O polskich chorągwiach kozackich

Ta opowieść poświęcona będzie polskim chorągwiom kozackim. Ale nie mylcie ich drodzy czytelnicy z Kozakami ukraińskimi. Słowo „kozak” używane było już na długo przed pojawieniem się Kozaków zaporoskich. Pochodzi z języka tureckiego i oznacza żołnierza lekkozbrojnego walczącego konno. Pierwsze wzmianki o rotach jazdy kozackiej pojawiły się już w roku 1598 w rachunkach na wojsko kwarciane. Chorągwie kozackie stanowiły doborowe oddziały wojsk Rzeczpospolitej. Zaliczano do nich każdą formacją konną, która nie była husarią. Wyjątkiem są tu lisowczycy. Od tych awanturników nasi kozacy różnili się w wielu zasadniczych kwestiach. Po pierwsze byli na żołdzie królewskim, po drugie ich dowódcę mianował król lub hetman wielki. Po trzecie wyróżniali się karnością i zdyscyplinowaniem. A po czwarte zawsze za przemieszczającą się chorągwią jazdy kozackiej podążały tabory. W przeciwieństwie do nich lisowczycy byli najemnikami, żyli z grabieży, sami sobie wybierali dowódcę i poruszali się przeważnie komunikiem. O ile jedynym celem walki lisowczyków były łupy i zdobycze wojenne to XVII -wieczny żołnierz Rzeczpospolitej kierował się zgoła innymi pobudkami. Obronę kraju traktował jako swój największy obowiązek. Kolejną zachętę stanowiły łupy, a przede wszystkim sława rycerska. Poza tym broniąc ojczyzny można było zmazać wszelkie winy i z infamisa stać się godnym szacunku obywatelem.
Nasi kozacy, prawidłowo zwani towarzyszami chorągwi kozackich, wyglądem troszkę różnili się od tych Kozaków z Siczy Zaporoskiej tak barwnie pokazanych w filmie „Ogniem i mieczem”. Nie mieli wygolonych głów z długim osełedcem zawijanym na ucho i nie śmierdzieli dziegciem. Właściwie łączyły ich tylko elementy uzbrojenia.
Towarzysze chorągwi kozackich odziani byli w misiurki i kolczugi. W walce posługiwali się przede wszystkim wschodnimi zakrzywionymi szablami oraz spisami. Dodatkowo posiadali także łuki i okrągłe tarcze zwane kałkanami również pochodzenia wschodniego. Byli świetnymi łucznikami. Galopując na koniu potrafili w ciągu minuty wypuścić od 20 do 30 strzał. Dowódca jazdy kozackiej dodatkowo posiadał nadziak.
Roty jazdy kozackiej liczyły przeważnie od 80 do 150 koni. Należy tu dodać, że nasz kozak służył samotrzeć czyli walczył sam ale we trzech. Zagmatwane? Już wyjaśniamy: jeden poczet składał się z trzech osób- towarzysza jazdy i dwóch pocztowych. Każdy poczet posiadał swój własny wóz taborowy, w którym przewożono dodatkową broń, namioty, żywność dla koni i ludzi. Taborami opiekowały się tzw. „ciury obozowe”. Byli to służący opłacani przez towarzyszy. I tak dla przykładu podamy, że rota składająca się ze 150 żołnierzy ciągnęła za sobą 50 wozów. Z pewnością utrudniało to szybkie przemarsze ale dzięki temu jednostka ta była w dużym stopniu samowystarczalna.
W chorągwiach kozackich służyła głównie szlachta, choć zdarzały się przypadki, że pocztowymi zostawali bogaci mieszczanie. Natomiast „ciury obozowe” rekrutowane były z chłopstwa.
Na czym polegał fenomen jazdy kozackiej? Przede wszystkim na wszechstronności. Byli używani do głównych uderzeń, ale najczęściej wykorzystywano ich do podjazdów, „brania języka”, rozpoznań oraz wszelkich działań, w których ciężka jazda nie dałaby rady.
Kiedy wybuchło krwawe Powstanie Chmielnickiego, na obszarze Rzeczpospolitej słowo „kozak” stało się synonimem zła i niosło ze sobą przykre skojarzenia. W związku z tym chorągwie kozackie zaczęto nazywać chorągwiami jazdy pancernej.
Czy wyobraziliście sobie już towarzysza jazdy pancernej? Jeśli nie to troszkę Wam w tym pomożemy. Na pewno wszyscy wiecie kim był i jak wyglądał chorąży orszański Andrzej Kmicic. Dzięki roli Kmicica w filmie J. Hoffmana Daniela Olbrychskiego uwielbiała cała Polska, a zwłaszcza jej piękniejsza część. Otóż postać ta nie wzięła się znikąd. Henryk Sienkiewicz pisząc „Potop” wzorował się na historycznym bohaterze Samuelu Kmicicu, który w połowie XVII w. został właśnie dowódcą chorągwi kozackiej.
W ostatnich latach XVI wieku husaria stanowiła trzon polskiej armii. Natomiast jazda kozacka, której było połowę mniej, spełniała rolę wojska wspomagającego. Z biegiem lat sytuacja ta stopniowo uległa zmianie. Związane to było m.in. z licznymi najazdami tatarskimi. Taktyka Tatarów polegała na unikaniu wielkich bitew, w których znakomicie sprawdzała się husaria. W wojnie podjazdowej jaką narzucili nasi wschodni wrogowie doskonale spisywała się lekka jazda pancerna. Według źródeł pisanych w niespełna trzydzieści lat proporcje całkowicie się odwróciły bo już w roku 1626 husaria liczyła 1500 koni, a jazda kozacka 3100.
Patrząc dziś na te odległe czasy widzimy głównie barwną, kapiącą od złota husarię i jej heroiczne wyczyny. Prawie całkowicie zapomnieliśmy o dokonaniach jazdy lekkiej, czyli naszych dzielnych chorągwiach kozackich. Niesłusznie. Bo ich czyny, choć nie tak spektakularne i widowiskowe jak w przypadku husarii, były równie ważne.

Barbara Sęderowska
Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *