CUKIER NIE KRZEPI

Jadąc pociągiem przez Polskę w latach 30-tych XX wieku pewien Francuz zanotował, że większość stacji nazywa się jednakowo – CUKIER KRZEPI. Oczywiście nie była to prawda. Był to slogan reklamowy często umieszczany w miejscach publicznych, a wymyślony przez znanego pisarza i publicystę Melchiora Wańkowicza. Nota bene dostał on za te dwa słowa godziwą zapłatę – odpowiednik dzisiejszych 50 tysięcy zł!. I nadal nie jest to prawda dla naszego zdrowia: CUKIER NIE KRZEPI !
Jest on niezbędnym dla życia węglowodanem ( proszę nie mylić z węglowodorami z ropy naftowej – której to pomyłki słownej dokonał znany polityk ) ale jego nadmiar w pokarmie i krwi rujnuje nasze zdrowie. Współcześnie żyjemy w „społeczeństwie nadmiaru” wynikającego z obfitości pożywienia i braku konieczności dużej aktywności fizycznej ( przynajmniej tu w Europie czy w USA ). Ten „zachodni styl życia” jest przyczyną epidemii cukrzycy, chorób układu krążenia a nawet w dużym stopniu nowotworów. Jest on sprzeczny z naszym dziedzictwem genetycznym nastawionym na ciężką fizyczną pracę i okresy głodu. Medycyna dokonała wręcz szalonego postępu w zwalczaniu niegdyś śmiertelnych chorób zakaźnych dzięki aseptyce, szczepieniom i antybiotykom czy w leczeniu skutków urazów fizycznych. Współcześnie jednak niemal połowa zasobów finansowych i czasowych opieki zdrowotnej jest zaangażowana w „sprzątanie bałaganu metabolicznego”. Szacuje się w USA, że w związku z kosztami tych chorób w 2026 dojdzie do załamania się tamtejszego systemu opieki zdrowotnej Medicare.
O szkodliwości złej diety zdawano sobie już sprawę w starożytności. Hipokrates – ojciec medycyny – zalecał umiarkowanie w jedzeniu i okresowe głodówki. Żył ponad 90 lat udowadniając w praktyce swoje tezy. Również na jednej z piramid Starożytnego Egiptu odnaleziono hieroglif, który ostrzegał , że ¼ talerza służy, aby przeżyć, a ¾ aby lekarzowi dobrze się powodziło.
Ludzie teoretycznie dobrze rozumieją konieczność zdrowego odżywiania się o czym świadczy obfitość książek, artykułów w prasie, blogów i czatów w Internecie na ten temat. Dieta jest często dyżurnym tematem rozmów przy…stole. Pojawiły się wręcz różne „pokarmowe” ruchy społeczne, głoszące często sprzeczne zalecenia. Jest obóz „węglowodanowców” , wegetarian i wegan, są wyznawcy diety śródziemnomorskiej, ale i zapaleńcy diety paleo i diet ketonowych opartych na tłuszczach i białku zwierzęcym. Nawet porady dietetyczne dotyczące odżywiania sportowców nie są spójne. Kampania społeczna prowadzona w USA, w której za choroby serca obwiniano cholesterol i tłuszcze zwierzęce przyniosła wręcz odwrotny skutek w postaci akceleracji epidemii otyłości. Podsumowując, należałoby postawić pytanie: jaka jest najlepsza dieta na świecie? Ale może jest to źle postawione pytanie?
Każdy zainteresowany swoim metabolizmem powinien wykonać sam czy poprosić swojego lekarza o określenie swojego stanu metabolicznego. Jest to poziom glukozy we krwi na czczo, test obciążenia glukozą, HbA1c ( szacuje 3 miesięczny nadmiar glukozy we krwi ), ciśnienie krwi czy ogólnie znany „cholesterol” . Bardzo ważne są badania antropometryczne jak waga, czy BMI ( Body mass index wyrażony w kg/m^2 ) który parametr dostosowuje naszą wagę do wzrostu. Mówimy o najlepszej wadze gdy BMI wynosi 18,5-24,9; nadwadze 25-29,9 i otyłości > 30 kg/m^2. Za nadwagę i otyłość odpowiedzialna jest tkanka tłuszczowa. Duże znaczenie ma miejsce gdzie odkłada się tłuszcz. Odkładany na biodrach czy udach prowadzi do otyłości typu „gruszka” – mniej szkodliwej metabolicznie. Najbardziej szkodzi nam – otyłość typu „jabłko” – wystający brzuch i jest źle gdy obwód ( mierzony 3-5 cm nad pępkiem ) u pań jest większy niż 88 cm a u panów większy niż 102 cm . Jeśli nie jesteś pewna/y czy masz otyłość brzuszną to odmierz sznurkiem swoją wysokość, złóż na połowę , obwiąż się w pasie i spróbuj połączyć końce sznurka przed pępkiem… . Zrobione? Jak nie możesz połączyć „koniec z końcem” to jest problem. Jest duże prawdopodobieństwo rozwinięcia się chorób metabolicznych: cukrzycy, miażdżycy, chorób naczyń wieńcowych, nadciśnienia tętniczego krwi a nawet demencji i chorób nowotworowych.
W naszym społeczeństwie ok. 30% ludzi ma znaczną nadwagę lub otyłość. I aż 80% z nich ma przewlekle choroby wynikające z nadmiaru tkanki tłuszczowej. 70 % ludzi ma wagę prawidłową. Ale czy osoby będące w tej ‘’dobrej wadze” są odporne na te choroby? Nie do końca, bo aż 40 % ludzi szczupłych ma przewlekłe choroby metaboliczne, dlaczego? Odpowiedź dały badania obrazowe przy pomocy rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej jamy brzusznej. Szczególnie u ludzi szczupłych, ale prowadzących siedzący tryb życia mamy do czynienia z otłuszczeniem narządów jamy brzusznej z tzw. tłuszczem wisceralnym. Są to osoby określane jako TOFI ( thin on the outside , fat on the inside ) – szczupłe na zewnątrz, otłuszczone wewnątrz. Jak cukierki tofi niby twarde na zewnątrz a w środku miękkie. Przeważnie osoby te mają słabo rozwinięte mięśnie i są mało wydolne fizycznie. Można stąd wyciągnąć wniosek , że wystarcza mniej jeść i więcej ćwiczyć i będziemy zdrowsi, że sami ponosimy odpowiedzialność za swoją otyłość i jeśli nam się nie udaje to jest to skutek naszej słabej woli. Nie jest prawda. Musimy się zmierzyć z dużo poważniejszy przeciwnikiem – całym systemem społecznym i ekonomicznym, który mimochodem promuje otyłość.
W celu zobrazowania ogólnych wskazówek zdrowego żywienia została skonstruowana tzw. Piramida Żywieniowa, ostatnio wzbogacona o najniższe i najszersze piętro: ruch fizyczny – co jest bardzo ważne. Ale jest z tą Piramidą pewien szkopuł. Sformułowaniu jej nie towarzyszyły skrupulatne badania medyczne. Wynika to z samej natury ogólnych zaleceń, bo nie da się porównać dwóch grup ludzi, w której jedni będą a drudzy nie będą stosować się do tak wielkiej ilości wskazówek zdrowotnych i tak np. przez 10 lat. Mówiąc językiem naukowym sformułowaniu zaleceń towarzyszyły tylko nieliczne i mało liczebnie randomizowane badania kontrolne. Jest wiele wyjątków w „naturze”. Bo jak wytłumaczyć fakt , że Francuzi spożywający dużo tłuszczy ( i pijący dużo alkoholu ) mają bardzo niski współczynnik chorób serca, co nazwano nawet „francuskim paradoksem” a Finowie spożywający dużo tłuszczy ( i…pijący dużo alkoholu) mają jeden z najwyższych w świecie współczynników chorób serca? W praktyce problemem jest też skuteczność diet. Większość z nich rzeczywiście działa w przeciągu kilku czy kilkunastu miesięcy. Jak jednak obliczono, u 80% ludzi na diecie waga po dwóch latach wraca do pozycji wyjściowej – powodując efekt jo-jo. Drugim poza dietą zagadnieniem jest wysiłek fizyczny i jego rola w odchudzaniu. Porównano jakie jest zaopatrzenie metaboliczne przeciętnego mieszkańca USA i przedstawiciela plemion zbieracko-łowieckich żyjących w Afryce. I pomimo , że ci łowcy i zbieracze pokonują dziennie 9-14 km ( czyli od 12 do 18 tys. kroków ) – więcej w ciągu dnia niż przeciętny Amerykanin czy też Polak w ciągu tygodnia, to ich zużycie dzienne kalorii jest…takie same. Ludzie mają zaprogramowany maksymalny metabolizm tak jak mają stały wzrost, chodzenie czy bieganie nie wymaga aż takiego zużycia naszych zapasów energetycznych jak nam się wydaje. Większa aktywność ruchowa powoduje raczej zwiększenie efektywności energetycznej czy spowolnienie innych procesów np. immunologicznych, co paradoksalnie jest korzystne bo zmniejsza przewlekły stan zapalny i stres. Wysiłek fizyczny nie sprawdza się dobrze jako metoda na pozbycie się zbędnych kilogramów. Co nie znaczy byśmy nagle zaprzestali się ruszać bo ruch jest wybitnie nam potrzebny dla naszego zdrowia i żaden lek nie jest go w stanie zastąpić. Gdy już uda nam się obniżyć wagę, to ruch pozwoli ją zachować.
Analiza wielu badań medycznych pozwoliła sformułować wniosek, że odpowiedzialność za naszą otyłość ponosi nasza nowoczesna dieta zwana „dietą zachodnią”, „globalną dietą przemysłową”, dietą wysokoprzetworzonych produktów spożywczych, „zbyt gęstą energetycznie” ( do czego nie jesteśmy genetycznie przystosowani ), pełną konserwantów zakłócających homeostazę naszych mikrobów jelitowych. Nie zauważyliśmy jak nasza dieta zmieniła się w ciągu ostatnich 50 lat – dzieje się to przed naszymi oczami chodź tego nie widzimy.
Tak duże tantiemy dla wspominanego na początku Wańkowicza, i to tylko za dwa słowa „cukier krzepi”, świadczą o bardzo dużym wysiłku przemysłu spożywczego w skłonieniu nas do zakupu coraz większej ilości wysokoprzetworzonej żywności. Biznes ten kierując się zyskiem i koniecznością zbytu produktów nowoczesnego rolnictwa ( z nadprodukcją wręcz na granicy opłacalności ) dostarcza nam obfitości stosunkowo taniej żywności. Ma to dobre strony: możemy długo magazynować żywność, wydaje się, że skutecznie opanowaliśmy głód, nie obawiamy się , jakże częste kiedyś występujących , chorób związanych z nieświeżą żywnością, epidemii chorób przewodu pokarmowego. Jest jednak i „ciemna strona” takiej diety – nie do końca służy ona naszemu zdrowiu.
W takiej diecie mamy 3 rzeczy niedoborowe i 6 rzeczy nadmiarowych.
Jest w niej – po pierwsze: za mało włókien roślinnych ( potrzebnych dla naszych bakterii jelitowych ),
po drugie: za mało kwasów omega -3 tłuszczowych ( potrzebnych naszemu mózgowi i sercu )
i po trzecie: za mało witamin i wielu minerałów .
Za dużo jest za to:
kwasów trans-tłuszczowych ( jeden z czynników powstania miażdżycy ),
aminokwasów rozgałęzionych: leucyny, izoleucyny i waliny ( w wołowinie, drobiu i rybach – zwłaszcza zwierzętach karmionych ziarnem kukurydzianym – przedwczesne starzenie się organów wewnętrznych ),
kwasów omega-6 tłuszczowych ( większość olei roślinnych, tłuszczy wielonienasyconych – nasilenie procesów zapalnych)
alkoholu ( trucizna dla mózgu i wątroby ),
środków konserwujący ( zwłaszcza azotanów ) i soli
CUKRU !
Czysty rafinowany cukier pojawił się w naszej historii stosunkowo późno, bo wraz plantacjami trzciny cukrowej w XVII wieku i uprawą buraków cukrowych od czasów napoleońskich ( jako odpowiedź na blokadę handlu trzciną cukrową ). Z każdym wiekiem cukier stawał się coraz tańszy i łatwiej dostępny i bardziej pożądany. AHA – Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne zaleca by spożywać jego nie więcej niż 6-9 łyżeczek na dobę a tymczasem przeciętny mieszkaniec krajów zachodnich przyjmuje ponad 22 łyżeczki na dobę, często w produktach w których nikt się go nie spodziewa. Normę dobową zapotrzebowania na cukier wyczerpuje w zasadzie już jedna puszka „słodkiego napoju przemysłowego” ( tej firmy i tamtej też ). Obliczono, że 150 kcal zawartych w słodkim napoju i pitym codziennie – zwiększa prawdopodobieństwo rozwoju cukrzycy 11 krotnie. Oznacza to, że w ciągu roku cukrzycę rozpozna się u 1,1 % zamiast 0,1 %. Rzeczywistość jest jeszcze gorsza, bo przeciętny Europejczyk pije 2 i pół puszki. Cukier odpowiedzialny jest w 30% za epidemię cukrzycy. Co więcej, ok. 20% ludzi jest uzależniona od cukru. Nawiasem mówiąc, podobny odsetek ludzi jest uzależniony od alkoholu. Największą epidemię cukrzycy przeżywają obecnie kraje muzułmańskie nad Zatoką Perską gdzie już ponad 12% mieszkańców ma tą chorobę. Spowodowane jest to koniecznością picia dużej ilości płynów w tym gorącym klimacie. Wcześniej cukrzyca była tam prawie nie znana ale wraz z bogactwem, mieszkańcy zaczęli przedkładać słodkie napoje nad wodę. CUKIER NIE KRZEPI.
Czy możemy się bronić ?
W następnym artykule opiszę – na podstawie nowych badań – ogólne zasady, które pomogą nam poprawić dietę jak i sposoby dobrania jej dla siebie. Spróbuję odpowiedzieć na pytanie : Czy istnieje najlepsza dieta dla Ciebie? Czy jako społeczeństwo możemy coś zrobić by zmniejszyć ilość chorób metabolicznych?

Tomasz Masternak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *