Pocztówka z… Krety

PODRÓŻ

Było nas 17 osób. Cała grupa podzielona była na mniejsze grupki, a cel był jeden – Lotnisko Chopina godzina 4.30. W strugach deszczu i podmuchach wiatru zewsząd, Polska żegnała nas temperaturą +4C (w maju). Chwilę zgrozy przeżyliśmy na lotnisku, gdy kolejne loty do Chanii pojawiały się ze statusem – ODWOŁANY. Jednak po sprawnej odprawie, o 6.50 byliśmy już w drodze na pokład samolotu.Po 3 godzinach postoju w Atenach i kilku godzinach w samolocie, efekt był taki, że po 18.00 byliśmy w hotelu. Na lotnisku z miłym uśmiechem przywitała nas pani rezydent Rainbowtour i wskazała autobus nr 6. Ten oto autobus zawiózł nas pod same drzwi hotelu w Kavros Beach. Temperatura +19C szybko wykasowała wspomnienia długiej podróży, a ciepła kolacja dodała sił i energii. Pokoje na piętrze, z widokiem na plażę i patio hotelu, z basenem obudziło w nas pragnienie spędzenia tak całego życia. Przed nami był jednak tylko tydzień, trzeba było więc go efektywnie wykorzystać.

DZIEŃ PO DNIU – CHANIA

Kreteńskie dni mijały w leniwej i relaksacyjnej atmosferze. Część grupy wylegiwała się na plaży, część spacerowała po okolicy oglądając tutejsze stragany i małe sklepiki z pamiątkami. Supermarket INKA okazał się nieocenionym w zakupie towarów różnych w cenach przystępnych, na każdą kieszeń. Obsługa hotelu przemykała się z uśmiechem dopilnowując, żeby każdy posiłek był na czas, i żeby wina nie zabrakło w magicznych maszynach, w których po naciśnięciu czarnego guzika spływał płyn, kojący jak źródlana woda. Tego dobra nie zabrakło nam do samego końca pobytu. Wyjazd obfitował w kąpiele słoneczne, morskie i basenowe. Z Karvos do Chanii można było dostać się autobusem za całe 4,5 EURO. Szanowna Pani rezydent poinformowała nas, że autobusy jeżdżą tutaj jak chcą I żebyśmy nie denerwowali się, jeśli się okaże, że żaden nie pojawi się o godzinie wskazanej na rozkładzie jazdy. Nasz akurat pojawił się punktualnie. Miły pan kierowca na prośbę o bilet odpowiedział jedynie „Please sit and wait” – tak też uczyniłyśmy z moimi towarzyszkami podróży. Po kilku przystankach wsiadł pan, który sprzedawał bilety, co było niemałą ciekawostką. Co warto zobaczyć w Chanii ? Halętargową – wybudowana w 1923 r. podobno jestuważana za jedną z najpiękniejszych w Grecji. Można tam kupić niemal wszystkie miejscowe produkty. Ja polecam mydła z oliwek, oliwę z oliwek w procentach od wersji do sałatek do używanej podczas smażenia. Chusty (ręczniki typu Hamam) – koniecznie „handmade” pełnią funkcję ręcznika, kocyka, a dla osób z fantazją nawet obrusu. Dla łasuchów polecam Baklavę – orzechy, migdały, cynamon, syrop w kruchym cieście ‘filo’…dla kubków smakowych niebo. Kolejnym miejscem, które trzeba zobaczyć koniecznie to port z latarnią i  charakterystycznymi łodziami przerobionymi na stragany, gdzie zakup naturalnych gąbek jest absolutnie obowiązkowy.Chania to małe portowe miasteczko, idealne na spacery krętymi uliczkami oraz długie leniwe wieczory.Celebrowanie miasta warto zakończyć pyszną Musaką − daniem z zapiekanych bakłażanów, ziemniaków i mięsa mielonego…arcydzieło!

KIEROWCA BOMBOWCA , czyli jak dotarliśmy na Balos W kolejnych dniach postanowiliśmy wypożyczyć dwa auta, żeby w pełnym składzie objechać wspólnie okoliczne atrakcje turystyczne. Dzień pierwszy rozpoczęty historycznym Klasztorze Arkadii, przerwany postojem w malowniczym garncarskim Margarites i jakże miło  zakończony wycieczką po ruinach Pałacu Knossos. Droga prosta, asfaltowa bez pęknięć i obsunięć…bułka z masłem. Dzień kolejny nie był już taki sielankowy. Kręte drogi Krety, naruszone przez porę zimową dały się we znaki. Pierwsza destynacja to Elafonisi, gdzie znajduje się plaża z charakterystycznym różowym piaskiem, uważana za jedną z najpiękniejszych plaż Europy. O tej porze jednak było go bardzo mało, ale widok pięknej plaży bronił się sam. Małe wysepki wyrastające z wody, niezliczona ilość małych rybek pływających w wodzie i delikatne słońce pozostawiły piękne wspomnienia. Ostatnim punktem samochodowej wyprawy tego dnia była plaża Balos (Μπάλος). Jak donosi jedno ze źródeł internetowych „ to jedna ze sztandarowych plaż Krety jeśli nie całej Grecji. Nawet najmniej udane zdjęcie ukazujące krajobraz tego miejsca musi robić i w większości wypadków robi naprawdę duże wrażenie. Brak wygodnej asfaltowej drogi sprawia, że poza godzinami kiedy dopływają tu wycieczkowe statki, plaża ta jest odwiedzana przez niezbyt dużą liczbę turystów. (treść pochodzi z: http://www.crete.pl) ”. Brak wygodnej drogi to bardzo trafne określenie.  Jak jechaliśmy głazy spadały same. W pewnym momencie ujrzeliśmy znak, że droga właśnie się skończyła. Zewsząd na drogę wbiegały stada kóz. Do tej pory na wspomnienie tamtych chwil podnosi mi się ciśnienie krwi, a zawilgotniałe dłonie same ześlizgują z klawiszy komputera. Chwile grozy doznał każdy z uczestników wyprawy. Każdy też przeżywał to na swój sposób, przyświecała nam jednak idea, którą idealnie obrazuje cytat Nory Roberts „…czasami cel podróży nie jest najważniejszy, liczy się sama droga, to czego się na niej dowiadujesz, co robisz.”  Droga była cudowna, dużo śmiechu, żartów, śpiewu I łez. Wyjazd okazał się cudowną okazją do integracji zespołu…nie możemy doczekać się kolejnych wyjazdów, ale jak mówią Grecy „SIGA,SIGA” na wszystko przyjdzie pora.

Magdalena Antosiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *