Pocztówka z…. Kenii

W listopadzie kiedy ceny wycieczek osiągają swoje roczne minimum, co spowodowane jest powrotem do szkoły czy pracy, a nasz klimat sprawia, że nie chce nam się wychodzić z domu, warto wybrać się na wycieczkę egzotyczną. Nasz wybór padł na Kenię i okazał się trafiony w stu procentach. Nie dość, iż panuje tam rajski klimat, który rozpieszcza nas wspaniałymi widokami-plaża z białym piaskiem i palmami kokosowymi, ciepły Ocean Indyjski, to dodatkowo można wybrać się na safari. Safari, czyli afrykańska sawanna z dzikimi zwierzętami w ich naturalnym środowisku. Wspaniała przygoda!

Warto jednak pamiętać, że Kenia to Kraj Trzeciego Świata, panuje tam wiele groźnych chorób, więc przed przyjazdem do niego trzeba się odpowiednio przygotować. Po pierwsze profilaktyka przeciwko malarii, co zapewniają tabletki Malarone (~130zł za opakowanie 12 szt. – trzeba stosować od 1 dnia przed podróżą do 7 dni po jej zakończeniu, konieczna recepta, największe ryzyko właśnie na wybrzeżu). Dodatkowo zdecydowaliśmy się na szczepienie przeciwko żółtej febrze w warszawskim punkcie szczepień (~240 zł/os, min. 10 dni przed wyjazdem, odporność przeciw zarażonym komarom na 10 lat, otrzymaliśmy też żółtą książeczkę szczepień wraz z wpisem, bo niektóre państwa wymagają tej szczepionki jeśli przebywało się w rejonie zagrożonym tą chorobą). Zrobiliśmy to ze względów bezpieczeństwa, aby nasz pobyt przebiegł jak najlepiej.
Malaria to jedna z najniebezpieczniejszych chorób zakaźnych, więc aby prawdopodobieństwo ukłucia przez komary zminimalizować do zera należy zabezpieczyć się w repelenty typu Mugga. Wieczorami zawsze psikaliśmy całe ciało, a przed snem także pokój i moskitiery. Warto też skompletować sobie miniapteczkę składającą się m.in. z: leków przeciwbiegunkowych, przeciwbólowych, kremu z wysokim filtrem UV i czegoś na oparzenia słoneczne, żelu antybakteryjnego.

Wylot mieliśmyz Warszawy, gdzie wsiedliśmy do Dreamlinera (Boeing 787). Warunki naprawdę komfortowe, każdy dostaje zestaw do spania, przy każdym fotelu jest TV z darmowymi filmami i muzyką. Podróż trwała około 8 godz., co było dosyć męczące. Na domiar złego na lotnisku w Mombasie czekała nas blisko 2 godzinna odprawa. Coś nieprawdopodobnego – skanowanie odcisków palców, zdjęcia robione przez kamerki oraz zakup wizy z wbiciem do paszportu (koszt 50 USD/os).. Po północy dotarliśmy do hotelu, gdzie czekał na nas poczęstunek.

Mieszkaliśmy w hotelu przy plaży Diani Beach .Przepiękna plaża , szeroka z białym piaskiem, na brzegu wykrzywione wiatrem smukłe palmy .Dodatkowa atrakcja w postaci odpływów i przypływów oceanu z możliwością podziwiania rafy. Wspaniały świat… Widok palm z kokosami, na które wskakują małpy w poszukiwaniu łatwego pożywienia był zdumiewający i niecodzienny.
Jeśli chodzi o wyżywienie to śniadania, obiady i kolacje, które mieliśmy zapewnione w ramach All inclusive, były bardzo smaczne i różnorodne. Można było znaleźć zarówno coś „europejskiego”, jak również lokalne potrawy.

Walutą Kenii są szelingi kenijskie, jednak bez problemu można płacić dolarami (należy jednak pamiętać, że akceptowalne są tylko banknoty po 2005 r.) oraz euro.

W związku z naszym dość krótkim, ośmiodniowym pobytem w Kenii, zdecydowaliśmy się na dwudniowy wyjazd na safari. Wycieczkę zakupiliśmy w lokalnym biurze podróży, prowadzącym przez Polkę. Cena wycieczki obejmowała nie tylko wstęp do parku TaitaHills ,lecz również nocleg w domku na palach oraz wyżywienie. TaitaHills to prekambryjskie pasmo górskie położone w okręgu Taita-Taveta w południowo-wschodniej Kenii.
Od pierwszych chwil urzekło mnie to miejsce. Dookoła rozpościera się magiczny krajobraz sawanny. Po horyzont półpustynna równina daje schronienie nisko pnącym krzewom, z których gdzieniegdzie wyrasta cienisty busz.
Opisując pobyt na safari, należy pamiętać, że jest to loteria i nie zawsze uda się zaobserwować to co byśmy chcieli. Wyjeżdżając tam należy delektować się malowniczymi widokami, które serwuje nam przyroda, a spotkanie dzikich zwierząt należy traktować jako bardzo miłą niespodziankę.
Kenia to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie zwierzęta żyją na wolności, migrują, rozmnażają się, polują na siebie.Podróżując Jeepem, po afrykańskiej sawannie podziwialiśmy takie zwierzęta jak: bawoły, słonie, zebry antylopy, gazele, egzotyczne ptaki i wiele innych.

Należy pamiętać, że Kenia to kraj skrajnego ubóstwa. W drodze powrotnej z safari do hotelu zatrzymaliśmy się w wiosce, gdzie mogliśmy przekazać upominki, przywiezione przez nas z Polski. Radość oraz wdzięczność najmłodszych była nieoceniona.
Dodatkowo mieliśmy okazję zobaczyć Mombasę, drugie co do wielkości miasto Kenii (po stolicy Nairobi), położone w południowo-wschodniej części kraju, na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego.To był niewątpliwie najsłabszy punkt całego wyjazdu. Szczerze raczej nie polecam. Widzieliśmy wpływy różnych kultur (głównie arabskiej i afrykańskiej), ale wszystko jakoś w pośpiechu. Ogólnie dla mnie to miasto to jeden wielki chaos, brud, pełno aut i smród spalin…
Mimo wielu negatywnych opinii na temat Kenii dotyczących niebezpieczeństwa tego kraju, uważam, że nie ma się czego obawiać, wystarczy dobre przygotowanie do przygody. Oceniam tę wycieczkę jako egzotyczną przygodę, która na zawsze utkwi mi w pamięci.

Agnieszka Gut

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *