Po pierwszej rundzie

Pisząc ten tekst, nie mam pojęcia jakim rezultatem zakończyły się wybory do Eroparlamentu. Która z mocujących się stron polskiej sceny politycznej odtrąbiła zwycięstwo, a która nie uzyskała wystarczającej aprobaty elektoratu. Z resztą nie w tym rzecz. Jako uważny obserwator medialnych wystąpień co ważniejszych polityków, staram się zwykle rozumieć treść wypowiedzi i oceniać je  z punktu tzw. „zdrowego rozsądku”.  Inaczej mówiąc, kto bredzi, a kto trzyma się twardych faktów. Im bliżej było do daty wyborów tym wszystkie siły polityczne prześcigały się w argumentach a także sloganach i hasłach. Taka jest zasada walki politycznej i nie ma się co dziwić. Nie mniej na parę fragmentów kampanii warto było zwrócić uwagę. Jedna z partii okrzyknęła, że „Polska jest sercem Europy”. Jeśli chodziłoby o geograficzne położenie, to zgoda. Bo gdy na mapie wbijemy jedną nóżkę cyrkla gdzieś o okolicach Łodzi, a ściślej koło miejscowości Piątek  i zatoczymy krąg to rzeczywiście  odległość do Gibraltaru będzie mniej więcej taka sama jak do Kaukazu, Uralu,  Islandii lub Nord Cap w północnej Norwegii. Jednak należy się domyślać, że w haśle krył się inny przekaz z pewnością nie  geograficzny, a polityczny. Należy je rozumieć, że Polska jest liderem Unii Europejskiej, a takie „neptki” jak Niemcy, Francja, Beneluks itd. to tylko jakieś dodatki do polskiego przewodnictwa. Nie trzeba być głuchym i ślepym, żeby wiedzieć że  akurat jest odwrotnie. Serce Europy na pewno nie bije w Polsce, tylko tam gdzie zapadają strategiczne decyzje polityczne i gospodarcze.  Na tym poziomie publicznej debaty z zainteresowaniem słucham co na przykład  Premier miewa do powiedzenia ludowi. W porywach fantazji ogłosił, że Polska jest – uwaga! „ Doliną Krzemową”. Aby wyjaśnić co ta nazwa oznacza  – przypomnę. W latach 50. ubiegłego wieku  w dolinie Santa Clara w Kalifornii zlokalizowano centrum amerykańskich nowych technologii, głównie przemysłu komputerowego powiązanego z uniwersytetami i rządowymi centrami badawczymi. Jak wygląda polska rzeczywistość  w tym sektorze, do której obecny rząd specjalnie się przyłożył, nie trzeba się wysilać, aby porównanie w ustach premiera  było zwykłym „kapiszonem”. Idźmy dalej. Po objęciu urzędu premiera, w wywiadzie dla TV „Trwam” ogłosił (cyt.) …„Chcemy przekształcać Europę, ją z  powrotem (?), takie moje marzenie, rechrystianizować, bo niestety w wielu miejscach nie śpiewa się kolęd, kościoły są puste i są zamieniane na muzea. To wielki smutek”. Oczywiście, że smutek, bo wychodzi na to że Europę zamieszkują jacyś barbarzyńcy, których Premier chce nawrócić na wiarę katolicką. Nieopatrznie postanowił wyręczyć w tej misji Kościół. Podobnych osobliwych myśli nie brak w wielu jego  wystąpieniach. Ostatnio  powiedział, że jedzie do Brukseli uczyć innych jak sprawnie zarządzać państwem. Zaś przy innej okazji był uprzejmy powiedzieć, że pieniądze unijne wystarczyły zaledwie na remont chodników. Niech tam, i to dobre! A do Platformy i PSL-u miał pretensje, że (cyt.) „stracili dwa budżety”. Jakie? Bóg jedyny wie, bo wcale nie rozwinął swojej myśli. Już nie będę się zżymał nad grzmiącymi słowami, że „komuniści zablokowali  rozwój radomskiego lotniska”(?) Ale inny wysoko ustawiony polityk twierdził, że Radom leży bliżej śródziemnomorskich plaż niż lotnisko Chopina w Warszawie, więc i droga na wakacje będzie krótsza. Nie oczekuję od polityków większej błyskotliwości, ale to co mówią do „ciemnego ludu” powinno być przynajmniej logiczne, bo inaczej każdy głupek gotów jest w te bajania uwierzyć. I chyba o to chodzi. Właśnie    à propos wiary. Strajkujący nauczyciele wierzyli, że ich protest zostanie przez Premiera, Wicepremier i Minister Edukacji potraktowany poważnie. Dopiero Donald Tusk ujawnił, że Premier nie krył przed nim, że wszelkie kluczowe decyzje, które on powinien prezentować w Brukseli, są podejmowane na Nowogrodzkiej. Jeśli rzeczywiście tak jest, to i podwyżki dla sektora oświaty  byłyby możliwe, gdyby z Nowogrodzkiej poszedł komunika „dać”. A, że „Nowogrodzka” takiego komunikatu nie dała, więc Premier          – z całym uszanowaniem – kręcił, motał, zrzucał winę na brak pieniędzy w kasie albo na jakieś „okrągłe stoły”, zwłaszcza że mebel jest dla rządzących trefny więc stół okazał się prostokątny. Wychodzi więc na to, że politycy partii rządzącej mają przyzwolenie  na opowiadanie różnych fantazji byle były zgodne z liną partii. Wewnętrzna dyscyplina jest  zastanawiająca, że nikt nie waży się powiedzieć coś od siebie.  Mogę się domyślać, że w tym środowisku politycznym własne zdanie w jakiejkolwiek sprawie byłoby bardzo naganne, a kto wie czy nie skończyłoby się wykluczeniem delikwenta ze „wspólnoty ”. Ale frajerów nie ma aby kłaść pod topór „Nowogrodzkiej” własną głowę. Na finiszu kampanii przedwyborczej wybuchła bomba  z filmem braci Siekielskich ilustrującym kulisy pedofilskie w polskim Kościele katolickim.  Z okazji skorzystały głównie media pozarządowe. Problem oczywiście jest poważny, więc rząd w trybie ekstraordynaryjnym dosłownie z godziny na godzinę wniósł projekt ustawy o niebotycznym zaostrzeniu kar nawet do 30 lat wiezienia dla pedofili. Jak wiadomo Kodeks Karny przewiduje dwa rodzaje najwyższych wymiarów kar; 25 lat więzienia lub dożywocie. Takie wyroki dostają zazwyczaj mordercy lub osoby dopuszczające się innych najpoważniejszych przestępstw. Zdyscyplinowana  większość parlamentarna bez jakiejkolwiek prawnej refleksji projekt „klepnęła”. Wszystko dlatego, ze na jednej z konwencji Prezes ogłosił „ręka podniesiona na Kościół ..itd.” a tu naraz Polska zaczęła żyć tym co zobaczyła na filmie Siekielskich. Poruszony skalą sprawy, a najpewniej i gorączką przedwyborczą, rzucił hasło o zaostrzeniu kary  wykraczające poza ramy kodeksowe. No cóż Prezes zawsze ma rację, więc panowie Minister Sprawiedliwość i Premier niezwłocznie na konferencji prasowej ogłosili wszem i wobec, że prawo i sprawiedliwość ma być! Drzyjcie więc pedofile wszelkiej maści, bo do końca życia będziecie gnić w kryminale za swoje „figle z nieletnimi”. Właściwą pointą, którą wypadałoby zakończyć tę opowiastkę jest przysłowie: zanim język coś powie, najpierw powinna pomyśleć głowa. A z tym jak widać bywa nie najlepiej. Na tę okoliczność jest i  ludowe przysłowie …„jeśli masz rzec itd.…”  

                                                                                       Wojciech Kotasiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *