fot. Ewa Kwasiborska

Do tej pory nasze opowieści najczęściej poświęcaliśmy mężczyznom. Dziś, chcemy Wam drodzy czytelnicy opowiedzieć o staropolskich kobietach – damach, herod-babach i kresowych awanturnicach. Bo jak się okazuje losy XVI i XVII-wiecznych  niewiast często bywały niezwykle barwne i burzliwe. Co ciekawe, w ówczesnym świecie w narodach słowiańskich darzono kobiety dużym szacunkiem. Natomiast w krajach germańskich obowiązywały przepisy prawne zgodnie z którymi postrzegano kobietę jako istotę nie potrafiącą zadbać o swoje interesy i nawet za dorosłą niewiastę zawsze decydował mężczyzna.

W Polsce szlacheckiej najczęściej małżeństwa stanowiły układ partnerski, w których panował podział ról. W wielu dawnych aktach sądowych, intercyzach, testamentach, listach i pamiętnikach zachowały się wzmianki o tym, że wśród szlachty, a nawet wśród wielkich panów w żonie widziano partnera i przyjaciela. Wymagano od niej nie tylko sentymentu i serca, ale także męstwa, rozumu i czynu.  Wiemy o tym z literatury i staropolskich powiedzeń np. „żona głowy korona”, „żona miły i wdzięczny, a tobie równy towarzysz”, „żona klejnot drogi”, „żona ozdoba mężowi”. Janusz Radziwiłł starając się o rękę panny Potockiej tak mówił do króla Władysława IV: „nie o urząd, nie o wakancję idzie, ale o wiecznego przyjaciela”.

Musicie wiedzieć, że życie kobiet na dworach książęcych czy magnackich wyglądało zgoła inaczej niż na prowincjonalnych dworzyszczach i kresowych stanicach. Te pierwsze żyły w komfortowych jak na owe czasy warunkach. Ich głównym zadaniem było ładnie wyglądać, ładnie pachnieć, umieć haftować i prowadzić konwersację. Miały czas na plotki, dworskie intrygi i śledzenie nowinek modowych. Natomiast te żyjące na prowincji prowadziły dom, wychowywały dzieci, administrowały majątkiem. W długie zimowe wieczory zajmowały się szyciem, tkaniem, haftowaniem, a w tym czasie przekazywały młodym dawne podania i legendy. Dobrze znały się na ziołolecznictwie, opatrywaniu ran czy odbieraniu porodów. Często zmuszone były procesować się z sąsiadami. Bywało też, że brały udział w zajazdach, wojnach domowych i obronie swych majątków przed najazdami zarówno złośliwych sąsiadów jak i obcych wojsk.

Owe białogłowy nierzadko dorównywały w męstwie i znajomości sztuki wojennej ówczesnym rycerzom. W XVI wieku głośno było w całej Rzeczypospolitej o Beacie Dolskiej, kuzynce hetmana Wielkiego Księstwa Litewskiego Konstantego Ostrogskiego. Dama ta tak się rozzłościła próbą zdobycia zamku w Dubnie przez Tatarów, że sama chwyciła za broń i osobiście poprowadziła żołnierzy na wały. Gdy spostrzegła rannych artylerzystów podbiegła do armaty i tak wycelowała, że trafiła prosto w namiot chana. Śmierć dowódcy spowodowała odwrót Tatarów. A co ciekawe działo się to w dzień jej wesela.

Prawdziwie ognistą kobietą była Zofia Zamiechowska po ostatnim mężu wojewodzina trocka Tyszkiewiczowa. Przez 25 lat toczyła wojny  m.in. z Potockimi i Radziwiłłami. Jako zarządca majątku i dowódca obrony zamków w Podhajcach i Buczaczu budziła zachwyt bystrością i obrotnością. A gdy znalazła się w opałach bez trudu broniła się „prawem i lewem, trybunałem i arsenałem, dekretem i muszkietem”. W pamięci ówczesnych Polaków zapisała się jako szanowana matrona, fundatorka szpitali, kościołów i szkół. Blask jej sławy i dokonań był tak wielki, że o jej trzech mężach po prostu zapomniano.

Ze wszystkich kobiet tamtej epoki nas najbardziej zafascynowała Teofila Chmielecka, nazywana „wilczycą kresową”. Ta dzielna niewiasta, podobnie jak inne mieszkające na niespokojnych kresach Rzeczpospolitej, musiała być twarda i miała  bardzo silną wolę przetrwania. Wraz ze swym mężem wojewodą kijowskim uwielbiała wyprawy na Tatarów. Choć urodziła i wychowała dwóch synów to jednak na wojnie czuła się jak ryba w wodzie. Wiodła iście spartańskie życie. Lubiła spać w namiocie, brać udział w podjazdach i zasadzkach. Znakomicie jeździła konno. Strzelała z łuku, rusznicy i nieźle robiła szablą. Samo jej pojawienie się powodowało popłoch wśród ludów stepowych gdyż śmierć z ręki niewiasty była dla nich hańbą. Nic więc dziwnego, że tatarskie  kobiety straszyły nią swoje dzieci. Choć potomni zapamiętali ją jako wzór żony kresowego żołnierza to nasza Teofila miała też swoje słabości. Potrafiła być okrutna. Kobietę, którą podejrzewała o flirt ze swoim mężem w przypływie złości oszpeciła obcinając jej nos.

Czasy Rzeczpospolitej szlacheckiej były pełne wojen i konfliktów, co wiązało się z ciągłym życiem w ciągłym strachu. Stałe zagrożenie z południowego wschodu w postaci tatarskich czambułów było w tamtej epoce codziennością. Kresowym niewiastom należy się więc szczególne uznanie za to, że umiały pogodzić rolę żony, matki, gospodyni i wojowniczki.

Barbara Sęderowska

Krzysztof Dyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *