O Mieszku I, jego drużynie i perypetiach z Niemcami

Nasz pierwszy historyczny władca nie miał lekkiego życia. Większość swego panowania Mieszko spędził w siodle. Do księstwa, które odziedziczył po swoim ojcu zaczął przyłączać nowe ziemie. Niekiedy odbywało się to drogą pokojową, lecz najczęściej lała się krew i spadały głowy. Bywało, że na podbitych terenach palił zdobyte grody, a na ich miejscu stawiał nowe i obsadzał je swoimi ludźmi. Ale niestety nie zawsze wszystko szło po jego myśli. Sen z powiek spędzali mu Wolinianie i Wieleci, którzy dwukrotnie sprawili mu porządne lanie. Mocno niepokoiło go także to, że Cesarstwo Niemieckie rosło w siłę i było kwestią czasu kiedy Niemcy najadą i zaczną łupić jego ziemie pod pretekstem walki z pogaństwem. W obliczu tej sytuacji Mieszko postanowił zawrzeć sojusz z czeskim królem Bolesławem Okrutnym. W ramach tej nowej przyjaźni w 965 roku ożenił się z jego córką Dobrawą, a rok później przyjął chrzest. Czynem tym włączył piastowskie księstwo do rodziny europejskich, chrześcijańskich krajów. Dzięki pomocy wojskowej od swego teścia udało mu się pobić Wieletów i Wolinian, którzy uznali jego zwierzchność i musieli mu płacić lenno. Rosnące w siłę księstwo Mieszka zaniepokoiło margrabiego niemieckiego, zarządcę Marchii Wschodniej Hodona. Skumawszy się z Wolinianami niespodziewanie najechał polskie ziemie w czerwcu 972 roku. Jednak pod Cedynią zagrodzili mu drogę wojowie naszego księcia. Bitwa jaka się tam odbyła, rozegrała się zgodnie ze sprytnym i genialnym planem Mieszka. Polski władca doskonale zdawał sobie sprawę, że w tym miejscu znajduje się bród na Odrze i że tylko tą drogą nadejdą najeźdźcy. Tutaj też osobiście oczekiwał ich Mieszko na czele pieszych tarczowników. Zabieg ten miał na celu uśpienie czujności wroga. Po krótkiej walce Polacy zaczęli się wycofywać. Pewne rychłego zwycięstwa wojska Hodona z impetem ruszyły za nimi w pościg. Jednak spotkała ich przykra niespodzianka. Zza pobliskiego wzgórza spadł na nich grad strzał wypuszczony przez ukrytych tam łuczników. Ale to nie wszystko. Na tyły Niemców uderzyła ciężko zbrojna konnica dowodzona osobiście przez Czcibora- brata Mieszka I. I to przechyliło szalę zwycięstwa na stronę Polaków. W tym samym czasie książę przegrupował swoich tarczowników i ponownie włączył się do bitwy. Wciągnięty w zasadzkę wróg został doszczętnie rozbity.

Były to czasy kiedy często zmieniano sojusze. Książę Mieszko jako świetny strateg i polityk raz był stronnikiem Czechów i wspólnie lali Niemców, innym razem odwrotnie. Było to dyktowane interesami księstwa. Piękny popis swego talentu dyplomatycznego zaprezentował na zjeździe w Kwedlinburgu w kwietniu 986 roku. Matka sześcioletniego Ottona III cesarzowa Teofano zaprosiła wszystkich panów Rzeszy i sojuszników cesarstwa, którzy mieli wspólnie wyprawić się na wojnę z poganami. W czasie tego zjazdu zaproszeni goście składali drogocenne dary dla cesarzowej i jej syna. Kiedy przyszła kolej na naszego księcia jego drużynnicy zaczęli ustawiać przed tronem skrzynie z podarunkami, a sam Mieszko rzekł: Dla króla Ottona mój syn Bolesław ma specjalny prezent. Po czym zaklaskał w dłonie i wprowadzono pięknie przystrojonego dwugarbnego wielbłąda. To egzotyczne zwierzę zrobiło ogromne wrażenie na wszystkich obecnych, którzy długo jeszcze opowiadali o tym zdarzeniu. Lecz najwięcej radości prezent sprawił małemu Ottonowi, który od tamtej pory był wiernym przyjacielem naszego władcy Bolesława Chrobrego. Był to jedyny okres w dziejach narodu polskiego, kiedy stosunki z Niemcami były przyjazne i partnerskie.

Jako miłośników koni i kawalerii nas najbardziej zainteresowała książęca drużyna. Uważa się ją za pierwszą polską konnicę. Książę mając oddanych sobie wojowników mógł sprawniej władać państwem i otoczyć właściwą ochroną swoich poddanych. W skład drużyny wchodzili współplemieńcy księcia, najemnicy, a nawet niewolnicy. Byli to młodzi ludzie rządni przygód, którzy musieli wykazać się odwagą, wolą walki i wiernością. Nazwa „drużyna” pochodzi od zespołu druhów, a więc przyjaciół wodza i jego towarzyszy w walce. Książę każdemu z nich zapewniał udział w zdobyczy oraz godny byt w czasie pokoju. O drużynie Mieszka I wiemy z relacji Ibrahima ibn Jakuba: „Pobierane przez niego podatki idą na żołd jego mężów. Ma on 3 tysiące pancernych podzielonych na oddziały. A gdy jednemu z nich urodzi się dziecko książę każe wypłacać mu żołd od chwili urodzenia bez względu na płeć. A gdy dziecię dorośnie żeni go i wypłaca za niego dar ślubny”.

Oprócz doborowej konnicy miał książę inne, gorsze wojsko – lekką jazdę. Jazda ta poruszała się na małych konikach polskich i była nieopancerzona. Do jej uzbrojenia należały włócznie i topory. Drużyna zaś poruszała się na ciężkich koniach zachodnich. Wojowie byli odziani w nitowane kolczugi i ozdobne hełmy. Ich broń stanowiły miecze, włócznie i tarcze. Ciekawostką jest to, że zdobione hełmy posiadała tylko jazda. Wiązało się to z tym, że żołnierz na koniu był najmniej narażony na ciosy w głowę. W przeciwieństwie do niego, piechur chroniony tarczą często obrywał w głowę i bywało, że po jednej bitwie jego hełm nadawał się na złom. Wraz z pojawieniem się konnicy zaistniała konieczność hodowli koni. W tamtych czasach tylko wojsko korzystało z wierzchowców. Do prac rolnych i transportowych używano głównie bydła, a w szczególności wołów.

Najstarszym synem Mieszka I był Bolesław zwany przez potomnych Chrobrym. To właśnie jego książę wychowywał na swego następcę. Gdy Bolko osiągnął wiek męski ojciec przekazał mu połowę swej przybocznej drużyny. A działo się to w niezwykłych okolicznościach. Podobno w dzień przesilenia zimowego Mieszko umówił się ze swym nastoletnim synem nad brzegiem zamarzniętego jeziora. Kiedy Bolko przybył na miejsce, na brzegu paliło się wielkie ognisko, a przy nim oczekiwał go ojciec ze swymi drużynnikami. Mieszko bez zbędnych ceregieli wręczył młodemu księciu topór i kazał mu wyrąbać dziurę w lodzie. Bolesław całkowicie nieświadom tego co go czeka, z przykrością pomyślał, że ojciec chce go zgładzić i jak nic zostanie utopiony pod lodem. Jednak jak na rycerza przystało nie okazywał trwogi. Jakież było jego zaskoczenie kiedy do wyrąbanej przerębli zbliżył się ojciec, rozebrał się do naga i wskoczył do lodowatej wody. Gdy się z niej wynurzył kazał to samo zrobić synowi, co też młody książę niezwłocznie uczynił. Po kilkakrotnym zanurzeniu w wodzie Mieszko z Bolesławem wyszli na brzeg. Tam czekała już służba z ciepłymi futrami i gorącym miodem. Okazało się, że tajemnicza kąpiel w lodowatych wodach jeziora była wstępem do przekazania Bolkowi części książęcej drużyny. Wykonując rozkaz ojca młodzieniec udowodnił swą odwagę, pokazał, że jest gotowy na wszystko i że godzien jest dowodzić swą własną drużyną. Na koniec tego niezwykłego wydarzenia dumny ojciec serdecznie uściskał syna i z uśmiechem rzekł: Synu, ty i tak miałeś lekko, bo kiedy mnie ojciec przekazywał drużynę i kazał wskoczyć do przerębli był taki mróz, że drzewa z hukiem pękały.

Barbara Sęderowska
Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *