Wszystko dzieje się po coś…

„Wszystko dzieje się po coś”…to myśl, która towarzyszy wielu osobom, w przeróżnych sytuacjach. To myśl, która często ma wpływ na koleje naszych losów. To nie jest tak, że nie mamy wpływu na to co dzieje się wokół nas, oczywiście, mamy i nawet mówimy, że „każdy jest kowalem swojego losu”, ale są sytuacje w życiu, takie bodźce, które wpływają na nasze decyzje lub na całkowitą zmianę myślenia.

Czasem jesteśmy tak zabiegani, że nie rozglądamy się wokół i myślimy, że model naszego życia i naszych działań jest dobry, a wręcz jedyny i że nic więcej nie możemy zrobić czy zmienić. Otóż, tak nie jest…wystarczy napotkana jedna osoba, która może zmienić tok naszego myślenia, działania a w rezultacie całe nasze życie.

Co takiego się wydarzyło?

Historia, którą chcę Państwu przedstawić ma swój początek w 2003 roku, ale trwa ona do dziś…Pokazuje nam, jak przypadkowa sytuacja wpłynęła na dalsze losy setek dzieci.

Wracaliśmy z tatą z zakupów w jednym z łódzkich marketów – wspomina Aleksandra Wiśniewska-  Na parkingu podszedł do nas chłopiec, Adaś, prosząc o kilka złotych. Był głodny. Tata odwiózł nas do domu, a jego wziął na posiłek i zakupy. Wkrótce poznał też jego samotną matkę i pięcioro rodzeństwa żyjących w dramatycznej biedzie w rozpadającej się łódzkiej kamienicy. Dzieci były pod sądowym nakazem umieszczenia w państwowym domu dziecka.

 Początkowo tata Oli  pomagał rodzinie Adasia. Jednak to spotkanie miało ogromny wpływ na decyzję jaką podjął Radosław Wiśniewski.

Decyzja niesienia ratunku rodzinie Adasia przerodziła się w ideę stworzenia Fundacji Happy Kids, fundacji pomocy dzieciom.

W Polsce tylko 2-3% sierot to sieroty bez rodziców biologicznych. W prawie wszystkich przypadkach do domów dziecka trafiają dzieci z uwagi na sytuację finansową lub patologie w swoich rodzinach: przemoc, alkoholizm, działalność przestępczą. Dzieci trafiają do dużych, instytucjonalnych domów po 30-60 wychowanków w każdym, pomimo że przepisy dopuszczają 14 wychowanków, jednak grupy są łączone. Duża część z nich po ukończeniu pełnoletności trafia do schronisk, domów opieki społecznej i zakładów karnych i rzadko jest w stanie założyć własne, zdrowo funkcjonujące rodziny.

Fundacja , która powstała dzięki temu, że Pan Radosław z córką znaleźli się w tym miejscu i o tej porze jest organizacją ‘dla dzieci”. Fundacja, a raczej osoby w niej pracujące. pragną  zmienić los  wielu dzieci, codziennym trudem zapoczątkowując rewolucję w polskiej pieczy zastępczej. Dziś jest już 15 Rodzinnych Domów Dziecka, stale opiekują się ponad setką podopiecznych. Są to dzieci ze znikomymi bądź zerowymi szansami na adopcje. W większości rodzeństwa, łączone po latach spędzonych oddzielnie w placówkach w różnych częściach Polski oraz dzieci niepełnosprawne. Happy Kids chce przywrócić im wiarę w dorosłych i stworzyć choćby namiastkę życia w prawdziwej rodzinie. Aby miały one szansę na poznanie ciepła dobrych intencji oraz realizację własnych ambitnych celów, o których często boją się nawet zamarzyć oraz, aby odbudować w nich utracone poczucie własnej wartości.

Jest to możliwe jedynie dzięki heroicznemu wysiłkowi osób zarządzających oraz pracujących w fundacji, rodziców zastępczych oraz wsparcia oddanych przyjaciół Fundacji,

Nie mam wątpliwości, że jest w Polsce wiele wspaniałych organizacji dzień w dzień podejmujących bardzo ważną walkę o dzieci czy o seniorów . Happy Kids jest akurat tą, której krystaliczną czystość intencji wobec dramatycznie trudnych wyzwań mam ogromną radość i przywilej obserwować od wielu lat. 

Adaś, który przypadkowo pojawił się na drodze Radosława Wiśniewskiego- założyciela fundacji, tak naprawdę ma na swoim koncie życie, a z pewnością szczęście wielu dzieci.

W jednym z pierwszych Domów mieszkał chłopiec, który zechciał opowiedzieć nam swoją historię:

     „ Było nas sześcioro…Ja, moi bracia i dwie malutkie siostry. Mieszkaliśmy w małym mieszkaniu, które znajdowało się w starej kamienicy. Jeden z obrazów rzeczywistości, który ciężko wymazać z pamięci, to pijani rodzice, obcy ludzie kręcący się po mieszkaniu, pusta lodówka, głośny, dziecięcy płacz i brak zainteresowania ze strony dorosłych… Moi starsi bracia starali się przejąć obowiązki rodziców, na miarę swoich możliwości.. ale jakim opiekunem może być 11 i 12-latek… Pewnego wiosennego dnia naszą domową sytuacją zainteresowała się opieka społeczna. Umieszczono naszą szóstkę w Domu Dziecka. Kilka dni później zostaliśmy rozdzieleni. To była dla nas największa trauma. Najstarsi bracia pozostali w Domu Dziecka. Ja, mój młodszy brat i siostry zostaliśmy przeniesieni do Pogotowia Opiekuńczego. Byliśmy za mali, żeby mieszkać w Domu Dziecka. Spędziliśmy tam prawie pół roku. Pewnego dnia odwiedziło nas małżeństwo- ludzie, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Przychodzili systematycznie, spędzali z nami czas, bawili się, rozmawiali, dawali nam to, czego nigdy nie mieliśmy- uwagę, zainteresowanie i miłość! Niedługo później okazało się, że to nasi opiekunowie. Czas, który z nimi spędziliśmy w Pogotowiu Opiekuńczym, był okresem oczekiwania na nasz DOM. Nasz wspólny DOM- nasz i naszych „nowych” RODZICÓW! Rodziców, których nigdy nie mieliśmy… Opiekunowie zastępczy wraz z Fundacją Happy Kids stworzyli nam warunki do pięknego, szczęśliwego dzieciństwa. Odnaleźli także naszych starszych braci. Wreszcie byliśmy razem! Dużo czasu zajęła rodzicom zmiana naszych przyzwyczajeń. Dali nam poczucie bezpieczeństwa, nauczyli podstawowych zasad życia, a przede wszystkim, pozwolili nam być dziećmi… Kochają nas, dbają o nas, są naszymi przyjaciółmi i mamy w nich ogromne wsparcie na każdym etapie rozwoju. Poza mną i moim rodzeństwem w naszym domu mieszkają także bliźniaki i chłopiec w wieku jednej z moich sióstr. Ich sytuacja rodzinna była bardzo podobna do naszej. Kiedy kolejno stawali się członkami naszej rodziny obserwowałem jak się zmieniają. Gdy pojawili się w naszym domu byłem pod skrzydłami Fundacji i rodziców już 8 lat i potrafiłem skontrastować kondycje tych dzieciaków z naszą. Wspomniałem wtedy jak my byliśmy nieszczęśliwi, wystraszeni i smutni- oni czuli to samo. Prawdopodobnie nie wierzyli wtedy, że ich marzenia o wspaniałym, spokojnym domu, pełnym miłości i dziecięcego- nie płaczu- ale śmiechu się spełnią.
 W myśl sentencji Janusza Korczaka: „ Bez szczęśliwego dzieciństwa całe życie jest kalekie.” Fundacja Happy Kids wraz z opiekunami zastępczymi otwiera nam drzwi normalnego dorosłego życia.”

Na szczęście „wszystko dzieje się po coś”. Kontrolujmy nasze życie, ale nie bagatelizujmy bodźców i przypadków, które mogą mieć wpływ na życie innych ludzi.

Małgorzata Chrzanowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *