Pocztówka z …Tajlandii

– A czy wiecie Państwo skąd wziął się na świecie pierwszy komar?

– Nieeee

– Nie? To posłuchajcie… Dawno, dawno temu w pewnej wiosce w Wietnamie żył ubogi wieśniak Ngoc Lam…

Historia pracowitego Ngoc Lam i jego leniwej żony była jedną z wielu opowieści jakie usłyszeliśmy w ciągu 2 tygodni podróży, która była najwspanialszą przygodą w naszym życiu.

Ale od początku.

Na pomysł szalonej wyprawy w nieznane wpadliśmy siedząc w nadmorskiej kafejce. Azja była naszym pierwszym pomysłem, a wybór konkretnego regionu zajął już tylko chwilę. Zdecydowaliśmy się na „podbój” Tajlandii, Kambodży i Wietnamu.

I oto po ponad 12 godzinach lotu z przesiadką w Dubaju wyszliśmy z budynku lotniska i otoczyło nas gorące, parne powietrze Bangkoku. Wszystko było tu inne niż w Polsce – drzewa, domy, ludzie, ulice,  z zapartym tchem podziwialiśmy z okna autokaru  nowy, nieznany świat.

Bangkok okazał się miastem kontrastów, wspaniałe nowoczesne wieżowce sąsiadują  tu z rozpadającymi się domkami na palach i bajecznie kolorowymi świątyniami. Tajlandia to kraj, gdzie panuje buddyzm, posągi Buddy są tutaj wszędzie widoczne, lecz trzeba uważać – Budda to nie element folkloru tylko bóg, jego znieważenie grozi karą. Nie wolno nosić ubrań z wizerunkiem Buddy ani wywozić jego posążków z kraju.

W Bangkoku można zobaczyć wiele  posągów i świątyń Buddy. Trzy, które wywarły na nas największe wrażenie to świątynie Złotego Buddy, Leżącego Buddy i Szmaragdowego Buddy. Pierwsza z nich z zewnątrz nie jest tak okazała jak pozostałe, ale w środku kryje prawdziwy skarb – podziwiać w niej można mierzący ponad 3 metry i ważący 5 ton posąg Buddy wykonany ze złota. Wejście do świątyni wymaga odpowiedniego stroju, należy zakryć kolana i ramiona oraz zdjąć buty i nakrycia głowy.

Świątynia Leżącego Buddy –  odpoczywającej monumentalnej postaci o długości 46 metrów znajduje się na terenie jednego z największych kompleksów świątynnych w mieście. Otaczają ją wspaniałe ogrody, w których oprócz niezwykłej roślinności można zobaczyć liczne posągi i rzeźby związane z życiem i naukami Buddy. Na tym terenie znajduje się również pierwsza szkoła masażu założona w Tajlandii, która funkcjonuje po dziś dzień i przyciąga kursantów z całego świata. Trzecia ze świątyń – Świątynia Szmaragdowego Buddy, posągu wykonanego z jadeitu i ubranego w złote szaty, mieści się na terenie posiadłości władcy  Tajlandii, którym jest król Maha Vajiralongkorn. Choć sam król nie mieszka już w swoim starym pałacu to kompleks tętni życiem – zwiedzają go tysiące turystów dziennie. Tłum i upał nie są  w stanie w najmniejszym stopniu przyćmić wspaniałości królewskiej siedziby. Niezwykłe, monumentalne budynki z bogactwem misternych zdobień i przepychem złota zapierają dech w piersiach i pozostają w pamięci na zawsze.

Oczywiście Bangkok to nie tylko świątynie i pałace, wieczorem można zaznać innych wrażeń – na przykład  odwiedzić nocny targ Asiatiqe Riverfront. Tutaj spotkamy zwykłych mieszkańców miasta i posmakujemy orientu – dosłownie posmakujemy, bo na każdym kroku napotykamy sprzedawców oferujących lokalne dania – smażone mięso wszelakiego rodzaju, niezwykłe owoce i słodkości a dla chętnych przekąska w postaci smażonych insektów, pająków czy skorpionów. Jest tu tak kolorowo i hałaśliwie jak to sobie wyobrażaliśmy przed podróżą. Tajowie to ludzie niezwykle mili i uśmiechnięci, przebywając pośród nich czuliśmy się naprawdę wyjątkowo.
Tajska kuchnia przypadła nam do gustu, a jako smakosze owoców morza mogliśmy najeść się do syta krewetek, kalmarów i różnego rodzaju  skorupiaków

No i wreszcie rozrywka. Podobno będąc w Bangkoku nie można przegapić słynnego Calypso Show – widowiskowego spektaklu w rewiowym stylu. Postanowiliśmy to sprawdzić i nie zawiedliśmy się. Ponad godzinne show w najlepszym wykonaniu stanowiło fuzję  popkultury i folkloru  z  wielu zakątków świata.  Przy szklaneczce tajskiej whiskey podziwialiśmy artystów, w barwnych i fantazyjnych strojach i ich szalone, dopracowane w każdym calu układy choreograficzne.

Choć  zobaczyliśmy i poznaliśmy całkiem sporo , jesteśmy przekonani, że Tajlandia ma nam  do zaoferowania o wiele więcej, dlatego już dziś zaczynamy planować kolejny wyjazd do tego niezwykłego i  pięknego kraju.

A Kambodża i Wietnam? Cóż, to już całkiem inna opowieść.

Barbara Dawidowicz-Kania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *