Książę Pepi i jego młodzieńcze przygody

Opowieści Starego Koniarza

     Dziś opowiemy kilka ciekawostek o genialnym wodzu i strategu, znakomitym jeźdźcu i słynnym kawalerzyście księciu Józefie Poniatowskim. Urodzony w Wiedniu 7 maja 1763 roku już jako dziecko zwany był pieszczotliwie z austriacka „Pepi”. Przydomek ten przylgnął do niego na całe życie. Od najmłodszych lat jeździł konno. Umiejętność ta bardzo przydała mu się w karierze wojskowej. We wrześniu 1781 roku podczas rewii przed cesarzem Józefem II tak wspaniale zaprezentował się na koniu, że zachwycony nim cesarz na polu musztry mianował go rotmistrzem. Miał wtedy zaledwie 19 lat. Rok później był już dowódcą szwadronu, a w wieku 22 lat został najmłodszym podpułkownikiem kawalerii w armii austriackiej.

      Nasz młody książę miał iście ułańską fantazję. Słynął z niezwykle śmiałej i brawurowej jazdy konnej. W czasie manewrów letnich w 1784 roku założył się z kolegą, że przepłynie Łabę wpław, w pełnym rynsztunku. Rzeka ta była wtedy mocno wzburzona po silnych ulewach, szeroko rozlana i pełna niebezpiecznych wirów. Wyczyn podziwiało wielu oficerów, żołnierzy i cywilów. Wszyscy ze zdumieniem w oczach patrzyli jak książę zmaga się z nurtem. Legenda mówi, że kiedy książę wydostał się na drugi brzeg podeszła do niego cyganka, która przepowiedziała mu śmierć: ”pokonałeś wprawdzie Łabę, ale Elstera cię zabije”.

     Kilka miesięcy pełnych wrażeń przeżył ks. Józef podczas inspekcji wojsk polskich na Ukrainie. Jego przewodnikiem po kresowych garnizonach i stanicach był stary porucznik Stanisław Mohort. Wychowany na europejskich dworach książę zachwycił się prostym życiem żołnierskim i kozacką fantazją. Wśród Kozaków za mołojca uważano tego, kto wpław na koniu przepłynął Dniepr, na arkan złapał dzikiego konia, osiodłał go i przejechał się na nim, a w końcu kto w maleńkiej czajce pokonał porohy na Dnieprze. I chyba nasz Pepi wziął to sobie do serca. A było to tak: wraz z księciem Eustachym Sanguszką wybrali się do generałowej Pupardowej. Niestety nie zastali jej w domu, gdyż z najbliższymi wybrała się na słynny jarmark do Perejasławia gdzie końmi handlowali Tatarzy, Grecy i Turcy. Obaj kawalerzyści postanowili ich dogonić. Gdy przybyli na brzeg Dniepru zastali tylko małą łódkę i grupkę Kozaków. Nie było innej możliwości jak tylko pokonać rzekę wpław. Kozacy poznawszy ich zamiary dali im swoje konie, które nie bały się tej wielkiej i niebezpiecznej rzeki. Natomiast ich rumaki przywiązali do łódki i przeciągnęli na drugi brzeg. I tak szczęśliwie pokonali Dniepr i przybyli do Perejasławia. Lotem błyskawicy rozeszła się wieść o przybyciu samego bratanka króla polskiego, który po kozacku na koniu przepłynął Dniepr.  Kozacy zdjęli Poniatowskiego z wierzchowca, porwali na ręce i krzycząc: „Ty budesz naszym korolom!” obnosili go po jarmarku. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia gdyby nie pojawienie się porucznika Mohorta i jego oddziału, który odbił księcia z rąk podpitych i rozentuzjazmowanych Kozaków.

    W czasie pobytu na Ukrainie Poniatowski ze swym sztabem często przejeżdżał w pobliżu dworu skarbnika Pyszyńskiego lecz nigdy nie odwiedzał gospodarza. Ten zaś, niepocieszony tym faktem, postanowił zastosować fortel, aby zwabić gości w swoje progi. Kazał przekopać groblę i zatkać przekop faszyną. Słudzy starego szlachcica czatowali przy drodze. Gdy książę ze swym towarzystwem znalazł się w wąwozie, w pobliżu stawu odetkano przekop i woda błyskawicznie zalała drogę. Konie brodziły po brzuchy w wodzie. Nie było innej rady jak zajechać do dworu na wzgórzu. Stary Pyszyński dopiął swego i ci co go mijali musieli się wpraszać w gościnę. Historia ta wiązała się z tym, że polska szlachta uwielbiała gościć i być goszczona. Podobne fortele w dawnej Polsce były na porządku dziennym.

    Młody książę będąc na Kresach poznał wiele starych zwyczajów. Któregoś dnia na wspólnej wyprawie z porucznikiem Mohortem mijali oracza pracującego na polu. Poniatowskiego zdziwił widok szabli wbitej w pierwszą zaoraną skibę. Otrzymał wówczas wyjaśnienie, że oraczem jest szlachcic. A wbita w skibę szabla oznacza, że ten co orze broni tej ziemi.   

    Przełożeni księcia Józefa darzyli go dużym uznaniem i szacunkiem. Jego dowódca Kospoth pisał o nim, że był czynnym i zdolnym oficerem, spełniającym z wielką pilnością obowiązki, pełnym honoru, i że postępowanie jego pod każdym względem wojskowym na żaden zarzut nie zasługuje. Jednak z pamiętników wiemy, że książę Pepi nie zawsze utrzymywał w ryzach swą dziarskość, kawaleryjską fantazję i męską zuchwałość. Zdarzało mu się  na koniu przeskakiwać stragany przekupek i chłopskie furmanki. Ale najgłośniej mówiło się o jego wybrykach, których dokonał w „stroju Adama”. Podczas Sejmu Czteroletniego na skutek przegranego zakładu nasz bohater miał w biały dzień przejechać konno nagusieńki po ulicach Warszawy. Całe towarzystwo powiadomiono o tej niezwykłej sprawie. Niektórzy nawet wynajmowali okna na trasie przejazdu, aby ciekawscy mogli przyglądać się temu widowisku. Książę spławiwszy wpierw konia w Wiśle przejechał goluteńki po ulicach stolicy ku uciesze przyjaciół i gawiedzi. Król natomiast był oburzony i nie chciał go więcej oglądać. Książę dwa dni nadaremnie próbował dostać się przed oblicze króla. W końcu w sukurs przyszedł mu biskup Naruszewicz, który na stałe mieszkał w zamku. Wprowadził on  księcia przebranego za mnicha. Król parsknął śmiechem kiedy w mnichu kornie chylącym czoło rozpoznał swego skruszonego bratanka.

      Mimo królewskiego napomnienia, nasz bohater powtórzył swój nagi wyczyn. Tym razem w zgoła innych okolicznościach. Otóż stanął zakład, że książę Józef, książę Sapieha oraz Ignacy i Ksawery Działyńscy przejadą nago odkrytym powozem przed obliczem króla, całego wojska i publiczności podczas parady na dziedzińcu saskim. Właśnie rozpoczęła się defilada gdy nagle ów powóz zaprzężony w osiem koni wjechał galopem na plac. Powoził nim sam książę Pepi. Na widok czterech golasów damy zaczęły piszczeć i zakrywać oczy. Król wydał rozkaz aby łapać zuchwalców. Józef skierował powóz na swój pułk. Ułani rozstąpili się aby powóz mógł swobodnie przejechać, po czym odtworzyli szyki. Pojazd wjechał do bramy pierwszej kamienicy. Tam nasz bohater i jego przyjaciele ubrali się w mundury, dosiedli swych wierzchowców i jakby nigdy nic stanęli na czele swych pułków. Ścigający ich żandarmi udali, że ich nie poznają i wybryk uszedł im na sucho.

    Choć opowiedzieliśmy Wam drodzy czytelnicy o szalonych przygodach młodego Poniatowskiego to należy pamiętać, że był to jeden z najlepszych polskich dowódców.  Niezwykle honorowy nigdy nie łamał danego słowa. Dla swoich żołnierzy był surowy ale sprawiedliwy. Zawsze mogli na niego liczyć. W walce dawał przykład męstwa i odwagi.

Książę Józef zginął w 1813 roku pod Lipskiem w bitwie nazwanej „bitwą narodów”. Dwukrotnie ranny nie chciał się poddać, ani ratować ucieczką. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu go tylko oddam.” Otoczony przez wrogów skierował konia do rzeki Elstery. Kiedy dopłynął do brzegu, koń nie mógł wspiąć się na jego urwistą ścianę. Wtedy po raz trzeci dosięgła go kula Moskali i spadł z konia do wody. Tak w nurtach zdradliwej Elstery zginął  polski bohater, ukochany wódz, przedkładający śmierć nad niewolę.

Barbara Sęderowska

Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *