Rozmowa z burmistrzem Ćmielowa

Szanowni Czytelnicy, zgodnie z zapowiedzią rozpoczynamy cykl artykułów o burmistrzach i prezydentach naszego województwa.

Dziś, rozmowa z Jolantą Suską, burmistrzem Ćmielowa.

E.M.: Ćmielów to Pani rodzinne miasto, czy nie chciała Pani stąd wyjechać, wyrwać się do wielkiego świata?

J.S.: Nie, chociaż moi rodzice wyjechali do Gdańska, tam też osiedliła się prawie cała moja rodzina. To dziwne, bo każdy mi mówił, że tu, w Ćmielowie panuje stagnacja, a ja , jako osoba aktywna od zawsze, nie będę miała co tu robić. Myślę, że zadziałała zwykła przekora, chciałam pokazać, że wszędzie można się realizować, jeśli tylko się tego bardzo chce. Od zawsze pociągała mnie działalność społeczna, lubiłam nowe wyzwania, chęć sprawdzenia się. Zaczęło się od założenia własnego biznesu, to dobre przygotowanie do pracy z ludźmi, nauczenie się, jak pokonywać wszelkie przeszkody, a tych nigdy nie brakuje. Potem już skupiłam się na działalności społecznej, 28 lat stażu w administracji publicznej w Kielcach, Opatowie, Ostrowcu. W 2011 roku zostałam wybrana przewodniczącą Rady Osiedla i objęłam stanowisko sołtysa, w 2014 – wybory do Rady Powiatu, a w 2018 roku zostałam burmistrzem Ćmielowa z okręgu liczącego 1200 wyborców. To był rezultat ciężkiej, ale i ciekawej pracy. Nie oszczędzałam się w myśl wyznawanej przeze mnie zasady: ”Nie da się wejść po drabinie z założonymi rękami”.

E.M.: Jest Pani postrzegana jako osoba bardzo wymagająca. Czy to wynika z Pani charakteru, czy wpływ na to miała Pani praca?

J.S.: Myślę, że od zawsze taka byłam, a to, co teraz robię o tym świadczy. Wiem, że nie mamy mówić o polityce, chcę tylko zaznaczyć, że głosowano na mnie, bo miałam dobry program wyborczy i ludzie wierzyli, że go zrealizuję. Stanowisko kierownika Centrum Aktywizacji Zawodowej, postrzeganie mnie jako” osobę swoją”, nie menadżera, działacza dało mi kredyt zaufania. Będąca na ukończeniu budowa tężni solankowej, przekonanie, którym się dzielę, że nie ma  rzeczy niemożliwych są tylko trudne do zrealizowania, praca dynamiczna, dążenie do celu tego dowodzą. A już najlepszym na to dowodem jest powołanie Klubu Aktywnych w Ćmielowie, zrzeszających ludzi po 50-tce. Prowadziłam firmę 8 lat i wiem, jak zarządzać budżetem.

E.M.: Którą z cech charakteru docenia Pani najbardziej, a która wręcz przeszkadza Pani w życiu?

J.S.: Ludzka złośliwość. Nic wtedy nie da się zrobić, bo nie pozwolą pozbawić się tej jedynej dla nich przyjemności.

         Cenię natomiast wiarę w człowieka, szacunek do niego, niezależnie od jego statusu materialnego i społecznego. Cieszę się bardzo, że dostrzeżono we mnie tę cechę, świadczy o tym wotum zaufania od wszystkich radnych z 6 okręgów, którym mnie obdarzono na ostatnim spotkaniu.

E.M.: Nietrafione decyzje i sukcesy…

J.S.:  Nigdy więcej nie chcę należeć do żadnej partii politycznej. Przynależność narzuca określony tok myślenia, zabija samodzielność.

       Sukces to wygrane wybory na burmistrza, satysfakcja, że mimo wielu komentarzy, opinii, że nie mam szans, że jestem na gorszej pozycji jako kobieta, że powinnam trzymać się tego, co już zdobyłam –  wygrałam. Mówiono mi, że polityka jest „brudną sprawą”, a ludźmi można manipulować, a jednak uwierzyłam w mądrość społeczeństwa i nie pomyliłam się.

E.M.: Wypoczynek i marzenia…

J.S.: Wycieczki w góry w gronie najbliższych i przyjaciół, wypady rowerowe po najbliższej okolicy i możliwość poznania jeszcze nieodkrytych miejsc. Gdy pogoda nie sprzyja lub jest mało czasu, lubię obejrzeć dobry film historyczny, w ten sposób można się wiele nauczyć. To brzmi jak banał, ale historia naprawdę dużo nas uczy. Lubię słuchać muzyki z lat 90-tych i czytać książki mówiące o potędze naszej podświadomości.

    Marzenie, to bycie zdrowym; ja i moja rodzina. A plany? Czuć się szczęśliwym. Wiem, jak rzadka jest to umiejętność, zawsze wyszukujemy mnóstwo warunków do tego niezbędnych, a wystarczy tylko pamiętać o prostej zasadzie:” Żyj tak, żeby wszystkim zrobiło się smutno, gdy umrzesz”.

E.M.: Rady dla młodych ludzi, którzy dopiero szukają swojego miejsca w życiu…

J.S.: Wierzcie w siebie, nie wahajcie się uwierzyć w osiągnięcie celu i konsekwentnie do niego dążcie.

        Brak wiary w siebie niszczy najpiękniejsze marzenia i najsłuszniejsze cele. Optymizm, nie pesymizm! To daje siłę!

E.M.: Czy z perspektywy czasu wybrałaby Pani tę samą drogę, którą Pani podążała?

J.S.:  Nic bym nie zmieniła, moim przeznaczeniem jest działalność społeczna. Jest to trudna służba, ale ja lubię ludzi i lubię dla nich pracować. Papież Jan Paweł II mówił, że człowiek jest tyle wart, ile pomaga innym. Zresztą,  działalność społeczną mam zapisaną w genach, mój pradziadek Ferdynand Pietrzykowski, naczelnik Ćmielowa,  był bojownikiem o wolność i demokrację z 1919 roku. Myślę, że byłby ze mnie dumny gdyby wiedział, że jego prawnuczka otrzymała z rąk prezydenta RP A. Dudy Srebrny Krzyż Zasługi za działalność społeczną.

          Mam szczęście, że mogę robić to, co najbardziej lubię i co daje mi satysfakcję,  a ludziom pożytek.

E.M.: Dziękuję za rozmowę.

Ewa Mierzejewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *