Trucizna z naszych pól

W ostatnim czasie coraz częściej mówi się o problemach ekologii w naszym rolnictwie, stąd mój pomysł omówić z Państwem tę kwestię.

  W tym artykule porozmawiajmy o herbicydzie, a mianowicie o glifosacie (nazwa handlowa Roundup, produkowany przez koncern Monsanto).Glifosat – nieselektywny herbicyd, stosowany w zwalczaniu chwastów, który zabija praktycznie wszystkie rośliny za wyjątkiem odpornych na działanie glifosatu, roślin GM (genetycznie modyfikowanych), powinien być stosowany w okresie wczesnej wiosny lub jesienią, po żniwach, czas półrozpadu wynosi 7-14 dni.

  Jak wynika z reklamy herbicydów z glifosatem są one pewne, skuteczne, szybko działające, obniżają koszty pracy, podnoszą urodzajność, rozpadają się w gruncie, nie oddziaływują negatywnie na nasiona. To są „piękne” właściwości ekologicznego (w/g reklamy producenta) popularnego herbicydu.
A teraz zwrócimy uwagę na „ciemne” strony tego „cudo herbicydu”.

  Główne działanie glifosatu to niszczenie chwastów. Tak, to prawda, on był bardzo skuteczny w latach 80-ch, ale w ciągu 30 lat chwasty zmieniły się w „superchwasty”, które są coraz mniej wrażliwe na herbicyd i rolnicy, żeby ratować urodzaj, albo zwiększają stężenie glifosatu w opryskach, albo korzystają z nasion GM, niewrażliwych na ten herbicyd (uwaga! Koncern Monsanto sprzedaje nie tylko herbicydy, ale również i nasiona GM, odporne na te herbicydy). Sprytnie, prawda? Obecnie w USA już 90% soi i 60% kukurydzy jest GM.

  Kontynuując ten wątek można zapytać:  jaki jest związek między stosowaniem glifosatu (w coraz większych stężeniach przy uprawie roślin GM) z naszym polskim rolnictwem? Otóż  przy produkcji pasz w Polsce, producenci korzystają przeważnie z importowanej z Argentyny lub Brazylii soi (obecnie na każdego argentyńczyka przypada 6 litrów herbicydów rocznie, a śmiertelność chorych na raka w rolniczych miasteczkach wynosi 43%, a w Brazylii sytuacja nie jest lepsza).Jak wynika z badań niezależnego biologa Andresa Carrasco u kurcząt, które regularnie były karmione paszą z niewielką zawartością glifosatu obserwowano deformacje czaszki, mózgu i przewodu pokarmowego. Duńscy naukowcy przeprowadzili analizę danych, dotyczących stanu zdrowia bydła karmionego soją GMO z obecnością glifosatu. Z badań wynika, iż w układzie pokarmowym bydła nastąpił dysbakterioz, znacznie zwiększyła się liczebność Clostridium Botulinum, natomiast zmniejszyła się ilość tak zwanych „dobrych”, pożytecznych bakterii. Spadła aktywność cytochromu P450 odpowiadającego za wydalanie toksynów z organizmu człowieka i zwierząt.

  W rozmowach z producentami pasz wynika, że stosowanie polskiej soi może nieco podwyższyć ceny pasz i produktów żywnościowych. Teraz pytanie: czy nasz konsument zgadza się zapłacić nieco więcej za żywność produkowaną metodami tradycyjnymi aby wspierać rolnictwo polskie, czy woli wspierać i finansować koncerny typu Monsanto?

  Ale wrócimy do glifosatu. Według producenta preparaty z glifosatem dbają o glebę. Niestety glifosat nie tylko nie chroni gleby, ale nawet przyspiesza jej degradację (szczegółowa informacja w książce „Principles in Weed Management” autorstwa znanych naukowców: R.J.Aldrich ,Rj.Kremer).

   W jaki sposób glifosat szkodzi ludziom? Liczne badania (jednym z pierwszych, który to udowodnił był Wiedeński Uniwersytet Medyczny) udowodniły, że nawet małe dawki glifosatu uszkadzają DNA człowieka i zwierząt, i jako silny kancerogen powoduje raka nerek, wątroby, skóry i chłoniaka oraz zaburzenia hormonalne (między innymi obniżanie poziomu testosteronu).

  Jednym z najbardziej popularnych herbicydów z glifosatem jest herbicyd Roundup, w którym do glifosatu dodawane są tak zwane składniki inertne- adiuwanty. Pytanie :na ile te „inertne” adiuwanty są bezpieczne? I tu proszę bardzo, niespodzianka! Okazało się, że adiuwanty są bardziej niebezpieczne niż sam glifosat. Okres półrozpadu jednego z adiuwantów POEARoundup jest 3 razy dłuższy niż glifosat. Okazało się, że w pełnym składzie Roundup (glifosat plus adiuwanty) jest o wiele bardziej toksyczny(!!!)niż sam glifosat. W badaniach wykonanych na świniach udowodniono, że preparaty komercyjne z glifosatem były śmiertelnie toksyczne, natomiast sam glifosat już nie (źródło „The detox Project”).

  W gospodarstwach rolnych bardzo popularne jest „dosuszanie” zboża (tak zwana desykacja) Roundupem, szczególnie prosa, a jak wynika z informacji nam pozyskanych i roślin strączkowych, rzepaku oraz ziemniaków. Po takiej desykacji glifosat można wykryć w mące, chlebie, kaszach, szczególnie w kaszy jaglanej, w oleju rzepakowym, nawet w jedzeniu dla małych dzieci! Dziwi i przeraża obojętność rolników stosujących ten herbicyd w desykacji. Z rozmowy z właścicielem firmy, która zajmuje się konfekcjonowaniem kasz i fasoli wynika, że praktycznie prawie wszyscy producenci korzystają z Roundupu w desykacji. W/g wojewódzkiego sanepidu producent kasz w razie wątpliwości powinien zbadać zboże na obecność glifosatu, ale to jest możliwe tylko w 5 laboratoriach z akredytacją w Polsce i producenci kasz sami powinni za to badanie zapłacić. Przecież wiadomo, że żaden producent i zakłady konfekcjonowania nie będą wydawać pieniędzy na badania zbóż, wiedząc, że prawie wszystko jest z glifosatem.

   Zastanawia mnie tylko fakt, że coraz częściej nasze społeczeństwo choruje, a gdy dotyka to dzieci organizujemy zbiórki pieniędzy na leczenie w całej Polsce, a przecież świadomie zatruwamy myśląc tylko o swoich zyskach. Czy warto???

Grigor Szaginian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *