Św. Stanisław Kostka patronem roku 2018

W tym roku przypada 450. rocznica śmierci Stanisława Kostki, jednego z najbardziej znanych Polaków którego sławę, dzięki jezuickim misjonarzom rozpowszechniono na cały świat, a jego drogę do chwały świętych opisywali sami królowie Polski. Kościół ogłosił go błogosławionym w roku 1605, a świętym w roku 1726. Decyzją polskich biskupów ten młody Polak, natchniony przez Ducha Świętego do „mężnego wyznawania wiary”, w 2018 roku patronuje Kościołowi katolickiemu, w sposób szczególny młodzieży, studentom, a także jezuickim nowicjuszom. Wybór akurat tego świętego nie jest dziełem przypadku, 15 sierpnia 2018 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przypadła rocznica śmierci młodego jezuity, który przeżył zaledwie 18 lat.

Można dopatrywać się też związku Roku św. Stanisława Kostki z obchodami 100. rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości. Święty jest przecież patronem Polski i Litwy, czyli całej Korony Polskiej. Jego wstawiennictwu przypisuje się zwycięstwo Polski odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 r. W tym dniu o. Oborski, jezuita miał widzieć św. Stanisława na obłokach, jak błagał Matkę Bożą o pomoc, czego dowody zachowały się w watykańskich archiwach. W sprawie jego wyniesienia na ołtarze interweniowało aż dwóch polskich królów. Król Jan Kazimierz orędownictwu św. Stanisława przypisywał też zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem w 1651 r. nad siłami tatarsko- kozackimi. Postać św. Stanisława Kostki określają w zasadzie trzy słowa: przejmujący, szczery i prawdziwy, a jego życie definiuje przesłanie: „Ad maioranatus sum – Do wyższych rzeczy zostałem stworzony”.

Czy postać siedemnastolatka przemierzającego pieszo pół Europy, aby zostać zakonnikiem wbrew woli rodziców przystaje jeszcze do współczesności?
Czy w dobie poszukiwania autorytetów, kiedy tak łatwo jest dać się zwieść mirażowi wygodnego życia, potrafimy przeciwstawić się panującym naciskom, być wolnym i iść własną ścieżką życia? Czy wreszcie potrafimy oprzeć się wszechobecnej modzie na bycie trendy, bycie cool za wszelką cenę i nie zatracić się w przyjemnościach hedonizmu?

Był rok 1550, gasła dynastia Jagiellonów. W Rostkowie, wiosce położonej na Mazowszu, w rodzinie szlacheckiej urodził się Stanisław Kostka. Rodzina Kostków oraz jej krewni zajmowali wysokie stanowiska w Polsce Jagiellonów i Wazów. Taką też świetlaną przyszłość zaplanowali dla swojego syna rodzice, którzy zdecydowali, by w wieku 14 lat Stanisław trafił do elitarnego kolegium jezuitów w Wiedniu, aby pobrać staranne nauki.
Dla wielu młodych było to miejsce gdzie można się „wyszumieć”, ale nie dla Stanisława, którego czas wypełniony był intensywną nauką, modlitwą i kontemplacją, które rozbudzały ożywione życie wewnętrzne. W historii kolegium został zapamiętany, jako, zatopiony w modlitwie młody człowiek, który w życiu zakonnym kierował się myślą wyrażoną słowami „Początkiem, środkiem i końcem rządź łaskawie, Chryste”. Nie bez powodu nazwano go wtedy ”jezuitą”, bo właściwie żył już wtedy jak jezuita. Głęboka pobożność pozwoliła mu szybko zrozumieć, że nauka jest wstępem do świadomego podejmowania służby Kościołowi i społeczeństwu.

Młody wiek i słaby organizm chłopca sprawiły, że po roku ciężko zachorował. Według własnej relacji św. Stanisława, kiedy był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Komunii świętej (właściciel – protestant – nie chciał wpuścić katolickiego kapłana), św. Barbara, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów, nawiedziła jego pokój i spełniła życzenie. Objawiła się Stanisławowi też Matka Boża i złożyła mu na ręce Dziecię Boże. Od Niej doznał cudu uzdrowienia i usłyszał polecenie, aby wstąpił do Towarzystwa Jezusowego.

Nie było rzeczą łatwą wykonać to „boskie” polecenie. Jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców – a Stanisław nie mógł pokonać oporu zwłaszcza ojca – dumnego, możnego szlachcica, który zaplanował synowi zgoła inną karierę. Przekonawszy się, że w Wiedniu nie może być przyjęty do zakonu, Stanisław decyduje się na czyn szaleńczy. 10 sierpnia 1567 r., w niedzielę po Mszy Świętej, ubrany w ubogie szaty, ucieka.
Legenda osnuła tę ucieczkę szeregiem niezwykłych wydarzeń. Sam Stanisław opisując stan ducha, który nim zawładnął podkreśla nadzwyczajną siłę i upór, które pchały go nieustannie naprzód. Świadomy słuszności obranego celu, nie zważając na trudy, z determinacją realizuje swoje marzenie o świętości. Zawierza życie Opatrzności, a ta usuwała z drogi wszelkie przeszkody.

Stanisław udaje się najpierw do Augsburga, a następnie do Dylingi, mając nadzieję, że będzie przyjęty przez prowincjała Jezuitów w Niemczech, o. Piotra Kanizjusza. Zacny Piotr Kanizjusz, późniejszy święty, przekonuje się o wielkiej wartości Stanisława i daje mu radę by szedł do samego Rzymu. Wystawia przyszłemu jezuicie wspaniałą opinię: „Spodziewam się po nim rzeczy przedziwnych”. Do furty klasztornej Ojców Jezuitów w Rzymie Stanisław puka 25 października 1567 r. Wita go i decyduje o przyjęciu do nowicjatu wbrew woli rodziców Generał o. Franciszek Borgiasz, późniejszy święty. „Młody” jezuita z entuzjazmem włącza się w rytm życia klasztornego: modlitwy, prace domowe, posługi w szpitalu, konferencje ascetyczne. Głęboki rozwój duchowy a jednocześnie prostota w zachowaniu, solidność oraz niezachwiana wiara zyskują Stanisławowi wszędzie wielką sympatię. Staje się wzorem zakonnika, który Najświętszą Maryję Pannę nazywa swoją Matką i Panią. Głosi prawdy, których sens i głęboki przekaz urzekają rozmówców, stając się dla wielu życiowymi drogowskazami. „Mały ciałem, ale duchem wielki” czynami swymi zjednuje i prowadzi za sobą przyjaciół, wiernych, towarzyszy. Prorocze okazują się słowa, które jako adept nowicjatu słyszy od swego mistrza „(…) by tak spędzać każdy miesiąc, jako by każdy miał być ostatni w życiu”. W tym przekazie odkrywa głos Boga skierowany tylko do niego, zapowiadający rychłe odejście ze świata żywych. Od tej chwili nie opuszcza go przeczucie o śmierci. 10 sierpnia 1568 r. w rocznicę swej ucieczki z Wiednia, zapada na poważną chorobę, a 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia umiera, trzymając na piersi list do Matki Najświętszej, w którym pokornie prosi, by właśnie w dniu Jej święta mógł wstąpić do nieba.

Wieść o „pięknej” śmierci polskiego zakonnika lotem błyskawicy rozeszła się po Rzymie. Wbrew zwyczajowi zwłoki św. Stanisława przystrojono kwiatami i złożono do drewnianej trumny, co w owych czasach było rzadkością zarezerwowaną tylko dla osób wyjątkowych, wielce szanowanych.
Lud Rzymu spontanicznie nazwał świętym niezwykłego Polaka, który w całym świecie rozsławił naszą Ojczyznę, a dla młodych stał się wzorem niesłychanego hartu ducha. Kościół ogłosił go błogosławionym w roku 1605, a świętym w roku 1726. Cyprian Kamil Norwid (23 maja obchodziliśmy 350 rocznicę jego śmierci) urzeczony postacią świętego, napisał wiersz A ty się odważ; oto jego fragment:
A ty się odważ świętym stanąć Pana
A ty się odważ stanąć jeden sam
Być świętym – to nie zlękły powstać z wschodem
To ogromnym być, przytomnym być!
Krocz – jasny, uśmiechnięty,
Na twarzy ten Chrystusa rys
Miłość
Święty aż po krzyż – przez krzyż – na krzyż!
Ty się wahasz? Ty się cofasz?
Ty się odważ świętym być!

Od czasów św. Stanisława Kostki zmieniło się bardzo wiele. Zmieniły się czasy, obyczaje, styl życia. Ale w postaci św. z Rostkowa pozostało coś ponadczasowego. To odwaga w podejmowaniu szybkich kroków na drodze do realizacji życiowych marzeń i celów. Jakże podobna była determinacja św. Stanisława, którego krótką drogę życia możemy porównać do wielkiego biegu na przełaj, ale warunek jest jeden – żeby dostać od życia to, czego się pragnie, trzeba najpierw zdecydować, czego się pragnie. Postać świętego uczy nas również, jak czerpać wzorzec z katolickiego wychowania i wierności Bogu do realizacji marzeń, bo przecież w nich ukryty jest klucz do skarbca łask Bożych. Przeżywany w tym duchu Rok Świętego Stanisława Kostki musi stać się czasem, w którym będziemy od siebie więcej wymagali. Może uda nam się zerwać z lenistwem duchowym i intelektualnym, może przeciwstawimy się modzie na wygodne życie, zmienimy złe przyzwyczajenia, wyzbędziemy się przywar. Będąc silniejszymi emocjonalnie łatwiej dokonamy wyboru między dobrem a złem, a to już będzie nasze zwycięstwo, o którym w Piśmie Świętym czytamy: „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje”. W Jubileuszowym Roku 100. Rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości znajdźmy nawiązanie do postaci św. Stanisława Kostki w kontekście kształtowania Polaka – Europejczyka, który musi być otwarty, nowoczesny i przedsiębiorczy w realizowaniu swoich marzeń. Bądźmy przekonani, dążąc do osiągnięcia tych celów, że pielęgnowanie polskiego dziedzictwa to czerpanie garściami z tradycji, historii i religii swego narodu, które da nam moc i siłę porównywalną z tą, jaką miał w sobie św. Stanisław Kostka.

Krystyna Anna Jurys

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *