Daniel Olbrychski i konie

Opowieści starego koniarza

Mamy w Polsce wielu znakomitych aktorów. Wielu z nich jeździ konno. Ale niewątpliwie najlepszym jeźdźcem i znawcą koni jest Daniel Olbrychski. Już od najmłodszych lat miał kontakt z końmi. Były to poczciwe wiejskie koniska robocze, na których wraz z rówieśnikami jeździł na oklep. Brał udział w szalonych galopadach i radosnym pławieniu koni. Jak sam przyznaje była to dobra szkoła.

Jednak prawdziwa przygoda z końmi zaczęła się od roli Rafała Olbromskiego w „Popiołach” w reżyserii A. Wajdy według powieści S. Żeromskiego. Olbromski „do konia był i jest stworzony”. Dlatego nasz aktor żeby dobrze zagrać tę rolę musiał wykazać się znakomitym kunsztem jeździeckim. Uczył się więc od najlepszych w Polsce. Jego nauczycielem był ówczesny trener polskiej kadry skoczków, przedwojenny kawalerzysta major Wiktor Olędzki. Olbrychski zwrócił się do majora z prośbą aby ten nauczył go w ciągu roku doskonale jeździć konno. Na co major roześmiał się i spytał: „a czy nie chciałbyś  mając 6 lat nauczyć się wyższej matematyki w ciągu 3 miesięcy? Bo twoją prośbę można do tego porównać.” Początki były trudne. Przez pierwsze tygodnie nasz bohater musiał jeździć bez strzemion aby mieć prawidłowy dosiad. Jazda bez strzemion wymuszała mocnego trzymania się łydkami boków konia. Dlatego lała się krew, bolał tyłek i wszystkie kości. Po kilku tygodniach młody aktor poprosił o  przerwę w zajęciach ze względu na niegojące się rany na nogach powstałe wskutek otarcia. Major obejrzał nogi swego ucznia, pokiwał z dezaprobatą głową i powiedział: „Oj, niedobrze, niedobrze.” Olbrychski ucieszył się, że będzie przerwa. A major na to: „Niedobrze, bo rana powinna być nie z tyłu łydki, tylko po wewnętrznej stronie. Jak tu będziesz miał rany to wtedy dam ci strzemiona.” Cierpliwa, systematyczna praca, przywiązywanie uwagi do wszechstronności wyszkolenia, a wreszcie wykorzystanie doświadczeń „grudziądzkiej szkoły jazdy” sprawiły, że młody Daniel szybko osiągnął niewiarygodne postępy. W czasie kręcenia „Popiołów” Olbrychski  osobiście brał udział we wszystkich niebezpiecznych scenach. Był młody, wysportowany i nie czuł potrzeby angażowania kaskaderów. Podobnie było w innych filmach. Swoją brawurą nieraz wywoływał u reżysera i pozostałej ekipy przerażenie i palpitację serca. Dramatyczna historia miała miejsce podczas kręcenia sceny szarży pod Samosierrą. Doszło tam do nieszczęśliwego wypadku. Odgrywający upadek z konia w galopie major Królikiewicz tak niefortunnie zleciał na ziemię, że złamał sobie kręgosłup. Ekipa uznała to za zły omen i nikt nie chciał podjąć się dalszego ryzyka. Wówczas zgłosił się młody Daniel. Jak się okazało upadki z konia podczas szybkiej jazdy nie były dla niego problemem, gdyż uprawiał judo i był doskonale przygotowany fizycznie.

Jak to na planie często bywa nie wszystko da się przewidzieć. Mrożąca krew w żyłach sytuacja miała miejsce w czasie kręcenia sceny kiedy Olbromski konno ucieka przed wilkami. Zima, głęboki śnieg, Olbrychski pędzi konno. Pięć groźnych owczarków niemieckich udających stado wilków rzuca się w pogoń za nim. Odcinek nie jest długi więc aktor spodziewa się rychłego zakończenia sceny. Niestety osoby odpowiedzialne za przechwycenie psów nie zdążyły tego zrobić. Szaleńcza ucieczka, odtąd prawdziwa, trwa dalej. Olbrychski kieruje konia w przecinkę leśną, a psy nie odpuszczają. Dopiero po kilku kilometrach dają za wygraną. Skonany jeździec z równie umęczonym wierzchowcem wracają. Olbrychski widząc tłum ludzi, karetkę pogotowia i straż pożarną podjeżdża bliżej.  W zamieszaniu nikt go nie rozpoznaje. Pyta co się stało. Na co słyszy odpowiedź: „Panie, aktora poniosło! Ciała szukają.”  Wieczorem, kiedy wszyscy już ochłonęli treser A. Kułago nalał Danielowi kieliszek wódki i rzekł: „Danek, dobrze, że tak mocno siedziałeś w siodle, bo gdybyś wtedy spadł to połowa z tych psów nie goniłaby dalej za koniem, tylko zajęłaby się tobą”.

Chwile grozy przeżył nasz bohater podczas kręcenia sceny przeprawy przez skutą lodem Pilicę. W pewnym momencie lód się załamał i wraz z koniem jeździec wpadł do lodowatej wody. Silny prąd zaczął ich znosić. Przerażeni filmowcy krzyczeli, żeby puścił konia i ratował siebie. Olbrychski jednak zsunął się z wierzchowca do wody i ciągnąc go za wodze kierował się w stronę brzegu. Po wielkich trudach złapali grunt pod nogami i przy wiatach obecnych wyszli na ląd. Wyziębiony koń dostał pół litra czystego spirytusu na wiadro wody, a równie przemarzniętego aktora ratowano dużą porcją spirytusu, ale bez wiadra wody.

Jako jedyny aktor zagrał we wszystkich częściach Trylogii Hoffmana. Najwspanialszą postać Olbrychski wykreował w „Potopie”. Mowa tu oczywiście o niepowtarzalnym Kmicicu. Mając świadomość, że Polacy znają z lektury tę wspaniałą postać, musiał pokonać nowe wezwania. Poprawił muskulaturę ciała i nauczył się fechtunku. Udoskonalił sztukę jeździecką opanowując program ujeżdżania do perfekcji, co pięknie zostało pokazane podczas sceny poprzedzającej porwanie księcia Radziwiłła.

Aktor obecnie jest właścicielem dwóch wierzchowców. Na jednym z nich wystąpił w filmie „Ogniem i mieczem”. Posiada bogatą kolekcję siodeł i przedmiotów związanych z jeździectwem. Jedną z najcenniejszych jego pamiątek jest amerykańskie siodło kawaleryjskie – prezent od znanego amerykańskiego aktora i jeźdźca Kirka Douglasa.  Daniel Olbrychski gorąco propaguje tradycyjną polską szkołę jazdy. Chętnie bierze udział w pokazach historycznych, w trakcie których z pasją opowiada o swoich przygodach związanych z końmi. Mimo swoich 74 lat wciąż regularnie jeździ konno. Jak sam twierdzi jest to jego sposób na życie.

Aktor, który dzięki swym wspaniałym kreacjom filmowym stał się legendą polskiego kina, za naszym pośrednictwem przekazuje Wam drodzy czytelnicy gorące pozdrowienia.

Barbara Sęderowska

Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *