na sprzęt specjalistyczny, wyposażający polskie szpitale. Sam finał jest w swojej formie specyficzny, ale i poniekąd wyjątkowy. Dużej dynamice wydarzenia towarzyszy niezliczona liczba wolontariuszy, zachęcających do wsparcia akcji niedzielnych przechodniów, którzy w zamian za swoją ofiarę otrzymują symboliczne czerwone serduszko. Symboliczne, bo właśnie ta niewielka część siebie w postaci dobrego serca stanowi esencję dobroczynności.
Nieważne w jakiej formie, ważne, że pomagamy i czynimy to prosto z serca, i jako społeczeństwo jesteśmy w tym aspekcie wzorem. Pamiętajmy, że warto być wrażliwym również przez resztę roku, bo co jak co, ale pomagać lubimy i sprawia nam to nie lada przyjemność, więc dlaczego mielibyśmy sobie tej przyjemności odmawiać, skoro niesie ona tylko pozytywne skutki? Za puentę mogą posłużyć słowa refrenu piosenki „Tolerancja” Stanisława Soyki:
„Na miły Bóg,
życie nie tylko po to jest, by brać,
życie nie po to, by bezczynnie trwać,
I, aby żyć siebie samego trzeba dać!”

Bartosz Witkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *