Pewnie myślicie…czyli „święta, te same a jednak inne”

Pewnie myślicie: „Niedługo Wielkanoc, kilka dni odpoczynku”. Niby tak; do pracy wprawdzie nie idziemy (no, powiedzmy, że większość z nas, są przecież zawody co to „świątek, piątek i niedziela…). Weźmy jednak tych co w czasie świąt do pracy nie idą. Zakładając,że będziemy rzeczywiście leżeć i pachnieć to może odpoczynek to jakiś będzie, chociaż jeśli ktoś tak jak np. ja odpoczywa raczej aktywnie to to leżenie już po kilku godzinach totalnie go wymęczy. Dajmy jednak na to, że lubimy leżeć, to w święta to raczej niemożliwe. Trzeba coś jeść. Pomyślicie: „przecież gotowaliśmy cały tydzień!”. Ale ziemniaczki świeże do obiadu by się przydały itp.,w najlepszym wypadku coś odgrzać a potem naczynia pomyć, bo jeśli nawet smakowitości świąteczne szykujemy już tydzień przed, to w same święta tego ogromu jedzenia też nam nikt do łóżka nie poda. Nie mówię, żeby nie jeść, ale duża ilość potraw to zobowiązanie do ich zjedzenia „bo szkoda”.  To nam nie przysporzy zdrowia. Psychicznego, ale i nasz żołądek ciężko to potem odchoruje. No, chyba że zapościmy przez 40 dni (wg tradycji?) ale po tak długiej przerwie też wskazany umiar więc…przejdźmy do sprzątania. Kiedyś trzeba to zrobić. Ale dlaczego wszystko odkładamy na święta? Jakby nie można w którąś sobotę tych okien umyć. A my czy aura sprzyja czy nie okna przed świętami pucujemy. I nie tylko okna. W pośpiechu czy się zdąży ze wszystkim i dokładnie jakby to jakiś konkurs był i to z terminem nieprzekraczalnym. Co odpowiemy „obcemu”, który zapyta co to święta? Mycie okien, pastowanie podłóg, ścieranie kurzy z górnych szafek w kuchni, gotowanie od świtu do nocy?

Mamy więc dwa dni przeznaczone na świętowanie a my padnięci. A gdzie stół biesiadny pięknie udekorowany jak nakazują kolorowe czasopisma?. Najchętniej byśmy na nim położyli głowę i to tak bez obrusa i po prostu te święta przespali. Siedzimy przy nim na siłę, uśmiechamy się na siłę, jemy też właściwie z przymusu bo nam się potrawy opatrzyły w trakcie gotowania.

A goście, jeśli tacy będą? Czasem są to po prostu wymuszone odwiedziny, uśmiechy chociaż nie mamy siły nawet kącika ust do góry podnieść.

Dzieci też z „tych” świąt wiele nie mają. Może oprócz nadwagi i tego, że uczyć się nie trzeba. Małe niewiele rozumieją bo prezentów nie ma (chociaż już ktoś wymyślił świątecznego zajączka). Większe (to te co wiedzą wszystko najlepiej i może w tym wypadku mają rację) zaczynają rozumieć, że święta to więcej udawania, pozorów kiedy wszyscy starają się dla wszystkich a tak naprawdę nikt nie stara się dla siebie. Niektórzy z nas dorosłych nie do końca potrafią wytłumaczyć dziecku istotę świąt. Po prostu idą z prądem bo tak robi większość, spędzając je tak bo tak wypada, z tymi z którymi trzeba a nie z którymi mieliby ochotę je spędzić.

I w myśl powiedzenia „święta, święta i po świętach” te święta mijają a my… przejedzeni, przemęczeni, rozczarowani zabieramy się za poświąteczne porządki (czytaj. wysprzątanie lodówki tudzież balkonu, piwnicy bo w lodówce nie wszystko się zmieściło) czyli wyrzucanie połowy tego co na te święta wystaliśmy w kolejkach i w pocie czoła upichciliśmy. Nie mówiąc o wydanych na to niemałych pieniądzach, bo chociaż co roku obiecujemy sobie, że to już ostatni raz, że następnym razem kupimy mniej to pod wpływem wypełnionych po brzegi wózków i koszyków innych „gorliwie wierzących” klientów sklepów, cukierni itd. nie sposób się powstrzymać…Czemu kupujemy tyle? Przecież na co dzień też nie głodujemy.

Nie mam absolutnie nic przeciw tradycji, święta mają dla mnie duże znaczenie. Ale chciałabym je przeżyć bez tej nerwowej atmosfery zamiast wyciszenia i przeżywania tego co w tych świętach istotne.

Może pomyślmy „w tym roku będzie inaczej!” Sytuacja jest do uratowania, jeszcze zakupy nie zrobione. Zostawmy za sobą świąteczną bieganinę, kilometrowe kolejki w sklepach…To wcale nie oznacza rewolucji w naszym życiu i porzucenia wiary.

Myślę tu o tych którzy z jakiegoś powodu nie lubią świąt (nie mają dla kogo, myślą jak tu te święta ominąć, a jeśli mają dla kogo to temu komuś już mniej na tych wspólnych świętach zależy w takiej tradycyjnej formie. ) ale i o tych , którzy święta nawet lubią ale nie mają na nie siły po prostu .

Ktoś mądry napisał, że ludziom potrzeba w życiu więcej sensu. Ludzie, którzy szukają sensu są szczęśliwi dużo częściej, przy okazji. I ja się z tym zgadzam.

Święta to czas spędzony razem przede wszystkim. A bóg jest wszędzie.

Jeśli zrezygnujemy z niektórych świątecznych „konieczności” to oszczędzimy czas, a tego we współczesnym życiu brakuje nam najbardziej. Podarujmy sobie ten czas. Tylko dla bliskich, tylko dla siebie. Na pewno poczujemy wtedy ducha świąt.

Jeśli już musimy zostać w mieście idźmy na wspólny spacer, pograjmy z dziećmi w grę, na którą normalnie nie mamy czasu. Kupmy kawałek ciasta, nie musi być tradycyjne ale takie, które szczególnie lubimy a jemy „od święta”.

A Ci, którzy nie potrafią odpoczywać siedząc w miejscu a tlen potrzebny im jest do życia jak…”tlen”?.

Może lepiej w te święta wyjechać. Do kościoła można wejść wszędzie. Może fajnie byłoby poznać tę samą tradycję w innym miejscu, z innego punktu widzenia. Czasem gdzieś obok różni się ona szczegółami, które warto poznać. Nuda nam nie grozi.

Pomyślicie: „skąd pieniądze na ten wyjazd?”. Gdybyśmy tylko policzyli wydatki świąteczne…To nie muszą być Malediwy, wszak wcześniej nadmieniłam, żeby wejść do kościoła a tam chyba inna wiara. Może po prostu agroturystyka gdzie doświadczymy i posmaku świąt i świeżego powietrza do woli, w jakimś małym kościółku odwiedzimy grób Pana Jezusa, żeby tradycji stało się zadość. W malowniczym otoczeniu gdzie podadzą nam swojskie, wielkanocne przysmaki a o porządkach pomyśli ktoś inny. Nie musi to być wyjazd tygodniowy, bo przecież zaraz po świętach do pracy. Wbrew pozorom taka krótka podróż mniej nas wymęczy niż same święta spędzone w domu.

Odważmy się spędzić je nie tak jak wypada, ale tak jak tego potrzebujemy, bez przymusu. Zróbmy to inaczej niż dotychczas. Oczywiście jeśli są wśród nas  tacy, którzy spędzali święta do tej pory w taki czy inny sposób (gotując, spotykając się z rodziną, którą naprawdę lubią itd.) i byli z tego powodu autentycznie szczęśliwi i naprawdę tego chcą, niech tak zostanie a my możemy im tylko zazdrościć i życzyć wesołych świąt. Naprawdę!!!

Agnieszka Rusak-Mruk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *