Na tropach Smętka

Smętek to w ludowym przekazie rdzennej ludności Warmii i Mazur taki sobie niespecjalnie szkodliwy diabeł, raczej skłonny do zadumy niż czynienia ludziom szkody. Stąd zapewne Melchior Wańkowicz: dziennikarz, pisarz i przekorna dusza, wykorzystał go w tytule książki napisanej w 1935 roku w rezultacie wyprawy po ówczesnych niemieckich Prusach Wschodnich. Nawiązał w niej do spotkań z wiceprezesem Związku Polaków w Niemczech Kazimierzem Donimirskim, poetą i artystą ludowym Michałem Kajką oraz wielu mazurskimi „polonusami”. Dał żywy obraz życia mniejszości polskiej w Niemczech, zawierający opisy narastających konfliktów pomiędzy ludnością polską i niemiecką, przeplatając opowieść refleksjami politycznymi i historycznymi na temat dziejów tych ziem od podboju przez Krzyżaków do czasów współczesnych Wańkowiczowi, czyli początku nazizmu. Przed wojną książka doczekała się sześciu edycji. Była nawet oprotestowania przez hitlerowski MSZ, które domagało się od Polski wycofanie książki ze sprzedaży. Tym sposobem Wańkowicz podpadł Niemcom i w chwili wybuchu wojny musiał uciekać do Rumuni. Z kolei po wojnie czyniono mu zarzuty, że wymieniając z nazwiska swoich rozmówców przyczynił się do prześladowania żywiołu polskiego przez nazistów. Z resztą wiele jego publikacji książkowych i znakomitych reportaży spotykało się ze sprzecznymi ocenami polskich sfer rządzących w kraju, na emigracji a nawet po wojnie. A pisał pięknym literacko językiem soczystej gawędy, nie stroniąc od dowcipnych przypowieści i anegdot. Na przykład w zbiorze opowiadań „Tędy i wędy” opisał spływ kajakowy Pilicą. Pewnego dnia zatrzymał się przy młynie żydowskiego młynarza. Gospodarz narzekał, że źle mu się powodzi, bo musi codzienne dokładać do nierentownego młyna. Na pytanie autora z czego więc żyje? Młynarz powiedział, że z szabasu! Dlaczego? Bo w szabas młyn nie pracuje i nie musi ponosić kosztów! Wańkowicz urodził się w 1892 r. w kresowej rodzinie ziemiańskiej. Osierocony we wczesnym dzieciństwie, wychowywany był przez krewnych. W 1914 r. ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Działalność polityczna była jego żywiołem. Najpierw pod rosyjskim zaborem, a potem w niepodległej Polsce. Brał udział w wojnie polsko – bolszewickiej 1920 r. w której odznaczono go Krzyżem Walecznych. W 1924 r. założył Towarzystwo Wydawnicze „Rój” publikujące głównie bestsellery literackie. Wówczas na zlecenie Związku Cukrowników wymyślił słynny slogan reklamowy „Cukier krzepi” za który otrzymał honorarium 5000 zł. (dwukrotnie wyższe niż pensja Prezydenta RP). W 1933 r. wybrał się w gronie pisarzy do Związku Radzieckiego. Zafascynowany komunistyczną ideologią wydał książkę „Opierzona rewolucja”, za co spadała na jego głowę fala krytyki. Lecz rewolucyjny temperament szybko mu minął, gdy w 1939 r. Rosja okazała się agresorem. Podobnie rzecz się miała, gdy w 1938 r. minister Eugeniusz Kwiatkowski zaproponował mu napisanie reportaży propagujących budowę Centralnego Okręgu Przemysłowego. Zbiór p.t. „Sztafeta” zbiegł się z zajęciem przez Polskę Zaolzia. Entuzjastyczny stosunek autora do aktu agresji spowodował kolejna falę krytyki tym razem środowisk antysanacyjnych. I tak po raz kolejny Wańkowicz podpadł. Odczuł to boleśnie w czasie wojennej emigracji. Po ucieczce z Polski przez Rumunię, Cypr dostał się do Palestyny, gdzie za wstawiennictwem Jerzego Giedroycia wstąpił do II Korpusu WP. Gen. Anders powierzył mu funkcję kronikarza. W 1944 roku uczestniczył w kampanii włoskiej II Korpusu w tym słynnym szturmem na klasztor Monte Cassino. Podczas trwających dwa tygodnie walk starał się odwiedzić na linii frontu każdą kompanię, każdy pluton, często z narażeniem życia. Całą batalię opisał w trzytomowym dziele „Bitwa o Monte Cassino”. Po raz pierwszy wydanym w 1947 r. przez Wydawnictwo Kultury i Prasy II Polskiego Korpusu w Mediolanie. Książka natychmiast spotkała się z wielkim uznaniem zarówno wśród krytyków, jak i zwykłych żołnierzy i do dzisiaj pozostaje najpopularniejszą pozycją w dorobku pisarza. Jak sam wspomina … „Trylogię (…) napisałem wbrew przysłanym bubkom-korespondentom, po których nie zostało nic. I nagle okazało się, że wojna wilgotną gąbką starła z tablicy mój ujemny debet, narosły poważne aktywa. Gdy przyjechałem z Włoch do Londynu, przerwano posiedzenie,(rządu) by mnie witać, powstając”… W 1947 roku wydał w Londynie zbiór p.t. „Wrzesień żagwiący”, w którym umieścił opowieści o obronie Westerplatte i Hubalczykach. Jeszcze będąc we Włoszech spotkał się z mjr H. Sucharskim, który ukrył przed nim, że po pierwszym ataku na Polską Redutę załamał się nerwowo, a właściwą obroną Westerplatte dowodził kpt. Franciszek Dąbrowski. Niedługo potem wydał kolejny zbiór felietonów p.t. „Kundlizm” ganiących wady narodowe Polaków. Tym razem emigracja londyńska zerwała z nim wszelką współpracę. Wyemigrował więc do córki w USA gdzie napisał sagę rodzinną p.t. „Ziele na kraterze” z wątkami Powstania Warszawskiego w którym zginęła jego córka Krystyna. Gdy w Polsce nastała „październikowa odwilż” postanowił niezwłocznie wrócić do Ojczyzny. 23 marca 1959 r. przy szczelnie wypełnionej Sali Kongresowej PKiN w Warszawie (byłem obecny!) wygłosił odczyt na temat bitwy pod Monte Cassino zakończony odśpiewaniem przez publiczność pieśńi „Czerwone maki…” W 1964 r. podpadł władzy ludowej za podpisanie tzw. „listu 34” grupy intelektualistów przeciwko zaostrzeniu cenzury. List został przekazany Radiu „Wolna Europa”. Posądzono o to Wańkowicza i skazano na 3 lata więzienia. Lecz ze względu na popularność pisarza władza miała z nim kłopot i nie wykonano kary a on nie składał apelacji. Natomiast ze szczoteczką do zębów i ciepłymi gaciami parokrotnie stukał Wańkowicz do bramy więzienia na Rakowieckiej chcąc odbyć przysądzoną mu karę. Ostatnim jego dziełem była „Karafka la Fontanie’a”. Tytuł pochodzi od anegdoty o francuskim bajkopisarzu Jeanie de La Fontaine, którego poproszono kiedyś w gospodzie o rozstrzygnięcie sporu, jakiego koloru są promienie słoneczne odbijające się w stojącej na stole kryształowej karafce z winem. Jeden z gości siedzących przy stole twierdził, że są czerwone, drugi, że niebieskie, a trzeci, że różowe. La Fontaine obszedł stół dookoła i stwierdził, że wszyscy z biesiadników mają rację. Zależy, z której strony się patrzy, ponieważ promienie słoneczne załamują się w karafce, dając różne kolory. Ta prorocza pointa, niestety, pasuje do mentalności Polaków. Każdy widzi co innego i… każdy ma rację? Polski „Smętek” – Melaś, jak go w młodości zdrobniale nazywano w rodzinie, zmarł w 10 września 1974 roku. Szkoda tylko, że dziś niewielu wspomina tego znakomitego pisarza i publicystę.

Wojciech Kotasiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *